• 1 .Chelsea Londyn (15 pkt.)
  • 2 .Liverpool FC (15 pkt.)
  • 3 .Manchester City (13 pkt.)
  • 4 .Watford FC (12 pkt.)
  • 5 .AFC Bournemouth (10 pkt.)
  • 6 .Tottenham Londyn (9 pkt.)
  • 7 .Arsenal Londyn (9 pkt.)
  • 8 .Manchester United (9 pkt.)

Jamie Vardy: z fabryki prosto do wielkiej piłki

Jeszcze kilka lat temu Jamie Vardy zarabiał 30 funtów tygodniowo, a grę w piłkę łączył z pracą w fabryce produkującej akcesoria medyczne. Dzisiaj jest bliski pobicia rekordu Premier League, a angielscy kibice widzą w nim człowieka, który na Euro 2016 może być głównym żądłem reprezentacji narodowej.

Premier League. Wyniki, tabela i statystyki - kliknij tutaj!

Jamie Vardy robi imprezę. Jeszcze o tym nie wiecie? To już w najbliższą sobotę. Do grupy "Jamie Vardy’s having a party" na Facebooku dołączyło już 66 tysięcy kibiców, a załapać się możecie również wy. Pozostają dwa pytania - kim jest Jamie Vardy i co to właściwie za impreza?

Reklama

Vardy to napastnik Leicester City, który w obecnym sezonie jest absolutną rewelacją angielskiej Premier League. Zdobywał przynajmniej jedną bramkę w 10 ostatnich meczach ligowych i jeśli trafi także na swojej imprezie - czyli w spotkaniu z Manchesterem United (start w sobotę o 18.30) - pobije rekord legendarnego Ruuda van Nistelrooya. 

Anglik będzie wówczas pierwszym w historii zawodnikiem, który strzelał gole w 11 kolejnych spotkaniach Premier League. 

Nieprawdopodobna strzelecka forma Vardy’ego robi tym większe wrażenie, że jeszcze niedawno zawodnik grał w piątej lidze, a jednocześnie pracował w fabryce w Sheffield. Jamie zajmował się wytwarzaniem szyn medycznych z włókna węglowego.

Trenerzy nie chcieli chudzielca z nogami jak szczudła

Smykałkę do strzelania goli miał jednak zawsze - nawet wtedy, kiedy na mecze dojeżdżał po całym dniu pracy. Jako dzieciak krótko zbierał szlify w akademii Sheffield Wednesday, ale trenerzy nie widzieli w poważnej piłce przyszłości dla niziutkiego chłopaka z nogami chudymi jak szczudła.

Vardy trafił do prowincjonalnego Stocksbridge Park Steels, w którym zarabiał raptem 30 funtów tygodniowo. Nie wyróżniał się szczególnie techniką, za to w polu karnym przeciwnika był bezlitosny -w ósmej (!) lidze gole strzelał jak na zawołanie i wkrótce przechwycił go zespół Halifax Town (siódmy poziom rozgrywek w Anglii), a następnie Vardy trafił do występującego w Conference (piąta liga) zespołu Fleetwood Town.

To właśnie w ekipie ze środkowej Anglii Jamie pokazał się wreszcie trenerom mocniejszych klubów. Strzelał oczywiście gola za golem, aż wreszcie działacze Leicester City postanowili wyłożyć na stół milion funtów i ściągnąć zawodnika do siebie.

Strzelający "Lis"

Początki Vardy’ego w ekipie "Lisów" nie były najlepsze i wielu kibiców twierdziło, że wielka kasa wyłożona za snajpera z ogórkowych lig została wyrzucona w błoto. Zawodnik jednak kompletnie się tym nie przejmował i już w drugim sezonie gry w Leicester pomógł drużynie awansować do Premier League, w której spisywał się na tyle dobrze, że w maju tego roku dostał szansę od selekcjonera reprezentacji Roya Hodgsona. A ten sezon? To już historia jak z hollywoodzkiej produkcji!

Dzisiaj milion funtów, jaki Leicester zapłaciło za Vardy’ego wydaje się być jednym najlepszym interesem w historii klubu. Kolejka chętnych do pozyskania zawodnika jest już bardzo długa, a angielskie media pisały nawet o rzekomym zainteresowaniu ze strony Barcelony i Realu Madryt.

To oczywiście gruba przesada, bo Vardy to absolutnie nie ten rozmiar kapelusza co Neymar czy Cristiano Ronaldo, ale nie zmienia to faktu, że jego nieprawdopodobny instynkt strzelecki czyni z niego zawodnika na europejskim poziomie.

Nie znosi, gdy mówią o nim: "gwiazdor"

W historii Vardy’ego najzabawniejsze jest to, że pomimo ogromnego zainteresowania mediów i przejścia drogi od zera do bohatera, sam napastnik wciąż pozostał tym samym facetem - ciężko pracującym chłopakiem z sąsiedztwa, który śmieje się, gdy ktoś mówi o nim: "gwiazdor".

Po tym, jak w ubiegły weekend Vardy wyrównał rekord van Nistelrooya, strzelając bramkę w 10. kolejnym ligowym meczu, w szatni postanowił podziękować kolegom z drużyny. "Dzięki, bez was to nie byłoby możliwe, chłopaki. Widzę, że trener jak zwykle kupił pizzę. Mam nadzieję, że zamieni ją na piwo. Droga z Newcastle do Leicester jest nudna jak diabli" - powiedział Jamie.

Kibice - nie tylko z Leicester - go uwielbiają. W coraz bardziej skomercjalizowanym krajobrazie Premier League pozostaje dowodem na to, że normalny gość, który nie mieszka w pałacu i nie zmienia żony co pół roku, również może się wybić.

Fani w serwisach społecznościowych nabijają się z tego, jak jeszcze kilka lat temu na swoim Twitterze Jamie groził hejterom: "chat shit, get banged" (w wolnym tłum. z ang. "Jeśli będziesz obrabiał mi tyłek, przyłożę ci"). Nudne wywiady i okrągłe wypowiedzi? Zapomnijcie! Vardy to facet, który wali prosto z mostu, a za klub dałby się pokroić.

Poza tym - przyznajcie sami - łatwiej identyfikować się z facetem, który jeszcze niedawno harował od 8 do 16, a w piłkę grał dla przyjemności za parę stów, niż ze zmanierowanym gwiazdorem, który całym sobą pokazuje, że do waszego ukochanego klubu przyszedł tylko i wyłącznie dla forsy.

Prztyczek w nos dla wszystkich skautów

Historia Vardy’ego to także prztyczek w nos dla wszystkich ekspertów od wyławiania piłkarskich talentów na Wyspach Brytyjskich. We współczesnym futbolu największe perełki są przechwytywane przez kluby już w bardzo młodym wieku.

Taki Raheem Sterling jako 16-latek przeszedł z QPR do Liverpoolu za 700 tys. euro. W jego wieku Vardy kopał piłkę w juniorach zespołu występującego w ósmej lidze angielskiej.

Dzisiaj to jednak właśnie strzelający gola za golem snajper Leicester jest na ustach kibiców w całej Europie, a Anglicy liczą na to, że na Euro 2016 pomoże narodowej kadrze osiągnąć sukces. Vardy również ma nadzieję na to, że dostanie powołanie - przesunął już nawet datę swojego ślubu, która pierwotnie kolidowała z turniejem we Francji.

Będziemy trzymać za niego kciuki, bo przez to, że jest tak... normalny, w wielkim futbolu jest piłkarzem wyjątkowym.

Autor: Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje