Mourinho trafił do głowy Cristiano Ronaldo

Cztery bramki Cristiano Ronaldo, Deportivo i Saragossa nadal bez wygranych, druga kolejna ligowa porażka Valencii, koncert błędów arbitrów. Hiszpańskie media zdominowały jednak doniesienia o zawale i udanej reanimacji Miguela Garcii, pomocnika drugoligowej Salamanki. Kto zasługuje na wyróżnienie po ósmej kolejce Primera Division?

Mimo że Andres Palop piłkę z siatki musiał wyciągać aż trzykrotnie, uznanie go za bramkarza weekendu nie będzie nadużyciem. Wśród licznych instynktownych interwencji, Palop popisał się nawet obroną rzutu karnego. Przy dobitce, podobnie jak przy dwóch kolejnych bramkach Athletic Bilbao, kapitan Sevilli był już bezradny.

Reklama

Z niebezpiecznych, widowiskowych boków defensywy słynęła niegdyś Sevilla. Teraz na parę bocznych obrońców najbardziej skupionych na wgniataniu rywali w ich własne pole karne wyglądają Alberto De la BellaCarlos Martinez. Duet piłkarzy Realu Sociedad w całości mógłby się znaleźć w drużynie kolejki, gdyby nie czarujący występ Jordiego Alby. Jeżeli selekcjoner Vicente del Bosque oglądał w telewizji spotkanie Valencii z Mallorką, powinien pomyśleć, czy nie czas robić miejsce w kadrze "Czerwonej Furii" dla 21-letniego skrzydłowego, przekwalifikowanego w Valencii na obrońcę. Alba siał największe spustoszenie pod polem karnym Mallorki i w dodatku najpewniej spisywał się w defensywie.

Carlos Marchena zgrabnie zaadoptował się na pokładzie "Żółtej Łodzi Podwodnej" i na tyle dobrze pilnował przedpola bramki Diego Lopeza, że napastnicy Atletico Madryt niewiele mogli zdziałać w niedzielnej konfrontacji z Villarreal. Jose Nunes to lider niesamowitej defensywy Mallorki, która w tym sezonie oparła się Realowi, nie dała stłamsić Barcelonie, a w Walencji utrzymała szybko zdobyte prowadzenie.

Zaskakująco bezradna na skrzydłach Sevilla wiele swoich ataków prowadziła środkiem pola. Nie wychodziłoby to podopiecznym Gregorio Manzano tak dobrze, gdyby nie niezmordowany Romaric, autor jednej asysty i licznych niebezpiecznych podań. Jonathan De Guzman umiejętnie lawirował z piłką w zagęszczonym przez Valencię środku boiska. Rywali, niezdolnych odebrać mu piłki, doprowadzał do frustracji i licznych fauli. Od 23-letniego Holendra zaczynała się niemal każda akcja "Los Bermellones".

Cani przypomniał sobie, że potrafi strzelać bramki. W snajperskim stylu wykorzystał znakomite podanie Nilmara i sam popisał się podobnym, umożliwiając Giuseppe Rossiemu zabójczy taniec śmierci w polu karnym, zakończony efektownym golem. Oscara za najlepszą rolę drugoplanową w pogromie Racingu przez Real otrzymać powinien Angel Di Maria. Argentyńczyk bezpośrednio wypracował trzy bramki i najdotkliwiej dawał się we znaki oszołomionym defensorom z El Sardinero. Nie stronił przy tym od efektownych zagrań, wywołujących oklaski publiczności.

Jose Mourinho znalazł sposób, by trafić do głowy Cristiano Ronaldo, dzięki czemu Portugalczyk znajduje sposoby, by seryjnie trafiać do siatki. Najdroższy piłkarz świata w ciągu miesiąca przeszedł kompletne przeobrażenie. Nie strzela z każdej pozycji, nie wdaje się w nieprzydatne dryblingi, uderza precyzyjnie i zabójczo skutecznie. Racingowi zaaplikował cztery bramki, pierwszy raz w swojej karierze aż tyle w jednym meczu.

Barcelona na La Romareda zagrała niedokładnie, wręcz niechlujnie, jednak miała w swych szeregach Leo Messiego. Dwie bramki Argentyńczyka pozwoliły pokonać Real Saragossa i utrzymać w tabeli "Dumie Katalonii" dystans do rozpędzonego Realu Madryt.

Jedenastka 8. kolejki Primera Division: Palop (Sevilla) - Martinez (Sociedad), Nunes (Mallorca), Marchena (Villarreal), Jordi Alba (Valencia) - Cani (Villarreal), Romaric (Sevilla), De Guzman (Mallorca), Di Maria (Real Madryt) - Ronaldo (Real Madryt), Messi (Barcelona)

Być może wydaje się to nieprawdopodobne, ale Deportivo naprawdę było bliskie zdobycia bramki w meczu z Realem Sociedad. Klątwa ciążąca na "Superdepor" tym razem zmaterializowała się w postaci Claudio Bravo. Chilijski bramkarz pewnie obronił groźne strzały Adriana i Rikiego.

Pomimo porażki Bilbao z Sevillą, Andoni Iraola nie powinien mieć sobie niczego do zarzucenia. Aktywny na prawej flance, posyłał groźne dośrodkowania i zdołał ograniczyć pole manewru Diego Capelowi. Racing Santander wbrew pozorom starał się podjąć walkę z Realem Madryt, a podopieczni trenera Miguela Portugala utrzymywali się przy piłce tyle samo czasu, co i zwycięscy gospodarze. Między innymi dzięki pewnej postawie Pepe, nie byli jednak w stanie wiele zdziałać pod bramką Ikera Casillasa.

Rozbijaniem ataków Sevilli i wyprowadzaniem kontrataków Bilbao trudnił się Javi Martinez. Jego znakomite dośrodkowanie skierował do siatki Gabilondo. Messut Oezil przyzwyczaił już wszystkich do regularnych występów na wysokim poziomie. W sobotę do swojego indywidualnego dorobku dorzucił bramkę i asystę. Zaskakująco łatwo Osasuna pokonała Malagę, a bohaterem spotkania został Juanfran. Skrzydłowy "Los Rojillos" przeprowadził niezliczoną ilość rajdów, wywalczył rzut karny i podawał przy bramce Masouda.

Nilmar i Giuseppe Rossi od początku sezonu tworzą śmiertelną parę. Obydwaj z łatwością stwarzają sobie bramkowe sytuacje i regularnie pokonują bramkarzy rywali. Nilmarowi zabrakło nieco szczęścia, by w meczu z Atletico trafić do siatki, dlatego na ławce rezerwowych drużyny kolejki znajdzie się Rossi. Długo można by oglądać, jak urodzony w USA Włoch zatańczył w polu karnym z defensywą "Rojiblancos" i pokonał Davida de Geę płaskim strzałem.

Rezerwowi: Bravo (Real Sociedad), Pepe (Real Madryt), Iraola (Bilbao), Martinez (Bilbao), Juanfran (Osasuna), Oezil (Real Madryt), Rossi (Villarreal)

Okolicznościowe wyróżnienia:

Nagroda im. Quincy'ego - Pedro Rios (Getafe). Z rajdów przez połowę boiska i fatalnego pudłowania w sytuacji dwóch na samotnego bramkarza słynął do tej pory Quincy, szalony skrzydłowy Malagi. Pedro Rios nie chciał być gorszy i teraz też już ma koncie epicko zepsutą akcję. Nie obyłoby się bez linczu, gdyby "Los Azolones" przez tę sytuację nie wygrali ze Sportingiem.

Arbiter kolejki, nagroda im. Howarda Webba - Ramirez Dominguez. Sędzia meczu Villarreal - Atletico okazał się niewdzięczny jak zawód kontrolera biletów. Zaraz po gwizdku kończącym pierwszą połowę, Domingueza otoczyli wściekli piłkarze Atletico, domagający się rzutu karnego. Na ratunek sędziemu skoczył trener Quique Flores i z niemałym trudem zdołał odciągnąć swoich podopiecznych. W podzięce za ratunek Dominguez odesłał Floresa na trybuny. W całym meczu arbiter nie podyktował trzech jedenastek dla Atletico i jednej dla Villarrealu. Dziennik "Marca" wystawił mu ocenę 1 w skali 1-10.

Nagroda im. Josepha Hellera - Alvarez Izquierdo. Swoje kuriozalne decyzje arbiter mógłby uzasadniać odwołując się tylko do "paragrafu 22.". Nie wiadomo, co trudniej wytłumaczyć : rzut karny po potknięciu się Pierre Webo, czy raczej żółtą kartkę dla pomocnika Valencii Tino Costy za opóźnianie wznowienia gry w doliczonym czasie, gdy "Los Ches" przegrywali 1-2.

Nagroda im. Leszka Blanika - Tono Doblas. Bramkarz Realu Saragossa wykonał efektowne salto przy próbie wypiąstkowania piłki.

Nagroda im. Jamesa Maxwella - David Villa. "El Guaje", wykazując się nadzwyczajnymi właściwościami elektromagnetycznymi, ściągnął na siebie czterech obrońców Realu Saragossa i podał piłkę do niepilnowanego Leo Messiego, który dobrze wiedział, co zrobić z takim prezentem.

Nagroda im. Telmo Zarraonandii "Zarry" - Fernando Llorente. Napastnik Athletic Bilbao z sześcioma bramkami na koncie prowadzi w klasyfikacji "Trofeo Zarra", nagrody przyznawanej najskuteczniejszym hiszpańskim strzelcom w Primera Division. W meczu z Sevillą przebiegły Bask zepsuł rzut karny, ale wykorzystał dobitkę, by w statystykach nie miał odnotowanej bramki z karnego. A chwilę wcześniej strzelił swojego czwartego gola głową.

Prawdziwi bohaterowie, nagroda im. Hipokratesa - Jose Ignacio GarridoTomas Calero. Lekarze Salamanki i Betisu wbiegli na boisko sekundę po omdleniu Carlosa Garcii, w meczu dziewiątej kolejki Segunda Division. Momentalnie rozpoczęli reanimację z użyciem defibrylatora, dzięki czemu 31-latek przeżył zawał. Gdyby nie błyskawiczna akcja, hiszpańskim futbolem wstrząsnąłby kolejny dramat.

Łukasz Kwiatek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje