PGE VIVE - PSG. Dujszebajew: Stać nas na zwycięstwo

W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce zmierzą się we własnej hali (sobota godz. 18.30) z Paris Saint-Germain. - To rywale są faworytami, ale my nie mamy nic do stracenia - powiedział trener polskiej drużyny Tałant Dujszebajew.

Kielecki zespół trzykrotnie grał już w Final Four Ligi Mistrzów. W 2013 i 2015 roku zajął trzecie miejsce, a dwa lata temu odniósł największy sukces w historii klubowej polskiej piłki ręcznej, wygrywając te prestiżowe rozgrywki. Na drodze do czwartego występu w kolońskiej hali stanie Paris Saint-Germain, z którym kielczanie dwukrotnie przegrali w fazie zasadniczej obecnej edycji LM (28:33 w Paryżu i 29:30 w Kielcach).

Reklama

- Kiedy patrzę na obydwa spotkania to uważam, że wcale nie musieliśmy ich przegrać, nie graliśmy na tyle źle. Przez cały ubiegły rok mieliśmy problem z koncentracją w tych najważniejszych momentach. Teraz wiele się zmieniło. Jesteśmy w lepszej dyspozycji, niż w tamtej części sezonu. W tym roku jeszcze nie przegraliśmy żadnego meczu - przypomniał Dujszebajew. Dodał, że wyniki listopadowych spotkań nie będą miały teraz żadnego znaczenia.

- One były w fazie zasadniczej, a teraz jest ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Oczywiście możemy analizować co zrobiliśmy w nich źle, jakie popełniliśmy błędy, które rzeczy musimy poprawić. Ale każdy pojedynek to zupełnie inna historia - podkreślił.

Szkoleniowiec mistrzów Polski nie ukrywał jednak, że to francuski zespół jest faworytem ćwierćfinałowej konfrontacji. - Mają w swoim składzie Nikolę Karabaticia, Mikkela Hansena, Sandera Sagosena, a przecież są jeszcze Uwe Gensheimer, Daniel Narcisse i Luc Abalo. Zawodnicy pierwszej siódemki tej ekipy mają więcej tytułów, niż szczypiorniści wszystkich pozostałych drużyn, które grają w tej edycji Ligi Mistrzów - komplementował rywali Kirgiz.

Szkoleniowiec zaznaczył, że jego podopieczni wcale nie stoją na przegranej pozycji w starciu z tak utytułowanym przeciwnikiem. - Mistrz Francji w tym składzie osobowym, bez względu na to z kim się mierzy, to zawsze będzie faworytem. Ale my nie mamy nic do stracenia, możemy tylko wygrać. Na pewno nas na to stać - dodał.

Kielczanie trzykrotnie wygrywali ćwierćfinałową rywalizację w LM. Jednak za każdym razem rewanżowe spotkanie grali u siebie. Tym razem będzie to atutem rywala, ale Dujszebajew nie przywiązuje to tego większej wagi. - Trener Liverpoolu Jurgen Klopp powiedział przed pojedynkami z Manchesterem City w LM, że są w lepszej sytuacji bo pierwszy mecz grają u siebie i mogą liczyć na doping swoich kibiców. Ja też chcę patrzeć tak optymistycznie i nie skupiam się na tym, że rewanż gramy w Paryżu - zapewnił.

- Nie ma bezpiecznej przewagi - odparł Dujszebajew pytany przez dziennikarzy - wygrana iloma bramkami postawiła by jego zespół w korzystnej sytuacji przed rewanżem.

- Można zwyciężyć siedmioma bramkami, a później przegrać ośmioma. Z drugiej strony po remisie u siebie, można wygrać w obcej hali. Najważniejsze, żebyśmy po 120 minutach byli lepsi od przeciwnika przynajmniej o jedną bramkę - zaznaczył trener kieleckiej ekipy, który w najbliższym meczu, oprócz kontuzjowanego od dłuższego czasu Bartłomieja Bisa, powinien mieć do dyspozycji wszystkich zawodników. Na drobne urazy narzekają co prawda Blaz Janc i Manuel Strlek, ale obaj powinni zagrać w pierwszym pojedynku ćwierćfinałowym.

Sobotnie spotkanie rozpocznie się o godz. 18.30. Rewanż tydzień później w Paryżu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje