Wołowski: Ile wart jest Real Madryt?

Grzech pychy, który zgubił Real na Santiago Bernabeu ma się dziś nie powtórzyć na San Siro. Według Pepe, dopiero rewanż z Milanem pokaże, ile warta jest nowa galaktyczna drużyna. Wciąż bez Cristiano Ronaldo.

Zimnem i deszczem przywitało San Siro piłkarzy Realu. Obiekt, na którym przeżyli jeden z największych koszmarów w swojej historii (w 1989 roku przegrali półfinał Pucharu Europy 0:5). "Królewscy" nigdy nie wygrali tu oficjalnego meczu. Milan swój kompleks Santiago Bernabeu przełamał dwa tygodnie temu, dziś chcą to zrobić piłkarze Pellegriniego. To ma być zupełnie inny mecz, niż pierwszy, w którym najdroższa drużyna świata mierzyła się z grupą gwiazd schodzących ze sceny. Milan udowodnił jednak na Bernabeu jak bardzo stereotyp bywa błędny i krzywdzący.

Reklama

Drużyna Leonardo grała przeciętnie do gola Pirlo, ale gdy dostała zastrzyk wiary w siebie, wzniosła się na poziom najwyższy. "Milan stary, ale też mądry, doświadczony i pełen dumy" - pisały hiszpańskie gazety, te same, które dzień wcześniej donosiły, że różnica w klasie obu drużyn nigdy nie była tak wielka.

Pyszni, zapatrzeni w przyszłość galaktyczni dostali po nosie od grupy graczy o nie mniej sławnych nazwiskach, ale chętniej patrzących w przeszłość. Dziś ludzie Pellegriniego są świadomi, że aby zdobyć punkty na San Siro, trzeba rzucić na szalę ostatnią kroplę potu. Xabi Alonso przyznaje, że mecz na Bernabeu był dla Realu zasłużoną lekcją pokory. "Gra o wizerunek", "Test dojrzałości" - tak zapowiadają dzisiejszy rewanż hiszpańskie media.

Nie ma bardziej gorącego nazwiska do analizy pojedynku niż Arrigo Sacchi. Trener, który prowadził Milan w historycznym meczu z Realem 20 lat temu, zbudował w Mediolanie to, o czym dziś marzy Madryt i Manuel Pellegrini. Niedawno Włoch był współpracownikiem Florentino Pereza, więc Real zna niemal tak samo dobrze. On też wspomina o pysze, którą zgrzeszyła w pierwszym meczu drużyna z Madrytu i przypomina, że gracze Pellegriniego zamiast biegać sprintem, poruszali się truchtem. Zarzuca Gutiemu i Sergio Ramosowi minimalizm. Twierdzi, że nie są dojrzali, marnują swój talent, nie chcąc być lepszymi graczami. Jego zdaniem to właśnie hamuje marsz "Królewskich" do tego, by stali się drużyną, a nie tylko grupą 11 wybitnie zdolnych piłkarzy. "Real na razie nie ma stylu, ale po trzech miesiącach pracy, jest jeszcze na to za wcześnie" - kończy Włoch.

A więc zdaniem Sacchiego dziś jeszcze nie da się ocenić prawdziwej wartości galaktycznych. Media, kibice i sami piłkarz są znacznie mniej cierpliwi. Real, choć znów bez kontuzjowanego Cristiano Ronaldo, ma zagrać świetnie już teraz. Upokorzeni przez Milan gracze obiecują to swoim fanom, którzy niedawno przeżyli tydzień hańby z kulminacją w spotkaniu Pucharu Króla przegranym 0:4 z trzecioligowcem. Ukojeniem był ostatni mecz ligowy z Getafe wygrany w dziesiątkę 2:0. Pellegrini chce nawet odstąpić od rotacji i na San Siro wystawić ten sam skład, z Ramosem, Pepe, Albiolem i Arbeloą w obronie, Marcelo, Lassem, Xabim i Kaką w pomocy, oraz Benzemą i Higuainem w ataku.

Ile wart jest Real? Najłatwiej odpowiedzieć, że 312 mln euro, bo zakładając, że cena Casillasa wynosi około 40 mln, tyle właśnie zapłacono w sumie za piłkarzy, którzy wyjdą dziś bronić barw Realu na San Siro. Gdyby był Ronaldo (96 mln) i zagrał za Marcelo (8 mln) cena drużyny wzrosłaby do 400 mln! Ale nikt nie pyta o cenę, ale o wartość. Trzy miesiące temu Kaka i Ronaldo obiecywali fanom z Bernabeu, że udowodnią, iż Perez nie wyrzucił w błoto ani centa z rekordowych kwot, jakie wydał na nich. Brazylijczyk zawalił pierwszy mecz, dziś San Siro przyjmie byłego idola z honorami, i Kaka ma zagrać wreszcie rolę bohatera także w nowym klubie.

W Mediolanie za to cisza po burzy. Opłakiwany na początku sezonu Milan wyszedł na prostą, gra przyzwoicie, awansował na czwarte miejsce w Serie A, "zaklepał" powrót Davida Beckhama w styczniu. Drużynę z Mediolanu mógłby zadowolić dziś nawet remis, bo wpadkę z FC Zurych odpracowali na Bernabeu. Jeśli pokonają u siebie Olympique Marsylia w 1/8 finału będą. Tak więc presja znów jest na rywalach, co ekipie z San Siro musi odpowiadać. Jeśli Ronaldinho, Seedorf i Pirlo odnajdą drogę do Pato, w Madrycie znów będzie lament. Tym razem jednak Real ma pozostawić wrażenie ekipy walczącej. Wykręty i tanie usprawiedliwienia się wyczerpały.

DYSKUTUJ O ARTYKULE Z DARKIEM WOŁOWSKIM!

Czytaj także:

Liga Mistrzów: Barcelona żądna rewanżu

Ronaldinho: Milan może wygrać Ligę Mistrzów

Pellegrini: Real zaatakuje od pierwszej minuty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje