Trójkolorowy koniec świata. Mundial bez Francji?

W ostatnich dwóch dekadach piłkarska reprezentacja Francji zapracowała na status światowej potęgi. Dziś Franck Ribery, Karim Benzema i Eric Abidal są o krok od straty szans wyjazdu na mundial w Brazylii.

Na kilka dni przed podróżą na Ukrainę faworyt do wygrania "Złotej Piłki 2013" zajęty był swoją kampanią. Skrzydłowy Bayernu Monachium przekonywał, że o ile już od lat należał do światowej czołówki, to dziś stał się po prostu najlepszy. Franck Ribery nigdy przesadnie skromny nie był, jakiś czas temu ogłosił, że stać go na to, by dać bawarskiemu klubowi nie mniej, niż Leo Messi Barcelonie. Teraz stwierdził, iż jego żona wybrała już miejsce w domu, gdzie postawi trofeum przyznawane graczowi roku przez FIFA i "France Football".

Reklama

Jeśli piłkarz jest naprawdę tak wielki jak mu się wydaje, tego typu rozterki nie powinny przeszkadzać mu w wykonywaniu codziennych obowiązków. Tak stało się w przypadku Cristiana Ronalda, też obsesyjnie śniącego przecież o "Złotej Piłce". Do baraży o brazylijski mundial stanęły aż trzy futbolowe megagwiazdy, uwaga świata skupiła się jednak na bezpośredniej rywalizacji Ronalda ze Zlatanem Ibrahimoviciem w pojedynkach Szwedów z Portugalczykami. Ribery’emu zdawało się nic nie grozić. Podczas Euro 2012 Francuzi ograli Ukraińców bez kłopotów. Tym razem było akurat odwrotnie.

Kolejny aspirant do "Złotej Piłki", choć na pewno nie w tym roku, Karim Benzema przyznał, że rywal wypracował imponującą przewagę dwóch goli, dzięki swojej determinacji i waleczności. W Kijowie starła się jedenastka gwiazd i gwiazdeczek europejskiego futbolu z drużyną wojowników praktycznie anonimowych. Efekt był z punktu widzenia medialnego kompletnie zaskakujący. Po blamażu na mundialu w RPA, Francja jest o krok od przegrania pierwszych eliminacji mistrzostw świata od 1994 roku.

Dwie dekady temu Francuzi dokonali czegoś wręcz nieprawdopodobnego. Na dwie kolejki przed końcem kwalifikacji mundialu w USA drużyna Gerarda Houlliera prowadziła w grupie potrzebując do awansu jednego punktu. "Trójkolorowi" przegrali najpierw w Paryżu z Izraelem 2-3 tracąc trzeciego gola w 93. minucie (dla Izraela było to jedyne zwycięstwo w tych eliminacjach). A w ostatnim starciu także w swojej stolicy ulegli Bułgarom 1-2, w okolicznościach więcej niż traumatycznych. Prowadzili, a drugą bramkę i awans stracili w ostatniej akcji meczu i słynnym strzale Emila Kostadinowa. To było pierwsze w historii wyjazdowe zwycięstwo Bułgarii nad "Trójkolorowymi".

Tak się jednak złożyło, że pamiętna data 17 listopada 1993 roku wyznaczała wielki zwrot dla wszystkich drużyn bijących się o awans z tej grupy. Szwedzi i Bułgarzy dotarli do półfinału mistrzostw w USA, przegrywając minimalnie z Brazylią i Włochami. W rozbitym zespole "Trójkolorowych" nastąpiła zmiana selekcjonera, Houlliera zastąpił Aime Jacquet, który na kolejnych mistrzostwach poprowadził drużynę do złotego medalu. Nastały wielkie dni francuskiego futbolu, porównywalne z tymi, jakie dziś przeżywają Hiszpanie. Gracze "Trójkolorowych" rozchwytywani byli w największych klubach Europy - Zinedine Zidane osiągnął status nr 1 w światowej piłce. Potwierdzony na Euro 2000, a także mimo desperackiego ciosu wymierzonego Marco Materazziemu, także na mistrzostwach świata w Niemczech.

Kiedy odszedł "Zizou", reprezentacji Francji zaczęło brakować duszy. Stąd blamaż na mundialu w RPA zakończony skandalem wywołanym wokół Nicolasa Anelki. Ze swoim wielkim potencjałem Francja miała odrodzić się z marszu na Euro 2012, co uniemożliwili lepsi mimo wszystko Hiszpanie. Także mistrzowie świata stanęli na drodze do bezpośredniego awansu Francji na brazylijski mundial. Porażka z Ukrainą w barażach byłaby jednak trójkolorowym końcem świata.

Franck Ribery uważający się za następcę Zidane’a ma dwa dni na reakcję. Byłoby mu jednak bardzo wstyd oglądać brazylijskie mistrzostwa w telewizji, nawet gdyby w ramach drobnej rekompensaty mógł przytulać czule do piersi statuetkę "Złotej Piłki". Czy historia dwudziestoletniego wzlotu piłkarskiej reprezentacji Francji zakończy się we wtorek w Paryżu? Jest piłkarz, który zasługuje na tak brutalnego "kopniaka" zdecydowanie mniej niż Ribery z Benzemą. Eric Abidal przeszedł piekło choroby nowotworowej i jak sam mówi, ocalał cudem. Brazylia jest dla niego ostatnim wielkim celem.

Dyskutuj z autorem artykułu na jego blogu!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje