Polska - Czarnogóra 20-26. Leszek Krowicki: Zabrakło skuteczności

- Nie był to zły mecz w naszym wykonaniu, jednak na przeszkodzie w uzyskaniu lepszego rezultatu stanął brak skuteczności - skomentował porażkę z Czarnogórą 20-26 w eliminacyjnym meczu mistrzostw Europy trener naszych piłkarek ręcznych Leszek Krowicki.

Wyrównany był tylko początek spotkania. W 7. minucie był jeszcze remis 3-3, ale później gra toczyła się pod dyktando drużyny z Bałkanów.

Reklama

- Udawało nam się, poprzez umiejętne rozegranie ataku pozycyjnego, albo przez grę z kontry, doprowadzić do wielu dogodnych sytuacji, ale sporo z nich nie potrafiliśmy wykorzystać. Każda z naszych zawodniczek ma na sumieniu zmarnowaną okazję, która powinna zakończyć się bramką. A z rywalem tej klasy trzeba takie stuprocentowe sytuacje wykorzystywać - ocenił Krowicki.

W ekipie gości świetnie spisywała się Marina Rajcic, która popisała się wieloma znakomitymi interwencjami. Bramkarka Czarnogóry miała jednak wsparcie w zawodniczkach z pola, a zwłaszcza Mileny Raicevic, Majdy Mehmedovic, Jovanki Radicevic oraz Katariny Bulatovic. Ten kwartet, który ma w dorobku wywalczone w 2012 roku mistrzostwo Europy oraz wicemistrzostwo olimpijskie, zdobył w tym meczu 22 z 26 bramek swojej drużyny.

- W zespole gości ten wózek ciągnie więcej dziewczyn. One z każdej pozycji są w stanie zagrozić rywalkom, a wynika to z ich większego, zarówno klubowego jak i reprezentacyjnego, doświadczenia. Drużyna narodowa Czarnogóry oparta jest na piłkarkach Budocnosti Podgorica, która regularnie plasuje się w czołówce Ligi Mistrzyń, a w 2015 roku triumfowała w tych rozgrywkach. Te zawodniczki opuściły kraj, ale wciąż występują w niezmiernie silnych i znanych klubach. One długo ze sobą grały i widać było, że świetnie się rozumieją - stwierdził.

W środowym meczu nie wystąpiła Monika Kobylińska, która ma złamaną kość śródręcza i z tego powodu reprezentantki TuS Metzingen zabraknie także w sobotnim rewanżu. Zastępujące ją na prawym rozegraniu zawodniczki, czyli Ewa Urtnowska i Aleksandra Zych, nie stanowiły dla rywalek większego zagrożenia.

- Dziewczyny starały się, ale też mamy takie odczucia, że z tej pozycji padło za mało bramek - przyznał.

W sobotę o godzinie 18. w miejscowości Bijelo Polje rozpocznie się mecz rewanżowy.

- Czasu mamy niewiele. Chcemy trochę odpocząć i przeanalizować to spotkanie. W piątek lecimy czarterem do Czarnogóry i na miejscu mamy zaplanowany jeden trening. Nie jesteśmy faworytem sobotniego spotkania, ale sport polega na tym, aby podjąć walkę i z takim nastawieniem jedziemy na Bałkany - podsumował Krowicki.

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja szczypiornistów | Leszek Krowicki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje