Wołowski: Bratobójcza gra mistrzów świata

Zwycięski mundial w RPA był wspólnym, życiowym dziełem graczy Barcelony i Realu Madryt. Nieubłaganie wraca jednak czas bratobójczej walki. Czy może być ona inna?

Jeszcze nigdy piłkarze dwóch największych hiszpańskich klubów nie zawdzięczali sobie aż tyle. Zbawienne ręce Ikera Casillasa, nadludzka witalność Sergio Ramosa i bardzo równa gra Xabiego Alonso, nie przysłonią jednak oczywistego faktu, że to kumple z Barcelony mieli największy wpływ na drużynę mistrza świata. Podczas turnieju w RPA jeszcze raz ożyły jałowe spory, w jakim stopniu zespół byłego trenera Realu Vicente del Bosque zależy od wychowanków "La Masia" - w podstawowej jedenastce na półfinałowy mecz z Niemcami i finał z Holandią było ich sześciu. Kiedy spytano o to Xaviego Hernandeza odpowiedział, że on widzi wyraźną różnicę między stylem gry Barcy i drużyny narodowej - jeśli pierwszy określamy jako "tiki-taka", to on nazwałby drugi "zigui-zaga". Jasne?

Znajdą lek na depresję?

Reklama

Precyzyjna odpowiedź na to pytanie oczywiście nie istnieje, jest kwestią smaku i wyczucia. Co innego zdaje się być zdecydowanie ważniejsze: od wygranego Euro 2008 piłkarze reprezentacji Hiszpanii żyją w stanie nieznanego wcześniej uniesienia. Przez dziesięciolecia przegrani wracali do swoich klubów, gdzie obcokrajowcy protekcjonalnie klepani ich po plecach. Dziś to Casillas, Ramos i Alonso muszą wydobyć z depresji Cristiano Ronaldo, albo Kakę.

W Barcelonie proporcje są jeszcze bardziej imponujące: nie tylko gracze wybitni (Xavi, Iniesta, Puyol, Pique, Villa), ale także ci z drugiego szeregu jak Pedro i Busquets będą przywracali do życia Leo Messiego, Erica Abidala i Daniego Alvesa. Argentyna, Francja i Brazylia wróciły z RPA na tarczy, Zlatana Ibrahimovica nawet tam nie było. 12 miesięcy temu miał zostać w Primera Division megagwiazdą, dziś znalazł się w głębokim cieniu starego, dobrego Davida Villi sprowadzonego do Katalonii znacząco mniejszym kosztem (Szwed kosztował 50 mln euro plus Eto'o, gracz Valencii 40 mln). Czy ekscentryczny Ibra w tym cieniu się zapadnie, czy z niego wydobędzie? To właśnie stanie się miarą jego klasy.

A propos ostatniego transferu Joana Laporty: przed mundialem szeroko dyskutowano, czy 29-latek z Valencii jest wart 40 mln. Jego pięć goli w RPA sprawiło, że wszystkie mistrzowskie bramki trafiły na konto graczy z Katalonii. Przeciwnicy tej "teorii" zaznaczają, że Villa nie tylko nie wychował się w "La Masia", ale do dziś nie rozegrał meczu w barwach Barcelony. W jego żyłach płynie jednak tiki-taka.

Punktualność musi być ich drugą naturą

Mistrzowie są na krótkich wakacjach. Wspólna radość z Pucharu Świata szybko dobiegnie końca. Zacznie się "bratobójcza" walka o kolejny klubowy tytuł. Po zmianie prezesa Pep Guardiola przedłużył o rok kontakt z zespołem z Katalonii, w Madrycie robotę zaczął Jose Mourinho. Po mundialowej przerwie: obaj wyskoczą zza pleców del Bosque stając się bohaterami z pierwszych stron gazet. Nowy trener Realu pracuje nad transferami i dyscypliną. Na pierwszych zajęciach ogłosił piłkarzom, że punktualność musi stać się ich drugą naturą. "Nie czekam na nikogo. Autokar odjedzie o wyznaczonej godzinie, nawet gdybyśmy mieli grać w dziesięciu".

Dziennikarze dopadli Xaviego, by zapytać go o nadchodzący sezon. Lider Barcy przyznał, że przyjazd Mourinho do Madrytu jest dodatkowym impulsem dla każdego cule (barcelończyka). Życiowym wyzwaniem dla Portugalczyka jest oczywiście klub z Katalonii. I koło znów się zamyka. Jeśli w minionym sezonie Real zmusił Barcelonę do zdobycia 99 pkt, to aż trudno pomyśleć, co będzie w kolejnym.

Mourinho może być pierwszym trenerem, który zdobędzie mistrzostwo w trzech najważniejszych ligach (w Anglii, Włoszech i Hiszpanii). Na starcie swojej drogi w Primera Division robi jednak coś przeciwnego, niż dotychczas. Przenosi presję z siebie na piłkarzy. Ogłosił właśnie, że C. Ronaldo i Kaka nie mogą już dłużej czekać na sukces, a on ma zamiar wykorzystać ten gwiazdorski głód zwycięstw. "Efekty mojej pracy przychodzą jednak zwykle w drugim roku" - dodał. Na szczęście są w klubie z Madrytu mistrzowie świata, którzy pokażą reszcie jak to się robi.

Mourinho i Real muszą zdetronizować Barcelonę. Obojętnie czy najpierw w kraju, czy w Europie. W tej drugiej kwestii głos zabrał były trener "Królewskich" Manuel Pellegrini. Jeszcze raz potwierdził, iż nie miał najmniejszego wpływu na klubową kadrę, a gdy zapytano go, dlaczego nie odniósł sukcesu w Champions League ocenił, że w tym stanie personalnym Realu nie było na to stać.

Trener chce dowieść, że był największym transferem

Na razie pod ręką Mourinho osobowo drużyna z Madrytu zmieniła się niewiele. Argentyński skrzydłowy Angel di Maria też nie dokonał cudów w RPA, a Pedro Leon z Getafe na kredyt nazywany jest nowym Michelem. Barcelona zyskała Villę i obrońcę Adriano, straciła Yaya Toure (odszedł za 30 mln do MC) i pozbyła się Dmytro Czyhryńskiego odzyskując 15 mln (rok temu kosztował 25). Katalończycy mają zamiar się jeszcze wzmocnić kosztem 50 mln,Florentino Perez nie określił granic, w których powinien zmieścić się Mourinho. Portugalczyk będzie chciał dowieść, że to on był najważniejszym transferem tego lata, a jego przegrany poprzednik mówi o czymś, o czym nie ma pojęcia.

Piłkarze Realu i Barcelony, Athletic (Llorente), Valencii (Silva, Marchena), Sevilli (Jesus Navas), Villarreal (Capdevila), a także ci z Premier League (Fabregas, Torres, Reina) zjednoczyli kraj wokół wspólnej idei. Vicente del Bosque wyznał, że marzy o dniu, w którym jego drużyna zagra w Kraju Basków - podczas turnieju w RPA nawet tam wykupiono wszystkie jej koszulki. Afrykański sukces Hiszpanów pokryje jednak powoli kurz bitewny. Czy rywalizacja Realu z Barceloną, gdzie zaciekłość triumfowała zwykle nad rozsądkiem, może być po tym wszystkim inna?

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim!

Dowiedz się więcej na temat: "Mistrz" | Dariusz Wołowski | Jose Mourinho | RPA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje