ME w pływaniu. Sawrymowicz: Nie można się patyczkować i trzeba wziąć się za siebie

Środa była szczęśliwym dniem dla Radosława Kawęckiego w Glasgow. 26-letni pływak wywalczył srebrny medal mistrzostw Europy. - Zwycięzca Ryłow był poza zasięgiem. Tych zmagań nie można nazwać udanymi. Mamy dwa medale i to pozostawia wiele do życzenia – powiedział eurosport.interia.pl mistrz świata z 2007 roku Mateusz Sawrymowicz.

Krzysztof Srogosz, Eurosport: - Środa była przedostatnim dniem mistrzostw Europy w pływaniu w Glasgow. Srebrny medal na dystansie 200 metrów stylem grzbietowym zdobył Radosław Kawęcki. Chyba nie było szans na nic więcej?

Reklama

Mateusz Sawrymowicz: - Rozmawiałem wcześniej z kolegami pływakami, którzy patrzą trochę krytycznie, ale z drugiej strony rzeczowo i realnie. Stwierdzili, że Rosjanin Jewgienij Ryłow jest poza zasięgiem. On od paru lat to udowadnia, że jest w europejskiej stawce głównym faworytem. Radkowi było ciężko, zwłaszcza po jego perturbacjach z wahaniami formy i nową sytuacją rodzinną. W zeszłym roku urodził mu się syn, musiał znaleźć mieszkanie. Wiadomo, że to mu zabrało trochę czasu i uwagi. Myślę, że teraz z nową siłą będzie szedł bardzo do przodu. Ten medal na pewno dał mu wiele pewności siebie i poprawi jego morale.

To srebro długo nie było pewne. Przed ostatnim nawrotem Polak był na czwartym-piątym miejscu...

- Mówiłem jeszcze przed wyścigiem, że pięć osób ma na tym dystansie czas 1:57 min. i czeka nas zacięty wyścig. Znam Radka i jego styl pływania i wiedziałem, że czeka na drugą część dystansu. Podczas ostatniego basenu widać było, że kontroluje ten wyścig. Wiadomo, że podczas ostatnich 50 metrów daje się wszystko, co ma. Myślę, że szczęście mu trochę sprzyjało. W ostatnim ruchu to on nieco szybciej dotknął ściany niż trzeci, Włoch Matteo Restivo...

Mistrzostwa powoli się kończą, a Polska ma na koncie tylko dwa medale. Trochę słabo.

- Niektóre osoby pokazują, że wracają do formy, którą pokazywali w jej szczycie. Mam na myśli Konrada Czerniaka, Radka Kawęckiego, całą sztafetę. Ona zasługuje na wielkie brawa, z Jakubem Kraską na czele. Starty indywidualne nie idą tak, jak większość by chciała. Wiem, że kadra jest spora i poszukiwane są różne rozwiązania. Do reszty świata i nawet Europy teraz jeszcze sporo brakuje. Tych mistrzostw nie można nazwać udanymi. Mamy dwa medale i to pozostawia wiele do życzenia. Brak złota na takiej imprezie to w sumie dla nas nowość. Zawodnicy przyzwyczaili na czempionacie do medali i zdecydowanie większej ich liczby. Porównując ME w pływaniu do lekkoatletycznych, to pozostajemy daleko w tyle. Trzeba wziąć się za siebie, wyciągnąć wnioski i konsekwencje. Nie można patyczkować się z subiektywnymi opiniami czy spostrzeżeniami, tylko po prostu mocno pracować. To jedyna droga do sukcesu. Nie ma chodzenia na skróty.

W czwartek ostatni dzień mistrzostw. Jaki będzie?

- Paweł Juraszek na 50 metrów kraulem ma spore szanse na miejsce na podium. On potrafi zaskakiwać, bardzo fajnie się zachowuje. Mieszkałem z nim w pokoju przed igrzyskami w Rio. Poznałem go troszeczkę i jest totalnie inni niż pozostali pływacy. To może mu się opłacić, mam nadzieję, że to się uda i poprawi jego pewność siebie. To byłby fajny i mocny przystanek do igrzysk w Tokio. Mamy jeszcze okazję na 100 metrów motylkiem. Konrad Czerniak wygląda bardzo dobrze. Wychodzi skoncentrowany i nie stresuje się tym startem.

A czy to nie dlatego, że powoli jego kariera się kończy?

- Może poukładał sobie wszystko w głowie. Być może frustracja spowodowana była tym, że wyniki nie były ostatnio takie, jak miał kiedyś. Prawdopodobnie odbudował się i nie przejmuje się. Praca od dwóch lat z trenerem Szymańskim i może dopiero teraz to skutkuje. Rok to jest mało, ale dwa razy więcej, to już odpowiedni okres, aby się przygotować i zadziałało.

Dla niego to jest schyłek kariery? Ma 29 lat.

- Sprinterzy akurat startują do późnych lat. Amerykanie tak robią, a w przeszłości także Bartosz Kizierowski. Naprawdę nie ma problemu. Jest jeszcze szansa, aby po igrzyskach w Tokio do programu olimpijskiego wszedł wyścig na 50 metrów motylkiem. To może otworzyć mu dodatkową furtkę do medalu na igrzyskach. Na razie zobaczymy, jak będzie w czwartek. 29 lat to jeszcze nie jest pływacki emeryt. Ja akurat skończyłem trenowanie w tym wieku, ale to już nie ten dystans. Dla mnie to było zbyt trudne do zniesienia.

Rozmawiał Krzysztof Srogosz, Eurosport

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje