• 1 .Liverpool FC (18 pkt.)
  • 2 .Manchester City (16 pkt.)
  • 3 .Chelsea Londyn (15 pkt.)
  • 4 .Watford FC (13 pkt.)
  • 5 .Tottenham Londyn (12 pkt.)
  • 6 .Manchester United (10 pkt.)
  • 7 .AFC Bournemouth (10 pkt.)
  • 8 .Leicester City (9 pkt.)

Derby Manchesteru. City chce pokazać, że historia najnowsza to oni

To już niemal dokładnie dziesięć lat od wejścia arabskiego kapitału do Manchesteru City. Układ sił w mieście diametralnie uległ zmianie w tym czasie. W sobotę "The Citizens" mogą to bardzo dobitnie potwierdzić, jeśli na Etihad Stadium przypieczętują tytuł, pokonując żyjących przeszłością arystokratów z Manchesteru United.

Na przełomie sierpnia i września 2008 roku Manchester City kupili szejkowie i od razu weszli w rywalizację z Manchesterem United, starając się w ostatnich minutach transferowego okna przechwycić cel potężnych sąsiadów z Old Trafford w postaci Dymitara Berbatowa. Z Bułgarem się nie udało, więc bogaty właściciel City zamanifestował finansową mocarność, pobiwszy rekord transferowy w Anglii sprowadzeniem Brazylijczyka Robinho.

Reklama

Sir Alex Ferguson, legendarny trener United, przyglądał się z bliska obyczajom, jakie zapanowały "po drugiej stronie płotu" i nie bez pewnego lekceważenia oraz z wyższością stwierdził później, że do miasta sprowadzili się "głośni sąsiedzi". Określenie to momentalnie przylgnęło do City, ale wraz z upływem lat "The Citizens" udowodnili, że stali się rywalem pełną gębą, a nie osobliwym wybrykiem natury.

Od zjawienia się szejków w City minęło już prawie dokładnie dziesięć lat. Zleciało błyskawicznie, a wydarzyło się w tym czasie mnóstwo na linii City - United. Przede wszystkim, co zapewne najważniejsze dla fanów w niebieskiej części Manchesteru, okazało się, że arabscy właściciele zainwestowali ogromne pieniądze w wielki sportowy projekt, który przerodził się w globalną markę City Football Group z satelickimi klubami na kilku kontynentach. Powstała też nowa wspaniała akademia piłkarska. Wszystko to składa się na obraz czegoś większego niż - wydawałoby się na początku - tylko harmidru wywołanego przez "głośnych sąsiadów". Słowem: Manchester City nigdy nie był większy, niż jest teraz.

Układ sił wywrócono do góry nogami w sposób spektakularny, filmowy - można by wymieniać najróżniejsze przymiotniki. Na pierwszy tytuł nuworysze czekali cztery lata (klub łącznie 44). Edin Dżeko w 92., a Sergio Aguero w 95. minucie strzelili dwa gole, które dały zwycięstwo 3-2 nad Queens Park Rangers, dzięki czemu City wyprzedziło Manchester United różnicą goli i cieszyło się z mistrzostwa w 2012 roku. Na drodze do tego celu w tamtym sezonie "The Citizens" zadali najdotkliwszą porażkę lokalnym rywalom na Old Trafford od 1955 roku, demolując ich 6-1.

- Nie mogę w to uwierzyć - mówił w październiku 2011 Ferguson. - To nasz najgorszy dzień w historii. To najgorszy dzień w mojej historii. Chyba nawet jako piłkarz nie przegrałem 1-6. Niesamowite rozczarowanie - dodawał Szkot, który po kolejnym sezonie odszedł na emeryturę, pożegnawszy się trzynastym w karierze mistrzostwem Anglii.

Od tamtej pory Manchester United szuka nowej drogi, nowej wizji i notorycznie zawodzi w lidze. Nie poradzili sobie na ławce trenerskiej David Moyes, Louis van Gaal, mistrzostwa nie zdobył też obecny szkoleniowiec Jose Mourinho, choć nikt na Old Trafford nie żałował pieniędzy na nowych piłkarzy przez pięć ostatnich lat.

Różnicę w rywalizacji o panowanie w Manchesterze oraz w Anglii oddaje dobrze statystyka bezpośrednich spotkań. United przegrało osiem z trzynastu ostatnich meczów z City, a wygrało trzy. Poprzednie osiem porażek lokalni rywale zadali "Czerwonym Diabłom" jeszcze w latach 70., a rozciągnięte to było na 49 spotkań.

Wywalczony w ostatniej sekundzie sezonu 2011/2012 tytuł smakował słodko kibicom City, którzy przez trzy poprzednie dekady mogli tylko z zazdrością oglądać, jak Manchester United buduje kolekcję błyszczących trofeów.

Dość powiedzieć, że gdy Ferguson prowadził legendarną Class of 92' do największego sukcesu w historii klubu, czyli do potrójnej korony za mistrzostwo i Puchar Anglii oraz triumf w Lidze Mistrzów, za miedzą, w tym samym sezonie 1998/1999, "Obywatele" wygrzebywali się z historycznego dna, wracając z trzeciego szczebla rozgrywkowego w kraju na drugi.

Ale jeśli Manchester City pokona United w sobotę i przypieczętuje trzeci triumf w Premier League w bezpośrednim starciu, a nie korespondencyjnym, jak sześć lat temu, to będzie to smakować nieporównywalnie lepiej. Jak by tego było mało tytuł drużyna Pepa Guardioli może zgarnąć w rekordowo szybkim czasie.

Hiszpan wziął zespół w podróż błyskawiczną, zaczynającą się przed derbami w grudniu od pytania: "czy City może zostawić w tyle United?", a kończącą pytaniem przed derbami w kwietniu: "czy City zdobędzie tytuł pokonując United?".

- Wiem, co mogłoby to oznaczać - to jak zdobycie przez Barcelonę tytułu w Madrycie albo Real wygrywający w Barcelonie. Byłoby to coś wyjątkowego - stwierdził Guardiola.

Zanim jednak do tego dojdzie, menedżer Manchesteru City w krótkim czasie musi poukładać od nowa umysły swoich podopiecznych, którzy doznali w środę koszmarnej porażki 0-3 z Liverpoolem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Mourinho miał na to więcej czasu, bo w jeszcze gorszym stylu odpadł w poprzedniej rundzie po dwumeczu z Sevillą.

Piotr Kwiatkowski

Premier League: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: Manchester United | Manchester City | Premier League

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje