• 1 .Manchester City (20 pkt.)
  • 2 .Chelsea Londyn (20 pkt.)
  • 3 .Liverpool FC (20 pkt.)
  • 4 .Arsenal Londyn (18 pkt.)
  • 5 .Tottenham Londyn (18 pkt.)
  • 6 .AFC Bournemouth (16 pkt.)
  • 7 .Wolverhampton Wanderers (15 pkt.)
  • 8 .Manchester United (13 pkt.)

Frank Lampard i Steven Gerrard mają udany początek karier trenerskich

Kariery trenerskie byłych świetnych piłkarzy przebiegają różnie. Udane lata gry nie zawsze przekładają się na sukcesy w pracy szkoleniowej. W tym sezonie bardzo interesujące debiuty zaliczają Frank Lampard i Steven Gerrard, których początki na nowej zawodowej drodze są jak na razie przyzwoite.

Razem mają grubo ponad tysiąc meczów w Premier League i 220 spotkań w reprezentacji Anglii. Gerrard stał się współczesną legendą Liverpoolu, a Lampard - Chelsea. Obaj prowadzili swoje drużyny do triumfów w Lidze Mistrzów. Z racji statusu w klubach, wysokich umiejętności, osiągnięć, pozycji na boisku, a nawet skłonności do strzelania pięknych bramek z dystansu można było myśleć o tej dwójce jak o swego rodzaju piłkarskich bliźniakach.

Reklama

Wydawać by się mogło, że zakończenie piłkarskich karier - oczywiście w tym samym 2016 roku po epizodzie na występy w USA - sprawi, że ich drogi trochę się rozejdą, ale jak na ironię nic takiego nie nastąpiło. Jeden i drugi debiutują w tym sezonie na ławkach rezerwowych. I - jak by tego było mało - wiedzie im się zupełnie przyzwoicie.

- Pisaliśmy do siebie i rozmawialiśmy na temat szalonego trenerskiego życia i tego, jak je odbieramy - przyznał Lampard na początku sierpnia, tuż przed debiutem z Derby County w Championship.

Kluby też wybrali w jakimś sensie podobnie. Gerrard podpisał czteroletnią umowę ze słynnymi szkockimi Rangersami. Oba zespoły starają się odbudować. Kibice Derby od dziesięciu lat marzą o powrocie do Premier League, a fani Rangersów o przywróceniu blasku sprzed bankructwa w 2012 roku.

- Jesteśmy tacy sami, cieszymy się każdą chwilą tej pracy. To dziwne, nie da się tego wyłączyć, bo chcesz, żeby poszło ci dobrze, tak właśnie się czuję. Są dni, że nie możesz o tym nie myśleć i to oznacza, że poświęcasz na to (pracę) każdą minutę dnia. Jestem pewien, że u Stevena jest tak samo, bo on uwielbia rywalizację - mówił najskuteczniejszy w historii gracz Chelsea.

Lampard debiutuje w bardzo wymagającym otoczeniu, w którym sezon w samej tylko lidze może się rozciągnąć nawet do blisko 50 meczów. Championship to w futbolowym świecie wyjątkowych rozmiarów maraton. Na razie nie jest źle. W dziewięciu meczach Derby odniosło pięć zwycięstw, poniosło trzy porażki, raz zremisowało i zajmuje szóste miejsce.

40-letni debiutant ma już za sobą pierwsze wyrzucenie na trybuny i karę nałożoną przez piłkarski związek za niewłaściwe zachowanie w stosunku do sędziów. Lampard nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy podczas przegranego 0-1 meczu z Rotherham w siódmej kolejce.

- Stało się, przyjmuje karę i idę dalej. Pewnie część mojej frustracji wynikała z tego, że nie graliśmy tego dnia tak, jak powinniśmy. Ale myślę też, że sędziowie lepiej powinni komunikować swoje decyzje trenerom. Wtedy można by uniknąć czerwonych kartek. Oni moje pytania przez cały mecz ignorowali - mówił Lampard, przed którym, jak dotąd, najbardziej prestiżowe spotkanie na ławce trenerskiej.

Już we wtorek Derby zmierzy się z Manchesterem United w trzeciej rundzie Pucharu Ligi. Wyeliminowanie znacznie potężniejszego rywala w dodatku na słynnym Old Trafford jeszcze poprawiłoby trenerskie akcje Lamparda, który będzie rywalizować ze swoim były szkoleniowcem w Chelsea Jose Mourinho.

Tymczasem Steven Gerrard najważniejsze spotkanie w Szkocji ma już za sobą i jest to na razie jego jedyna porażka na 15 meczów we wszystkich rozgrywkach. Niestety, tak się składa, że Rangersi przegrali najważniejszy mecz, tzw. Old Firm derby z Celtikiem. To właśnie dominację tego zespołu Gerrard ma przełamać w Glasgow. W bezpośrednim starciu "The Bhoys" okazali się lepsi, ale w korespondencyjnym triumfuje zespół Gerrarda. Rangersi zajmują pozycję wicelidera i mają punkt przewagi nad szóstym Celtikiem. I żeby było ciekawiej drużynę odwiecznych rywali prowadzi oczywiście były trener Liverpoolu Brendan Rodgers. Gerrard walczy ponadto na europejskim froncie. Rangersi awansowali bowiem do fazy grupowej Ligi Europy i zaczęli nie najgorzej, bo od wyjazdowego remisu 2-2 z Villarrealem. I bez wątpienia to pierwszy mały sukces 38-latka w nowej roli.

Rangersi wskoczyli na drugie miejsce w tabeli po rozbiciu Saint Johnstone FC 5-1. Trener Gerrard nie mógł się nachwalić swoich podopiecznych.

- Momentami graliśmy zachwycający futbol, najlepszy, jaki dotąd widziałem. Zasłużyliśmy na wysokie zwycięstwo. Mieliśmy pięciu różnych strzelców, więc to cieszy. Kiedy szybko wymieniamy piłkę, jak jest mało miejsca i przenosimy ją na drugi koniec boiska, to wyglądamy na bardzo groźny zespół. Staramy się robić to w odpowiedni sposób, sposób Rangersów, którym jest ofensywny futbol - mówił w niedzielę szkoleniowiec ekipy z Glasgow.

Gerrard i Lampard mogli prowadzić spokojne życie telewizyjnych ekspertów za bardzo dobre pieniądze, jak wielu byłych zawodników, ale obaj wybrali jednak życie w stresie. Ten drugi tłumaczy to tak: - Brakuje tego bakcyla. Bycie ekspertem jest komfortowe, choć tu też jest presja, bo chcesz wykonywać pracę jak najlepiej, ale gdy przez długi czas rywalizowałeś, to ci tego brakuje. Nie mogłem zadowolić się prostym życiem, skoro pojawiła się taka możliwość.

- Obaj mieliśmy bogate kariery, dające nam pewną reputację i nie kwestionuję tego, ale jednocześnie pracowaliśmy ciężko, aby zaoferowano na te stanowiska. Nie mam złudzeń, wiem, że będę oceniany na podstawie wyników, stylu gry. Prosimy o cierpliwość, ale to wyniki nas będą charakteryzować.

Ciekawie na temat zamienienia stołka telewizyjnego na ławkę trenerską na łamach "Daily Mirror" wypowiedział się znany dziennikarz Brian Reade, nawiązując do niedawnych słów Wayne'a Rooneya. Znakomity angielski napastnik zapowiedział, że po zakończeniu kariery także chce być szkoleniowcem i podkreślał, że nadszedł czas dla, aby "młodzi angielscy trenerzy zaznaczyli swoją obecność "

"To pocieszający zwrot w narodowej obsesji" - pisze Reade. "To zdanie często jest powtarzane przez byłych piłkarzy w histerycznym tonie w studiach telewizyjnych, kiedy wolne miejsce w drużynie Premier League przejmuje obcokrajowiec. Rooney podchodzi do tego pod innym kątem. Nie marudzi, że obcokrajowcy "kradną pracę", która należy się Anglikom z urodzenia, tylko jak Gerard czy Lampard chce zapracować na szacunek" - tłumaczy i chwali byłych piłkarzy za podjęcie odważnej decyzji o samodzielnej pracy wiążącej się z dużym stresem i oczekiwaniami kibiców.

"Zasługują tylko na wsparcie, jakie może zaoferować im angielski futbol, bo ryzykują reputacją (i prawdopodobnie zdrowiem), a przecież mogliby nie pracować, dorobiwszy się w trakcie piłkarskiej kariery" - podkreśla Brian Reade.

Piotr Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Steven Gerrard | Frank Lampard

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje