PHL: Comarch/Cracovia - JKH Jastrzębie-Zdrój 2-1

Wspaniałe interwencje reprezentacyjnych bramkarzy – Odrobnego i Radziszewskiego, gorące spięcia, grad strzałów, emocje do końca – w takich okolicznościach Comarch/Cracovia pokonała JKH Jastrzębie-Zdrój 2-1 w najciekawszym meczu 25. kolejki PHL.

Cracovia zaczęła ospale, ale jastrzębianie nie obudzili jej. Przy stanie 0-0, w najlepszej okazji Petr Polodna z ostrego kąta nie trafił do pustej bramki po podaniu Mateusza Danieluka. Goście próbowali stosować pressing i za to zapłacili słono w 10. minucie. Krakowianie uciekli z kontrą dwóch na jednego, Marek Kalus idealnie obsłużył Filipa Stoklasa, który nie dał szans Przemysławowi Odrobnemu.

Reklama

"Pasy" po zdobyciu gola na długo osiadły na laurach, a denerwująca kibiców była ich bezradność przy rozgrywaniu przewag. Kłopoty z założeniem zamka były olbrzymie jak na zespół aspirujący do mistrzostwa Polski. A jastrzębianom brakowało jakości przy wykończeniu akcji. Minutę po stracie akcji mieli bliźniaczą kontrę dwóch na jednego (w stosunku do tej "Pasów"), tyle że Mateusz Bryk nie trafił w krążek po zagraniu Tomasza Kulasa. W 19. min, po fatalnej stracie Kalusa, wyrównać mógł Artjom Bondariew, ale przegrał pojedynek z Rafałem Radziszewskim.

Na początku II tercji "Pasy" nie wykorzystały trzeciej przewagi, ale niedługo po niej Jarosław Kłys wypalił spod niebieskiej i Odrobny był znów bez szans. Goście mogli szybko odpowiedzieć. Bondariew nie trafił na bramkę w 24. min w idealnej pozycji, po widowiskowej kontrze Leszka Laszkiewicza z Maciejem Urbanowiczem

W 32. min goście grali przez 106 sekund w podwójnej przewadze, po faulu Dennisa McCauleya i wybiciu krążka poza bandę przez Filipa Stoklasę. Na dodatek za moment sędzia nałożył karę na zespół gospodarzy za to, że z jego boksu ktoś rzucił na taflę bidon i do boksu kar powędrował czekający na wpuszczenie do gry Marcin Wiśniewski. Wiśniewski w tej akcji był Bogu ducha winny, bidon rzucił Fojtik, ale tego sędziowie nie zauważyli.

Jastrzębianie połamali swoje strzeleckie zęby na Rafale Radziszewskim, który obronił w tym okresie pięć mocnych uderzeń.

Na początku III tercji "Radzik" pokazał znowu kunszt. Najpierw zatrzymał Leszka Laszkiewicza, a za moment - w okresie przewagi gości - obronił strzał z najbliższej odległości Tomasza Kulasa. Później szalał na lodzie były gracz "Pasów" - Leszek Laszkiewicz, który wrócił do macierzy. "Laszka" w 48. min idealnie wyłożył krążek Maciejowi Urbanowiczowi, ale jego strzał obronił Radziszewski.

Za moment Laszkiewicz wywalczył przewagę, zmuszając do faulu Jarosława Kłysa. Przy rozgrywaniu zamka Leszek wycofał do Mateusza Rompkowskiego, który huknął przy samym słupku zdobył kontaktowego gola.

Goście poszli za ciosem. Mateusz Danieluk minął obronę, ale przegrał pojedynek z "Radzikiem". Goście w tym okresie byli wyraźnie lepsi, wchodzili pod bramkę jak w masło, ale mieli problem z golkiperem "Pasów", który nie przez przypadek wraca do reprezentacji Polski.

Gdy na bramkę krakowian sunął atak za atakiem, a do końca III tercji pozostawało pięć minut, były świetny napastnik "Pasów" i reprezentacji Polski Roman Steblecki trafnie skomentował: - Pięć minut to jest wieczność.

Owa "wieczność" nikomu się nie nudziła, bo na tafli działo się sporo, a kibice śpiewali swą mantrę: "Hej Pasy gol!". Goście nacierali w końcówce bez bramkarza, atakując w sześciu, ale Radziszewski przetrwał, a głównie dzięki niemu Cracovia wygrała.

Z powodu kontuzji obie ekipy grały na trzy formacje. Spotkanie zaczęło się z 25-minutowym opóźnieniem, gdyż jastrzębianie utknęli w korkach.

Z Krakowa Michał Białoński

25. kolejka:

Comarch/Cracovia - JKH GKS Jastrzębie-Zdrój 2-1 (1-0, 1-0, 0-0)

Bramki:

1-0 Stoklasa (9:11 Kalus), 2-0 Kłys (21:55 Valczak, Stoklasa), 2-1 Rompkowski (47:37 Laszkiewicz, Alieksiuk w przewadze).

Comarch/Cracovia: Radziszewski - A. Kowalówka (4), Noworyta, S. Kowalówka, Słaboń, Pasiut (2) - Kłys (2), Kruczek, McCauley (2), Valczak, Fojtik - Liotti, Dąbkowski, Kalus (2), Kozłowski, Stoklasa (2) oraz Wiśniewski (2).

JKH Jastrzębie-Zdrój: Odrobny - Rompkowski, Nemeczek (2), Urbanowicz (2), Bondariew, Laszkiewicz - Bryk, Górny, Danieluk, Połodna, Kulas (2) - Pastryk (2), Alieksiuk, Drzewiecki, Steber (2), Marzec.

Sędziował: Przemysław Kępa z Nowego Targu. Kary 12 oraz 14. Widzów: 800.

Po meczu powiedzieli:


Rafał Radziszewski (bramkarz Cracovii):

- W Tychach mi mecz nie wyszedł, z tego mogę być zadowolony. Z powrotu do reprezentacji Polski się cieszę, rozmawiałem już z trenerem Jackiem Płachtą. Mamy teraz ciężki terminarz - serię spotkań co dwa-trzy dni z Orlikiem z Unią w Oświęcimiu. Będzie ciężko, musimy być skoncentrowani.

 

Robert Kalaber (trener JKH):

- To było dobre spotkanie, Agresywne, szybkie, taktyczne. W pierwszej tercji popełniliśmy błąd i Cracovia prowadziła 1-0. Na początku drugiej tercji obroniliśmy się grając w osłabieniu, ale przy grze w pięciu na pięciu straciliśmy drugiego gola. Stworzyliśmy bardzo dużo sytuacji, ale ich nie wykorzystywaliśmy. Niestety, nie wykorzystaliśmy też przewagi pięciu na trzech. W trzeciej tercji mieliśmy przewagę, ale rywal dobrze się bronił, dlatego porażka 1-2 oddaje przebieg tego meczu. Mamy pięciu graczy kontuzjowanych na czele z Bordowskim, Protivnym, Kantorem. Do Krakowa przyjechali z nami Nalewajkowie, ale nie byli w pełni sił. Próbowali grać, ale skończyło się na jednej zmianie.

- Puchar Polski w Krakowie to dla nas ważny cel, ale to tylko jeden mecz. A on wyjdzie, albo nie wyjdzie, więc trudno, abyśmy cały sezon ułożyli pod ten mecz. Naszym najlepszym zawodnikiem był Leszek Laszkiewicz.

Rudolf Rohaczek (trener Cracovii):

- Gdybyśmy wykorzystali choć jedną przewagę, to ten mecz byłby spokojniejszy. Kluczowe było to, że nasz bramkarz nie wpuszczał łatwych bramek. A do tego mieliśmy szczęście, ono w hokeju jest nieodzowne. Nie mamy duetu Kisielewski - Fraszko, który jest w kadrze do lat 20 na MŚ, kontuzjowani są Wajda i Dvorzak, a ten drugi raczej nie wróci na finał Pucharu Polski, do którego zostało zaledwie 14 dni. Chcielibyśmy wzmocnić skład transferem, ale to nie takie proste zdobyć dobrego zawodnika za rozsądne pieniądze. Co można zrobić, żeby zawodnicy nie łapali głupich kar, jak ta Fojtika (rzucił bidon na lód - przyp. red.)? Można karać tylko finansowo, bo zawieszenie nie wchodzi w rachubę, jeśli się ma tylko 15 ludzi w kadrze. Jakiekolwiek dokręcanie śruby przy tak wąskiej kadrze jest ryzykowne. Gdybyśmy mieli w składzie 20-30 ludzi, to można stosować takie kary. Oczywiście brakuje nam zawodników, konkurencja zapewnia postęp. Przy niej każdy zawodnik daje z siebie o 30 procent więcej.

- Na finał Pucharu Polski nie szykujemy specjalnej formy, podejdziemy do niego z marszu. Jeden mecz Pucharu Polski da się rozegrać na trzy "piątki", ale  play offów już nie. A jak się wygra półfinał Pucharu, to w finale można już bazować na euforii.

Polonia Bytom - Ciarko PBS Bank Sanok 1-10 (0-5, 1-2, 0-3)

Bramki: 0-1 Jordan Pietrus (4), 0-2 Petr Szinagl (5), 0-3 Mateusz Wilusz (6), 0-4 Petr Szinagl (12), 0-5 Jordan Pietrus (19), 0-6 Miroslav Zatko (25), 0-7 Marcin Biały (27), 1-7 Sebastian Kłaczyński (27), 1-8 Krzysztof Zapała (48), 1-9 Lukasz Endal (49), 1-10 Michael Cichy (60).

Kary: Polonia - 8, Ciarko - 4 minuty. Mecz bez udziału publiczności.

GKS Tychy - HC GKS Katowice 9-1 (3-0, 3-0, 3-1)

Bramki: 1-0 Adrian Parzyszek (2), 2-0 Josef Vitek (7), 3-0 Jurij Kuzin (20), 4-0 Nicolas Besch (28), 5-0 Josef Vitek (35), 6-0 Pavel Mojzis (37), 7-0 Adam Bagiński (44), 8-0 Kacper Guzik (50), 8-1 Lukas Pijak (55), 9-1 Adam Bagiński (55).

Kary: GKS - 6, HC GKS - 16 minut. Widzów 500.

Unia Oświęcim - Orlik Opole 2-1 po karnych (1-1, 0-0, 0-0, 0-0, karne 2-1)

Bramki: 1-0 Jan Danecek (10), 1-1 Bartłomiej Bychawski (16). Decydujący karny - Lubomir Vosatko.

Kary: Unia - 6, Orlik - 8 minut. Widzów 500.

Mecz MMKS Podhale Nowy Targ - Naprzód Janów przełożony na 13 stycznia

Dowiedz się więcej na temat: Comarch Cracovia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje