Najlepsi w dziewiątej kolejce Primera Division

Cristiano Ronaldo strzelił dwa gole w meczu z Herculesem Alicante. Tym samym odpowiedział Lionel Messi w spotkaniu z Sevilla FC. W miniony weekend obaj wielcy piłkarze wyszli więc na remis.

Za nami dziewiąta kolejka hiszpańskiej ligi, a z nią hektolitry spadającego deszczu na niemal każde boisko, erupcja bramek Deportivo i Racingu, trwająca niemoc Valencii, "remontada" (odrobienie start i wygranie meczu) Realu i "manita" (pięć bramek) Barcelony, rozczarowujące remisy Villarrealu i Atletico oraz dramatyczne pytanie fundamentalne - czy do walki o tytuł włączy się jeszcze trzeci zespół? Zostawmy to wszystko i skupmy się na tym, jak zagrali poszczególni piłkarze.

Reklama

Wielbiciele spektakularnych bramkarskich interwencji mogli czuć się nieco oszukani po dziewiątej kolejce Primera Division - ewidentnie brakowało lotów od słupka do słupka i łamania prawa grawitacji nieustannym utrzymywaniem się w powietrzu, ale na otarcie łez pozostaje obrona rzutu karnego przez Claudio Bravo. Strzegący bramki Realu Sociedad Chilijczyk kolejny raz udowodnił, że trzeba się natrudzić, by trafić mu do siatki.

Od Iraoli do Filipe Luisa

Andoni Iraola ewidentnie upodobał sobie strzelanie bramek atomowym, płaskim strzałem z dystansu po niezbyt szczęśliwym wybiciu piłki z pola karnego przez broniących się rywali. Eksploatowany jak nikt inny w Bilbao Iraola rozpoczął strzelanie w meczu z Getafe i tradycyjnie biegał po całym prawym skrzydle, pomagając Susaecie i neutralizując zagrożenie ze strony Manu del Morala. Żaden z lewych obrońców nie wpisał się na listę strzelców ani nie zaliczył asysty. W ofensywnej grze wyróżniał się Marcelo, w defensywie rozkojarzonych kolegów asekurował Joan Capdevila, a najsolidniej wszelkie możliwe zadania lewego obrońcy spełniał Filipe Luis. Trudno również o drugiego bocznego defensora, który posyła dośrodkowania tak jak Filipe - urocze jak zdjęcia szczeniaków, którymi obrońca Atletico chwali się na portalach społecznościowych.

Alberto Botia nie mógł narzekać na nudę w meczu z Villarreal, szczególnie, że jego partner z defensywy - Gregory - tracił piłki jak Dani Guiza poczucie czasu w nocnych barach Stambułu. Mimo nawały obowiązków, Botia całkiem zręcznie radził sobie w rozbijaniu akcji Rossiego i Nilmara. Mark Torrejon wprawdzie niefortunnym zagraniem ręką spowodował rzut karny dla Osasuny, ale później zrehabilitował się bramką i asystą. Co - jak na środkowego obrońcę, skupionego przede wszystkim na pilnowaniu pola karnego i odbieraniu piłki - należy uznać za przyzwoity wynik.

W taktyce Jose Mourinho Cristiano Ronaldo figuruje jako lewy atakujący, ale ostatnio największy z niego pożytek w polu karnym rywali, gdzie drapieżnie dopada do piłki i kolejnymi trafieniami odbija sobie skandaliczny początek sezonu. Październikowe niewiarygodne popisy Cristiano - dziesięć bramek w lidze, jedną w Lidze Mistrzów, dwie w reprezentacji - wieńczy dublet w spotkaniu z Herculesem, dający Realowi bezcenne punkty, wydarte na trudnym terenie.

Muniain przyćmił starszych kolegów

18-letni Iker Muniain całkowicie przyćmił swoich starszych kolegów z Athletic Bilbao - w tym duet mistrzów świata - w niedzielnej potyczce z Getafe. Zatrzymanie ruchliwego jak pięciolatek z ADHD Muniaina nie było możliwe przy użyciu konwencjonalnych metod, dlatego defensorzy Getafe uciekali się do licznych przewinień. Tylko na faulach na Muniainie podopieczni Michela zarobili trzy żółte kartki. Niekończące się serie dryblingów przyniosły Bilbao rzut karny, a błyskotliwe podania wywoływały wiele nieprzyjemnych dla "Los Azulones" sytuacji.

Sergio Busquets w zarodku gasił większość nieudolnie budowanych akcji Sevilli i opanował wiele źle adresowanych piłek. Rozochocony miażdżącą przewagą swojego zespołu, nie bał się opuszczać wygodnego stanowiska na tyłach i nadspodziewanie często zapuszczał się pod nieustannie bombardowaną bramkę Javiego Varasa. Mehmet Topal, defensywny pomocnik Valencii, nie wziął przykładu z kolegów, którzy uparli się, żeby zagrać chaotycznie i tak niedokładnie, że wręcz niechlujnie. 24-letni Turek dwoił się i troił, by Saragossa nie mogła kontrować fatalnie grającej w defensywie Valencii. W dodatku, widząc bezradność partnerów, Topal sam starał się podrywać zespół rozpoczynaniem ataków i rozdzielaniem podań.

Barcelona rozniosła w pył Sevillę, ponieważ z przodu wystawiła dwie małe trąby powietrzne - Leo Messiego i Davida Villę, zdobywców czterech bramek. Zabójczy duet z przerażającą łatwością wdzierał się w struktury obronne Sevilli na dowolną głębokość i przyprawiał zdezorientowanych rywali o ból istnienia. Mecz wyglądał - i skończył się - tak, jakby regiment pikinierów próbował zatrzymać dywizję pancerną.

Jedenastka kolejki: Bravo (Sociedad) - Iraola (Bilbao), Botia (Sporting), Torrejon (Racing), Filipe (Atletico) - Ronaldo (Real Madryt), Topal (Valencia), Busquets (Barcelona), Muniain (Bilbao) - Messi (Barcelona), Villa (Barcelona).

Rezerwowi: Diego Alves (Almeria), Dani Alves (Barcelona), Bruno (Villarreal), De Guzman (Mallorca), Joseba Llorente (Sociedad), Piatti (Almeria), Rosenberg (Racing).

Niewielki trybik w machinie Barcelony

Znany z niewiarygodnego refleksu Diego Alves dawał popisy swoich umiejętności, ratując Almerii punkty w meczu z Atletico Madryt, choć można mu zarzucać nie najlepszą interwencję przy golu Aguero. Dani Alves strzelił bramkę swojemu byłemu klubowi, ale w porównaniu z Messim i Villą Brazylijczyk stanowił tylko niewielki trybik w nieustannie prącej naprzód machinie Barcelony. Bruno Soriano niemal nie mylił się w swoich zagraniach i uważnie asekurował kolegów z drużyny, zawsze gotowych w wymyślny sposób oddać rywalom piłkę czy popełnić inną głupotę. Jonathan de Guzman wyrasta na transfer sezonu. Holender, przejęty przez Mallorkę za darmo, znowu swobodnie panoszył się po połowie rywali i posyłał bardzo groźne dośrodkowania ze stałych fragmentów, z których jedno zostało wykorzystane przez Webo.

"Pablo Piatti zagrał tak, jak się od niego oczekuje" - podsumował występ 21-letniego Argentyńczyka na łamach "Marki" Manuel Malagon. Prawdopodobnie nawet jeśli Piatti będzie grał choćby w połowie tak dobrze jak z Atletico, to kibice Almerii i tak będą go wielbić, a władze po roku sprzedadzą za pokaźną, 8-cyfrową kwotę, rozpoczynającą się przynajmniej od "dwójki". Nawet Aguero, nie mówiąc o Forlanie, patrząc na wszędobylskiego Piattiego, mógł się poczuć bardzo schorowanym, łamanym reumatyzmem emerytem. Markus Rosenberg, napastnik Racingu dotychczas seryjnie marnujący dobre okazje, zaaplikował Osasunie dwie bramki, zaskakując nawet samego siebie własną skutecznością. Joseba Llorente najpierw fantastycznym podaniem obsłużył Griezmanna przy pierwszej bramce dla Sociedad, a potem osobiście podwyższył wynik.

Okolicznościowe nagrody i wyróżnienia:

Pierwsze trzy minuty, nagroda im. Stevena Weinberga - sobota, 30 października. Po raz pierwszy specjalną nagrodą wyróżniamy konkretny dzień. W każdym z trzech rozegranych w sobotę spotkań pierwsza bramka padła już w pierwszych trzech minutach gry. Od mocnego uderzenia rozpoczęły swoje mecze Saragossa, Hercules i Barcelona.

Nagroda pocieszenia im Andrzeja Poniedzielskiego - Nilmar (Villarreal). Jak zwykle Brazylijczyk w meczu z Gijon zagrał fantastycznie, znakomicie, genialnie, wspaniale i absolutnie oszałamiająco. Co z tego, jeśli znowu bramki nie strzelił?

Nagroda im. Endymiona - Miguel Lotina. W przeciwieństwie do Endymiona, greckiego herosa w mitologii Jana Parandowskiego, Miguel Lotina miewa problemy ze snem. Szkoleniowiec Deportivo przyznał niedawno, że z powodu fatalnej gry swoich podopiecznych - brak zwycięstw, trzy gole, w tym dwa po rzutach karnych w ośmiu kolejkach - nie mógł zmrużyć oka przez dwie noce. Po przekonującym zwycięstwie nad Espanyolem, dzięki trzem bramkom zdobytym po stałych fragmentach gry, Lotina nareszcie powinie choć na chwilę odwiedzi krainę Morfeusza.

Literacka nagroda Nobla 2011 - Gonzalo Rodriguez. Jeżeli stoper Villarrealu z pożytkiem dla futbolu porzuci dotychczasowe zajęcie i napisze dzieło zatytułowane "Jak w dwa lata z obiecującego obrońcy stać się pośmiewiskiem", z pewnością zrobi furorę. Gonzalo tradycyjnie pchał łapy nie tam gdzie trzeba, powodując rzut karny i zarabiając niedługo potem drugą żółtą kartkę. Już w poprzednim sezonie młody Argentyńczyk słynął z trafiania samobójów, wywoływania karnych i wylatywania z boiska przed końcowym gwizdkiem. Wiele wskazuje na to, że czeka go podobny rok.

Złota różdżka nekromanty - Jose Mourinho. "Benzema jest martwy" - krzyczała "Marca" po remisie Realu z Murcią, sugerując, że Mourinho zamierza już w zimie pogonić z Madrytu ponoć obijającego się na treningach Francuza. Mourinho zaprzeczał. "Benzema wrócił" - donosił ten sam dziennik po spotkaniu z Herculesem, gdy wejście Benzemy odmieniło Real, a po akcjach Karima padły dwa gole.

Nagroda fair play - David Villa i Aritz Aduriz (Valencia). Villa spokojnie asekurował piłkę, gdy ta zmierzała do siatki po strzale Messiego, nie śmiąc zdobyć bramki wypracowanej przez Argentyńczyka. Jeszcze lepiej zachował się Aduriz - przez kilka sekund pilnował, by niefortunna interwencja Lanzaro, obrońcy Realu Saragossa, skończyła się samobójczym trafieniem, choć jednym ruchem stopy Aduriz mógł wbić piłkę do pustej bramki.

Nagroda im. Miłosiernego Samarytanina - Royston Drenthe. Wypożyczony z Realu Madryt do Herculesu piłkarz wiedział, że nie zagra w meczu ze swoim macierzystym klubem, dlatego mógł skupić się na ratowaniu świata. W czwartek o 4.30 Drenthe wparował do miejscowego szpitala, domagając się, by lekarze zajęli się jego - jak się okazało - pijanym przyjacielem. Chwilę później Royston musiał tłumaczyć się policji, dlaczego sześć razy przejechał na czerwonym świetle i pędził 180 km/h.

Nagroda im. Deportivo - Valencia. Od bramki Pabla Hernandeza, strzelonej w pierwszej połowie meczu z Barceloną, Valencia w Primera Division i Lidze Mistrzów zdobyła trzy gole - jeden z karnego, dwa po samobójach rywali. Strzelecka niemoc drużyny, która we wrześniu trafiała bramki na każdy możliwy sposób, trwa w najlepsze.

Łukasz Kwiatek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje