Comarch/Cracovia – GKS Tychy 2-5 w PHL

Uznanie Czecha Michaela Kolarza za Polaka, wsparcie tłumu kibiców wyposażonych w pluszowe misie – nawet to nie pomogło hokejowym mistrzom Polski – Comarch/Cracovii w pokonaniu GKS-u Tychy. Tyszanie wygrali po raz czwarty w sezonie z Cracovią, tym razem 5-2.

Przed meczem Cracovia ogłosiła, że Michael Kolarz od tego spotkania będzie uznawany za Polaka, zresztą zgodnie z przepisami. Kolarz ma polskie korzenie i złożył wniosek o przyznanie mu naszego obywatelstwa, a w ligowym hokeju już ten fakt wystarcza do uznania za Polaka. W ten sposób trener Rudolf Rohaczek mógł wykorzystać wszystkich obcokrajowców, jakich ma w składzie.

Reklama

"Pasy", podbudowane łatwym, wyjazdowym zwycięstwem 5-2 z JKH Jastrzębiem-Zdrój, zaczęły odważnie i zdominowały początek meczu. Goście czekali na swoje momenty, cierpliwie się bronili, mając wsparcie w pewnie interweniującym Stefanie Żigardym. GKS doczekał się w 15. min błędu Rafała Radziszewskiego, który zamarkował podanie i poczekał, aż atakujący go Josef Vitek odjedzie. Sęk w tym, że Czech przewidział ten zwód, odebrał "Radzikowi" krążek i po chwili, strzałem pod parkanem, pokonał go i to w okresie przewagi liczebnej Cracovii.

Wydawało się, że krakowianie rzucą się do odrabiania straty, jednak łatwo i na własne życzenie stracona bramka zupełnie ich wybiła z rytmu. Przestali zagrażać bramce gości, zamiast tego łapali głupie kary. Po tej Marka Wróbla, Radziszewski nieprzepisowo zaatakował zasłaniającego mu widoczność tyszanina i GKS miał komfort w postaci 98 sekund ataków w pięciu na trzech.

Brakowało ośmiu sekund do powrotu Wróbla na lód, gdy Michał Kotlorz wypalił z kilku metrów w dalszy róg i było 0-2.

Ten gol jeszcze bardziej podciął skrzydła "Pasów", które zatraciły swój styl i próbowały rozwiązań siłowych. Ostrych ataków przy bandzie. Po tym Krystiana Dziubińskiego Jakub Witecki wymierzył sprawiedliwość, za co dostał cztery minuty kary, podczas gdy "Dziubek" dwie i Cracovia miała minutową przewagę (wcześniej przewinił inny jej zawodnik). Na nic się gra w pięciu na czterech mistrzom Polski zdała. Poza uderzeniem z nadgarstka Damiana Kapicy, po którym krążek minimalnie minął bramkę, nie stworzyli zagrożenia.

W 35. min do siedzącego w boksie kar Petra Novajovskiego dołączył Maciej Urbanowicz, który kijem trącił mijającego go rywala. Tym razem tyszanie w podwójnej przewadze mieli grać tylko 38 sekund, ale i tak im to wystarczyło, by pokonać "Radzika" po raz trzeci. Rutyniarz z czeskich lodowisk Petr Kubosz wystawił krążek pod bramkę Filipowi Komorskiemu, a ten z najbliższej odległości podwyższył na 0-3.

Podczas meczu prowadzono akcję "Teddy Bears", zgodnie z którą kibice mieli rzucić na lód pluszowe misie po pierwszej bramce strzelonej przez gospodarzy. Pluszaki powędrują do potrzebujących dzieci. Po drugiej tercji organizatorzy musieli zmienić zasadę i zapowiedzieli, że w razie braku gola dla "Pasów" misie należy rzucić po końcowej syrenie. Misie lądowały na lodzie już wcześniej. Pierwsze trzy po golu Vitka, kolejne w kierunku sędziego Zbigniewa Wolasa, gdy ten wyrzucał na karę gospodarzy, choć był rozjemcom sprawiedliwym i nikogo nie krzywdził.

W III tercji podopieczni Rudolfa Rohaczka wrócili do gry w hokeja i od razu zaczęli stwarzać zagrożenie. Strzałami z bekhendu Żigardiego przetestowali Dziubiński i Damian Słaboń, lecz Czech był czujny. Dopiero bomba przy samym słupku Adama Domogały spowodowała jego bezradność. W 48. min na lód poleciały setki zabawek.

Minutę później świetną okazję miał Dawid Maciejewski, ale jego strzał z bliska obronił Żigardy. Za moment z kontrą uciekł Mateusz Bepierszcz, który przegrał pojedynek z "Radzikiem". Co ma wisieć nie utonie. Kolejna kontra szybkich jak struś pędziwiatr tyszan dała im bramkę ostatecznie rozstrzygającą losy rywalizacji. Filip Komorski podał wzdłuż bramki, a Bartłomiej Jeziorski, uderzeniem bez przyjęcia pokonał "Radzika".

W końcówce spotkania goście (Jakub Witecki i Bartosz Ciura) złapali dwie kary i Cracovia przez 85 sekund atakowała w pięciu na trzech. W tym okresie Dziubiński zasygnalizował podanie, by trafić w krótki róg. Trener Rohaczek nie zdecydował się w tym momencie na wycofanie bramkarza, by jego ekipa atakowała w sześciu na czterech.

W ostatniej minucie drugą karę złapał "Radzik", za przypadkowe podcięcie Jaroslava Kristka. Po chwili Patryk Wajda przypadkowo podał na kij Mateusza Bepierszcza, ten skorzystał z prezentu, strzałem z bliska ustalając wynik meczu na 2-5.

Comarch/Cracovia - GKS Tychy 2-5 (0-1, 0-2, 2-2)

Bramki: 0-1 Vitek (14:49 Kogut w osłabieniu), 0-2 Kotlorz (26:10 Zatko w podwójnej przewadze), 0-3 Komorski (35:30 Kubosz w podwójnej przewadze), 1-3 Domogała (47:14 Wróbel), 1-4 Jeziorski (50:02 Komorski, Ciura), 2-4 Dziubiński (55:08 Kapicaw podwójnej przewadze), 2-5 Bepierszcz (59:15 w przewadze).

Cracovia: Radziszewski - Noworyta, Novajovsky, Drzewiecki, Svitana, Szinagl - Rompkowski, Kolarz, Urbanowicz, Dziubiński, Kapica - Maciejewski, Wajda, Jenczik, Słaboń, Kalus - Dąbkowski, Dutka, Wróbel, Chovan, Domogała.

GKS Tychy: Żigardy - Kubosz, Ciura, Jeziorski, Komorski, Vitek - Zatko, Kotlorz, Witecki, Rzeszutko, Bepierszcz - Górny, Pociecha, Vozdecky, Kristek, Kolusz - Bryk, Horzelski, Kogut, Semorad.

Sędziował Zbigniew Wolas z Oświęcimia.

Kary: 18 oraz 10 min.

Widzów: 1700.

Z Krakowa Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Comarch Cracovia | GKS Tychy | plh

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje