Skuteczni obrońcy, niezastąpiony Messi

Za nami dziesięć kolejek, czyli równe 100 meczów Primera Division, pozostało jeszcze 280, co daje ponad 25 tysięcy minut podziwiania hiszpańskich rozgrywek. Bez tego, co doliczą sędziowie.

W ostatnich dziesięciu spotkaniach mieliśmy trzy szlagiery - derby Madrytu, bój Sevilli z Valencią i Villarrealu przeciwko Athletikowi Bilbao, wszystkie zakończone zwycięstwami gospodarzy. W naszych tradycyjnych wyróżnieniach nie ograniczymy się tylko do tych konfrontacji.

Reklama

Spektakularnych interwencji bramkarskich w 10. kolejce niemal nie było. Pięciu bramkarzy zachowało czyste konto, ale w jedenastce kolejki nie znajdzie się żaden z nich. Diego Lopez przepuścił jedną bramkę, nie fruwał wyżej niż inni i nie zatrzymywał groźniejszych strzałów, ale przechwytywał wiele wrzutek i pewnie grał na przedpolu. Dlatego od niego zaczniemy nasze ustawienie.

Nie tylko bronią, ale i strzelają

Żaden konserwatywny trener nie oczekuje od środkowych obrońców strzelania bramek. Żaden oceniający grę stoperów nie powinien sugerować się tylko ich strzeleckimi dokonaniami. Ale Lolo i Ricardo Carvalho zarówno strzelili po bramce jak i pewnie interweniowali pod własnym polem karnym, dlatego ich pozycja w jedenastce kolejki jest niepodważalna.

Być może Angel Lopez nie urządzał sobie slalomów na boisku i nie każde jego podanie trafiało do partnerów, ale w zwariowanym meczu z Bilbao nie dawał się ośmieszać Ikerowi Muniainowi i dwa razy ofiarnie zagrodził piłce drogę do siatki. Nacho Monreal (Osasuna) jako jedyny z bocznych defensorów wpisał się na listę strzelców i pewnie działał na lewej flance, ograniczając pole manewru skrzydłowych Herculesu.

Javi Marquez (Espanyol Barcelona) już w pierwszej minucie huknął z dystansu prosto w okienko bramki Malagi, zdobywając jedyną bramkę w meczu, a potem aktywnie walczył w środku pomocy. Choć można mu zarzucić brak dokładności w podaniach, trzeba przyznać, że dzielnie brał się zarówno za rozgrywanie jak i przeszkadzanie rywalom.

Linia pomocy Villarrealu w meczu z Athletikiem Bilbao pluła doskonałymi zagraniami co kilka minut, a najwięcej z mierzonych podań wyprodukował Borja Valero. Wybrany przez "Don Balon" najlepszym piłkarzem poprzedniego sezonu Borja trafił w słupek i seryjnie otwierał kolegom podaniami drogę do bramki. Doczekał się dwóch asyst, choć miałby pięć, gdyby Giuseppe Rossi nie zmarnował trzech klarowne sytuacji. Być może powoływany od niedawna do reprezentacji Vicente del Bosque piłkarz już nigdy nie zagra w życiu lepszego meczu. Być może żaden rozgrywający w tym sezonie nie będzie miał lepszego meczu niż Borja Valero.

Diego Capel koncentrował się na zabieganiu wymęczonych grą w dziesiątkę piłkarzy Valencii. Szalał na skrzydle, schodził do środka, odbierał piłkę i strzelał na bramkę. Raz trafił w słupek. Z ofensywnego kwartetu Realu Madryt najlepiej w derbach wypadł Mesut Oezil, autor drugiej bramki dla "Królewskich" i serii dryblingów, wkręcających defensywę Atletico w niedawno wymienioną murawę Santiago Bernabeu.

Niezastąpiony Messi

Gorąco dopingowany z trybun Coliseum Alfonso Perez Leo Messi miał udział przy każdej z trzech bramek Barcelony - pierwszą sam zdobył, przy dwóch kolejnych asystował. Argentyńczyk mógłby się jedynie wstydzić liczby zmarnowanych sytuacji, bo jego indywidualny dorobek z tego spotkania powinien być dwukrotnie większy. O niebo lepiej pod względem skuteczności wypadł Joseba Llorente. Sprzedany za 2,5 mln euro z Villarreal do Sociedad napastnik wrócił do morderczej formy i wykorzystał bezbłędne podanie Xabiego Prieto. Llorente cały czas nękał obronę Racingu Santander, a gdyby długo nieatakowany Griezman trafił z woleja z dziesięciu metrów, Llorente mógłby sobie w statystykach dopisać asystę.

Jedenastka kolejki: Diego Lopez (Villarreal) - Angel Lopez (Villarreal), Lolo (Osasuna), Carvalho (Real Madryt), Monreal (Osasuna) - Leo Messi (Barcelona), Borja Valero (Villarreal), Javi Marquez (Espanyol), Diego Capel (Sevilla) - Oezil (Real Madryt) - Joseba Llorente (Real Sociedad).

Claudio Bravo bronił pewnie i tylko raz stracił kontrolę nad tym, co dzieje się na boisku, gdy niepotrzebnie wybiegł z bramki przeszkadzać Markowi Rosenbergowi, niczym zwykły obrońca, choć Szwed był już atakowany przez jednego z defensorów.

Martin Caceres po teatralnym wymuszeniu czerwonej kartki dla Mehmeta Topala zaczął śmiało włączać się do atakowania bramki Valencii, ale gdy niebezpiecznie robiło się w polu karnym Sevilli, Urugwajczyk był na swoim miejscu. Jego strzał dobijał Negredo, zdobywając pierwszą bramkę dla Sevilli. Maxwell zaliczył bardzo solidny występ, zarówno w destrukcji jak i w ofensywie. Nie tracił piłek w głupi sposób i popisał się kilkoma błyskotliwymi podaniami.

Bruno Soriano posłusznie zajął się twardą walką fizyczną w środku boiska z narwanymi piłkarzami Bilbao i bezczelnie kradł im piłki, a po zejściu swojego perfekcyjnego partnera - Borjy Valero - sam zajął dyktowaniem tempa gry. Przed końcem meczu zdążył zaliczyć fenomenalną asystę. Xabi Prieto pojawiał się raz na lewym skrzydle, raz na prawym, innym razem w środku pola, a każdą kępę murawy uważał za doskonałą, by posłać z niej zabójcze podanie. Jedno z pierwszych takich podań trafiło do Joseby Llorente, a ten dobrze wiedział jak zmieścić piłkę w siatce.

Pełną dawkę punktów w boleśnie poobijany pośladek Deportivo wstrzyknął Riki. A przecież przeciętny człowiek zapewne częściej miewa kontakty z UFO, niż ogląda bramki Rikiego. W meczu z Levante napastnik Deportivo trafił do siatki i wypracował drugiego gola. Fernando Llorente kolejny raz z łatwością zdobył bramkę głową, a dryblingami próbował udowodnić, że 195 cm wzrostu nie musi wykluczać pełnej kontroli nad piłką i zwinności lawirującego wśród zgrai wilków królika.

Rezerwowi: Claudio Bravo (Sociedad), Bruno (Villarreal), Xabi Prieto (Sociedad), Riki (Deportivo), Fernando Llorente (Bilbao), Caceres (Sevilla), Maxwell (Barcelona).

Okolicznościowe wyróżnienia i nagrody specjalne:

Rekordzista kolejki - Manu del Moral. Błyskotliwy kapitan Getafe zdobył pozycję samodzielnego lidera w rankingu najlepszych strzelców "Los Azulones" w Primera Division. W 138 spotkaniach skrzydłowy strzelił 30 bramek.

Liczba kolejki - 343. Tyle dni musieli czekać - do niedzieli - kibice Deportivo na wyjazdowe zwycięstwo swojego klub w hiszpańskiej lidze.

Cytat kolejki, nagroda im. Cycerona - Miguel Lotina. "Plecak Superdepor jeszcze nam ciąży" - oznajmił zadowolony z pokonania Levante szkoleniowiec Deportivo, który osobiście zdążył się już przyzwyczaić, że jego zespół gra siermiężny, obrzydliwy i nieskuteczny futbol, ale wredni kibice wciąż pamiętają mistrzowski tytuł i europejskie rozboje drużyny Javiera Irurety. I mają swoje wymagania.

Arbiter kolejki - Alvarez Izquierdo. Pomysłowość katalońskiego sędziego nie zna granic. Pospolite czerwone kartki z powietrza czy rzuty karne z kapelusza stały się już zbyt oklepanym tematem w Primera Division, dlatego Izquierdo uraczył nas czymś nowym. Pokazał drugą żółtą kartkę Kennediemu (Racing) za to, że Francis odbił piłkę głową. Przekonany przez asystenta zmienił po chwili swoją decyzję i żółtą kartką ukarał jednak Francisa. Że nie było żadnej ręki, uwierzyć już nie mógł.

Asysta kolejki, nagroda im. Victora Valdesa - Daniel Aranzubia. Jak za starych dobrych czasów bramkarz Barcelony Davidowi Villi, Aranzubia posłał piłkę pod nogi Santiago Cazorli. Skrzydłowy Villarrealu dawno nie zdobył łatwiejszej bramki.

Nagroda im. Pory Suchej - Cristiano Ronaldo. Po wrześniu spędzonym na biciu rekordów w liczbie niecelnych strzałów na mecz, CR7 przeznaczył październik na kolektywną grę z drużyną i gole zdobywał seriami. Jednak już listopad Portugalczyk zaczął od nieprzygotowywanych uderzeń i lekceważenia partnerów. W derbach z Atletico najlepiej wyszło mu nonszalanckie podanie plecami. Jeśli Cristiano formę wzoruje na sinusoidzie, należy spodziewać się niesamowitego grudnia.

Afera kolejki - Giuseppe Rossi. "Już chciałem się zabić, ponieważ mogłem rozstrzygnąć mecz wcześniej, ale lepiej późno niż wcale, prawda?" - pytał po zwycięskim meczu z Bilbao na Twitterze Giuseppe Rossi. "Odpowiedziałbyś na wiele moich modlitw, gdybyś się zabił" - odpisał mu jakiś życzliwy fan. "Jestem pewien, że ten pedał nigdy nie powiedziałby mi tego prosto w twarz" - oświadczył urodzony w New Jersey, słuchający Eminema, nałogowo oglądający koszykówkę i futsal, posiadający uroczą siostrę i matkę (która przywozi mu z USA Reese's Pieces), fotografujący się w dżokejce, władający trzema językami, rozgrywający z kolegami drużyny turnieje w gry komputerowe, flirtujący w sieci i prawdopodobnie cokolwiek uzależniony od serwisów społecznościowych Włoch. Później przeprosił za użycie wyrazu "homo".

Nagroda im Alana Turinga - Jose Antonio Camacho. Doświadczony trener zaprogramował swoją drużynę na maszynę do zdobywania bramek ze stałych fragmentów gry. Trzy gole i strzał w poprzeczkę z rogów i wolnych zniszczyły Hercules.

Tajemnica kolejki, nagroda im. Skarbu Templariuszy - Iturralde Gonzalez. Nie wiadomo gdzie leży przyczyna czerwonej kartki Mehmet Topal. Rozpędzony defensywny pomocnik Valencii zderzył się z Martinem Caceresem. Gdy obydwaj nieszczęśnicy zwijali się z bólu, Iturralde Gonzalez trzymał w rękach czerwoną kartkę. Prawdopodobnie nikt nie wiedział, komu pokaże ją arbiter. Padło na Topala...

Łukasz Kwiatek

Dowiedz się więcej na temat: Madryt | FC Barcelona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje