Messi pozwolił w końcu błyszczeć Cristiano Ronaldo

Od 0,4 gola na mecz w Manchesterze United do 0,97 w Realu Madryt - już najprostsze statystyki pokazują dobitnie rozwój Cristiano Ronaldo. A może wreszcie w tym sezonie przyćmi nawet Leo Messiego?

"Skazani na wygrywanie" - pod tym tytułem madrycki dziennik "Marca" zamieścił na okładce fotomontaż, na którym gracz Barcelony i Realu Madryt stoją skuci kajdankami. Ponieważ sukces jednych jest zwykle porażką drugich, bardzo trudno wyobrazić sobie w wielkiej formie obie strony. To samo dotyczy Leo Messiego i Cristiano Ronaldo: gdy chcemy wywyższyć jednego, zwrócić uwagę na jego wielką formę, jesteśmy skazani na odniesienie się do tego, co robi drugi.

Reklama

Obu piłkarzom może się to nie podobać, ale nie uciekną przed porównaniami. Niedawno dziennik "El Pais" zauważył, że aby zdobyć swoje dwa ostatnie gole (z Leverkusen i Realem Sociedad) Messi musiał oddać aż 30 strzałów. Nikt nie ośmiela się nazwać tego kryzysem, ale w końcu 10 pkt straty Barcelony do Realu Madryt w Primera Division musi mieć jakieś uzasadnienie. Jakie, jeśli nie w postawie swojego największego asa? Nawet Pep Guardiola nie neguje, że jego drużyna jest od Argentyńczyka uzależniona.

Odwołajmy się do statystyk. 38 goli i 21 asyst - tak wygląda dorobek Messiego do połowy lutego. Niewiarygodny? Problem polega jednak na tym, że oczekiwania są jeszcze większe. W wieku 24 lat Argentyńczyk ma trzy "Złote Piłki", pięć tytułów mistrza Hiszpanii, trzy triumfy w Champions League, dwa na mundialu klubów - dokonał tyle, że kiedy na chwilę zatrzymuje się na boisku, wielu kibicom wydaje się to dziwne. Sam ich jednak przekonał, że jest niezniszczalny. Tymczasem ostatnio pozwolił w końcu błyszczeć Cristiano Ronaldo.

Portugalczyk w zeszłym sezonie wbił w Primera Division 40 goli poprawiając legendarny rekord Hugo Sancheza i Telmo Zarry. Teraz po 22 kolejkach ma 27 bramek, a jeśli utrzyma średnią, na koniec rozgrywek "dobije" do 47! Co będzie musiał zrobić potem, by udowodnić, że wciąż idzie do przodu? Jeśli w sezonie 2012-2013 wbije ich 40, wielu uzna, że pogrąża się w kryzysie.

Faktycznie: przenosiny z Manchesteru United do Realu Madryt są dla Portugalczyka średnio udane, jeśli idzie o trofea. Na razie zdobył jedno (Puchar Króla), za chwilę będzie miał drugie (mistrzostwo Hiszpanii). Alex Ferguson wciąż uważa, że gdyby został na Old Trafford, byłby dziś nr 1. Trudno byłoby obalić teorię na temat wyższości Premier League nad Primera Division. Dla tych, którzy mają wątpliwości, czy w trzy lata w Madrycie Ronaldo się rozwinął, wystarczy statystyczna odpowiedź. Opuszczał Manchester po rozegraniu 292 meczów i zdobyciu 118 goli. Średnia 0,4. W Realu ma już 119 bramek, w 122 spotkaniach!

Jeśli idzie o największe ligi Europy porównanie z Ronaldo (27) wytrzymują tylko Messi (23) i Robin van Persie (22). Mario Gomez w Bundeslidze trafił do siatki 18 razy, Antonio di Natale w Serie A - 17. Oczywiście nie wszystkie "superstrzelby" rozegrały tą samą liczbę spotkań, mają podobnych rywali i tak samo dobrych partnerów do pomocy. W przybliżeniu widać jednak, kto jest żywą maszynką do strzelania goli.

Co do rozgrzewającego publikę wyścigu Leo Messiego z Cristiano Ronaldo rozstrzygnie się on w tym sezonie w Champions League. Bez względu na dokonania indywidualne, wygra ten, który dalej poprowadzi drużynę. A może doczekamy kogoś trzeciego? Milan, Bayern, Inter, Chelsea, Napoli - w rozgrywkach pozostało jeszcze kilkadziesiąt wielkich nazwisk. Nie mówiąc o tym, że bohaterem Madrytu może być Karim Benzema, Gonzalo Higuain, albo Mesut Oezil, a Barcelony Xavi, Andres Iniesta, Cesc Fabregas, czy Alexis Sanchez. Trudno to sobie wyobrazić?

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim!

Real od rana do nocy! Bądź na bieżąco i zaprenumeruj wszystkie informacje na jego temat!

Barca na okrągło! 24 h na dobę! Nie przegap żadnego newsa! Zaprenumeruj informacje na jej temat!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje