El. ME piłkarzy ręcznych: Polacy zadowoleni z awansu, czas na urlopy

​Meczem w Zielonej Górze z Ukrainą (27-22) kadra piłkarzy ręcznych prowadzona przez Michaela Bieglera zakończyła zmagania w grupie 5. eliminacji mistrzostw Europy, które w 2014 roku odbędą się w Danii. Teraz Polaków czekają zasłużone urlopy.

"Biało-czerwoni" awans mieli zapewniony już przed ostatnim meczem. Patryk Kuchczyński przyznał, że to nie jest łatwa sztuka zmobilizować się przed takim pojedynkiem - tym bardziej, że każdy myślami jest już na wakacjach.

Reklama

- To było trudne spotkanie. Głównie ze względu na koncentrację. To jest koniec sezonu, mieliśmy zagwarantowany awans i to wszystko tutaj robiliśmy głównie dla kibiców. W podświadomości każdy był gdzieś tam w domach, u rodzin czy na urlopach. Tym bardziej cieszymy się ze zwycięstwa - powiedział.

Również Sławomir Szmal po meczu podkreślał, że kilka razy jemu i kolegom zdarzyło się stracić koncentrację. - W pierwszej połowie byliśmy odpowiednio skoncentrowani i to było widać po wyniku. Trochę nerwów było za to w ostatnich minutach, bo reprezentacja Ukrainy zdołała odrobić część strat i to mogło mieć spory wpływ na końcowy rezultat.

Polacy nie mieli większych problemów z wywalczeniem awansu do turnieju finałowego ME. W grupie przegrali tylko jedno spotkanie ze Szwecją. W obliczu tego, jak wiele dobrych zespołów miało problemy w tych eliminacjach radości z sukcesu nie krył Michael Biegler.

- Jestem bardzo zadowolony z tego, że moi zawodnicy dobrze wiedzieli, które mecze są najważniejsze i trzeba je wygrać, aby móc wywalczyć awans z grupy. Tym najistotniejszym był pojedynek na Ukrainie, który wygraliśmy oraz ten ze Szwecją w Ergo Arenie. Gdybyśmy jeden z tych meczów przegrali, to moglibyśmy mieć pewne problemy - przyznał niemiecki trener.

W podobnym tonie wypowiadał się Kuchczyński, który dodał jednak, że w piłce ręcznej nic nie przychodzi łatwo i sporo sił trzeba było zostawić w każdym ze spotkań.

- Po wynikach można by sądzić, że to były łatwe eliminacje, jednak one nie zawsze odzwierciedlają to, co się działo na boisku. Trzeba zostawić dużo zdrowia, bić się, bo wynik sam się na tablicy nie pojawi. To wszystko jest ciężką pracą. Gratuluję chłopakom tego awansu i tego, ile sił włożyli z treningi oraz mecze - powiedział.

Szczypiorniści podkreślali również wspaniałą atmosferę na meczach kadry. Ich zdaniem publiczność, która szczelnie wypełnia hale, dodaje skrzydeł, a doping pomaga w najtrudniejszych chwilach. W zielonogórskim Centrum Rekreacyjno-Sportowym, podobnie jak w Ergo Arenie oraz Orlen Arenie, na trybunach było biało-czerwono i dało się odczuć, że mecze Polaków są prawdziwym świętem piłki ręcznej.

- Zawsze jest fajnie, kiedy jest pełna hala i gorący doping. Tutaj jest w ogóle świetny ośrodek i dobrze się gra w takim miejscu. Na pewno jeśli dalej będzie tu tak dobra atmosfera, to reprezentacja jeszcze w przyszłości zawita do Zielonej Góry. Dobrze by było, gdyby takich ośrodków było w Polsce dużo, dużo więcej - dodał Kuchczyński.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje