Nawet trener współczuł zawodniczkom ciężkich treningów

Dwutygodniową przerwę w ligowych rozgrywkach szczypiornistki Piotrcovii Piotrków Trybunalski wykorzystały do nadrabiania zaległości treningowych. Pracowały tak ciężko, że wysiłku współczuł im nawet trener Henryk Rozmiarek.

- Współczułem im i nadal współczuję, bo był to dla nich piekielny okres. Pokazały jednak charakter. Od meczu z Lubinem (15 lutego - przyp. red.) do poniedziałku pracowały trochę z piłkami, ale takimi trzy- i pięciokilogramowymi, a nie tymi do gry. Treningi były bardzo ciężkie, ale nikt nie protestował. Może się mnie bały, a może po prostu nie miały już siły do narzekań? - powiedział Rozmiarek.

Reklama

Szkoleniowiec pracę z Piotrcovią rozpoczął w połowie stycznia, po porażce 22-29 z Politechniką Koszalińską. Dla piotrkowianek była to już dwunasta przegrana w sezonie. Po meczu z Politechniką Piotrcovia z dorobkiem zaledwie czterech punktów spadła na ostatnie miejsce w tabeli, a Rozmiarek na stanowisku trenera zastąpił Innę Krzysztoszek.

W pierwszym meczu pod wodzą nowego szkoleniowca piotrkowianki doznały kolejnej porażki (30-33 z KSS Kielce). Później doszło jednak do niesamowitej metamorfozy. Zespół pod wodzą Rozmiarka pokonał kolejno: Sambor Tczew (24-22), Olimpię-Beskid Nowy Sącz (32-27), Ruch Chorzów (29-22) i KGHM Zagłębie Lubin (30-25). Z tą ostatnią ekipą Piotrcovia nie mogła wygrać od 2007 r.

Mimo metamorfozy zespołu Rozmiarek nie uważa się za cudotwórcę.

- Jestem tylko dyrygentem, który pomaga tym dziewczynom. Przecież one nie nauczyły się dopiero teraz grać. To zawodniczki, które obijały się kiedyś po kadrach narodowych. Potrzebowałem jednak paru dni, żeby do nich dotrzeć i przekonać, że nadal mogą zwyciężać. Przypomniały sobie jak grać i dlatego wygrały kilka kolejnych spotkań - wyjaśnił Rozmiarek.

Szkoleniowiec z niecierpliwością czekał jednak na dwutygodniową przerwę w rozgrywkach. Dla niego był to bowiem pierwszy okres, w którym mógł dłużej skupić się na treningach i poprawić motoryczne przygotowanie zespołu.

- Wcześniej nie było czasu na taką pracę, ale były i nadal są problemy. W pierwszych tygodniach miałem w zespole pięć kontuzji, jedna dziewczyna zemdlała na treningu, później dopadły nas choroby. Teraz też trzy zawodniczki narzekają na urazy. Zapewniają jednak, że mimo to będą grały - powiedział.

Po siłowym treningu rozpoczętym po spotkaniu z KGHM piotrkowianki wróciły na parkiet w poniedziałek i w sparingowym meczu pokonały 33-31 młodzieżową reprezentację Polski U-19. Następny mecz rozegrają już w lidze i będzie to dla nich niezwykle trudny sprawdzian, bo pojadą do hali lidera rozgrywek SPR Lublin. Później punktów potrzebnych do utrzymania Piotrcovia będzie szukała w pojedynkach z KPR Jelenia Góra i Pogonią Baltika Szczecin.

- Nie mamy wysokiego zespołu, więc brakuje nam rzutu z tyłu. Te braki musimy nadrabiać cwaniactwem i sprytem. Jeśli dziewczyny nadal będą słuchały dobrych rad, to będzie dobrze. Jeśli jednak przegrają, to porażkę biorę na siebie - zakończył szkoleniowiec.

Dowiedz się więcej na temat: Piotrcovia | ME w piłce ręcznej mężczyzn

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje