Rogerio Ceni i spółka. Bramkarze, którzy strzelali piękne gole

Kiedy myślicie o bramkarzach, zazwyczaj macie pewnie przed oczami spektakularne interwencje na linii bramkowej, efektowne parady i obronione rzuty karne. Większość golkiperów rzeczywiście w swojej robocie skupia się głównie na bronieniu. Są jednak tacy, którym to nie wystarczy i zabierają się za... strzelanie goli!

Manuel Neuer, Gianlugi Buffon czy Iker Casillas to bezdyskusyjnie światowa czołówka jeśli chodzi o bramkarzy. Znakomici na linii bramkowej, do tego mający stalowe nerwy, refleks i ogromne doświadczenie. Jest jednak kilku golkiperów, którym nawet Neuer i Casillas mogliby pozazdrościć. Nie dość, że dobrze radzą sobie między słupkami własnej bramki, to jeszcze potrafią strzelać gole!

Reklama

Statystycy wyliczają we współczesnym futbolu absolutnie wszystko, nie mogli więc przegapić rankingu najbardziej bramkostrzelnych golkiperów. Co ciekawe, na opasłej liście przygotowywanej przez IFFHS (Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu), próżno szukać nazwisk z pierwszych stron gazet. Niemniej jednak wielu zawodników ujętych w tym zestawieniu zasługuje na to, byście poznali ich lepiej.

"Wieczny idol" pogra pewnie do 50-tki

Rogerio Ceni to 42-letni Brazylijczyk, żywa legenda Sao Paulo. Całkiem solidny bramkarz, z reprezentacją "Canarinhos" pojechał nawet na dwa mundiale (2002 i 2006). W swoim klubie zagrał ponad 1200 meczów i... pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Ceni we wszystkich rozgrywkach klubowych strzelił dla Sao Paulo już ponad 130 goli! Brazylijski bramkarz to oczywiście zdecydowany lider w klasyfikacji najskuteczniejszych golkiperów.

- Rogerio to wielki idol kibiców Sao Paulo. Ma tam taką pozycję, jaką w Romie przez lata zbudował Francesco Totti. Dla fanów jest nietykalny, po prostu pomnik. Przez ostatnie 25 lat Ceni widział już wszystko, był członkiem znakomitej drużyny Tele Santany w latach 90-tych, potem dzięki swojemu przywiązaniu do klubu i smykałce do strzelania goli stał się ikoną - mówi w rozmowie z Interią znawca latynoskiego futbolu Bartłomiej Rabij ze stacji Sportklub.

- Brazylia jest trochę specyficzna, bo tam funkcjonują tacy "wieczni idole". Ceni jest jednym z nich. To jest, albo raczej był, bardzo dobry bramkarz. Ale dziś to już stary zawodnik, który powinien skończyć karierę. Znowu jest tu trochę jak z Tottim. Niby powinien kończyć granie, bo widać, że sił trochę brakuje, ale cały czas jest trzymany na boisku. I tak pewnie pogra do "50-tki" - dodaje nasz rozmówca.

Jaki jest sposób Rogerio na strzelanie bramek? Brazylijczyk perfekcyjnie wykonuje rzuty wolne i karne.

- Jeśli chodzi o wolne, to Ceni ma swoje ulubione miejsca. Doskonale uderza z okolic skraju pola karnego, robi to po mistrzowsku. Ostatnio, z racji wieku, trochę sobie odpuścił i rzadziej wędruje wykonywać stałe fragmenty. Nadal można obejrzeć jego strzały w mniej istotnych meczach np. mistrzostw stanowych - opowiada komentator Sportklubu.

- Prawdę mówiąc, w ostatnich latach Ceni stał się już balastem i zawalidrogą. Klub ma jednak taką politykę, że docenia swoich dawnych bohaterów i jeszcze ściąga dawne gwiazdy - w ostatnich latach np. Kakę i Luisa Fabiano. Dlatego Ceni mimo zdarzających się wpadek, pozostaje "eternal idolo", czyli tym wiecznym idolem - opisuje Rabij.

- W ostatnich latach trochę bawi mnie to, że ilekroć Rogerio coś zawali, to dostaje się środkowym obrońcom. Wciąż coś mu nie pasuje w stoperach. Tyle że potem ci krytykowani przez niego piłkarze - jak Miranda czy Andre Dias - jadą do Europy i radzą sobie doskonale. No cóż, prawo wiecznego idola - dodaje ekspert.

Jeden dusił przeciwnika, inny lubił cygański styl

Jak doskonale wiecie, w Ameryce Południowej oryginałów nigdy nie brakowało. Latynoski futbol zawsze kochał "locos" (hiszp. wariaci), a znakomitym przykładem złego chłopca kochanego przez fanów był Jose Luis Chilavert.

Bramkarz reprezentacji Paragwaju nie był może wielkim specjalistą od... bronienia, za to świetnie radził sobie jako egzekutor rzutów wolnych.

- Przeciwnicy po prostu się go bali. Niesamowity charakter, wielka osobowość. Z Chilavertem nigdy nie było nudno. Na boisku fantastycznie bił rzuty wolne, a poza nim też nie dawał o sobie zapomnieć. Kiedyś dusił Roberto Carlosa, innym razem czekał specjalnie na lotnisku na jakiegoś faceta, tylko po to, żeby rzucić się na niego z pięściami. Przy tym wszystkim był dobrym duchem reprezentacji Paragwaju i symbolem tamtejszej kadry - opowiada Bartłomiej Rabij.

Chilavert miał szalone pomysły, ale "wysiadał" przy Rene Higuicie. Kolumbijczyk potrafił wybiec z bramki i przed własnym polem karnym kiwać się z przeciwnikami. W meczu towarzyskim z Anglią w 1995 roku wybił piłkę ekwilibrystycznym "uderzeniem skorpiona". Oczywiście strzelał także gole - w całej karierze zdobył ponad 40 bramek. Prywatnie jest wielkim przyjacielem Diego Maradony. Wyobrażacie sobie tych dwóch gwiazdorów "na mieście"? Pewnie w swoich złotych latach zamykali razem niejeden bar!

Przez długie lata idolem Meksyku był Jorge Campos. Szczycił się tym, że sam projektował swoje bramkarskie stroje. Niestety - gust miał nieszczególny, bo jego koszulki wyglądały jak odzież z cygańskiego bazaru. Bramkarzem wielkim także nie był - dosłownie i w przenośni.

- Campos miał niewiele ponad 170 cm wzrostu i przy górnych piłkach często był bezradny. Kibice kochali go jednak za fantazję i iskrę szaleństwa. W niektórych meczach zdarzało się, że Meksykanin występował jako środkowy napastnik i radził sobie całkiem nieźle - przypomina Rabij.

Skuteczni bramkarze to ginący gatunek?

Bramkarze strzelający gole wcale nie są domeną wyłącznie krajów obu Ameryk. W Europie też zdarzali się gracze skutecznie wykonujący rzuty wolne i karne.

Właśnie z "jedenastek" ponad 40 goli zdobył Bułgar Dimitar Iwankow, który występował w klubach bułgarskich i tureckich. Jeśli natomiast chodzi o najsilniejsze ligi na Starym Kontynencie, to znakomitym strzelcem był Hans-Joerg Butt. Niemiec zdobył nawet trzy bramki w Lidze Mistrzów. Trafiał także w Bundeslidze, choć tutaj zdarzały mu się czasem wpadki...

Gole strzelali także polscy bramkarze. Kilka lat temu bramkę z rzutu karnego dla Legii Warszawa strzelił Artur Boruc. Z gry trafiali z kolei m.in. Kazimierz Sidorczuk czy Jan Tomaszewski.

Ten ostatni, zapytany przez nas o to, czy dobry bramkarz musi mieć w sobie pierwiastek szaleństwa, trochę się oburzył. - Bramkarze to żadni wariaci! Są takimi samymi zawodnikami, jak cała reszta na boisku, więc mogą iść do przodu i strzelić gola. Zresztą nawet mnie się to zdarzało. Strzelałem karne, a czasami w ostatnich minutach wędrowałem w pole karne przeciwnika przy rzutach rożnych - mówił.

- Taki Rogerio Ceni nie ma w sobie nic z szaleńca. Wręcz przeciwnie, on jest wyrachowanym zawodnikiem, który doskonale wie, z jakiej pozycji może zagrozić bramce. Co innego Chilavert, Higuita czy Campos, których kibice kochali głównie za to, że grali całym sercem i czasami na boisku robili coś zupełnie niespodziewanego - dodaje Bartłomiej Rabij.

Po chwili nasz rozmówca dodaje: - W ostatnich latach piłka bardzo się zmieniła. Nawet w Ameryce Południowej nie ma już tego luzu i spontaniczności, co jeszcze kilkanaście lat temu. Siłą rzeczy, mniej jest także bramkarzy-oryginałów, którzy biorą się za strzelanie karnych i wolnych. Prawdę mówiąc, myślę, że Rogerio Ceni to przedstawiciel ginącego gatunku, taki "ostatni Mohikanin".

Autor: Bartosz Barnaś

Lista najskuteczniejszych bramkarzy w historii:

Dowiedz się więcej na temat: Rogerio Ceni | Artur Boruc | Diego Armando Maradona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje