• 1 .Manchester City (87 pkt.)
  • 2 .Manchester United (74 pkt.)
  • 3 .Liverpool FC (71 pkt.)
  • 4 .Tottenham Londyn (68 pkt.)
  • 5 .Chelsea Londyn (63 pkt.)
  • 6 .Arsenal Londyn (54 pkt.)
  • 7 .Burnley FC (52 pkt.)
  • 8 .Leicester City (44 pkt.)

Premier League. Liverpool sprowadzi Manchester City na ziemię?

Manchester City nie wygrał ligowego meczu na Anfield od 15 lat. Co więcej z dwudziestu wyjazdowych spotkań z Liverpoolem w tym czasie przegrał aż czternaście. Ale jeśli nie obecna drużyna City ma przerwać tak długą serię, to jaka? W niedzielę o 17.00 zespoły walczą przeciwko sobie w hicie Premier League.

"Rekordy są po to, żeby je pobijać" – powiedział przed meczem trener Manchesteru City Pep Guardiola. Jego zespół ma wszystko, by ustanawiać nowe bariery. W błyskawicznym tempie Manchester City z jednego z kandydatów na mistrza stał się mistrzem elektem. Angielskie media nie mają wątpliwości, że drużyna z Guardioli sięgnie po tytuł. Jedyna niewiadoma dotyczy w tej chwili tylko tego, czy po drodze „The Citizens” dadzą się komukolwiek pokonać.

Reklama

Z 22 spotkań bieżących rozgrywek ekipa z Manchesteru tylko dwa zremisowała, a pozostałe zakończyły się jej zwycięstwem. Piłkarze City ustanowili rekord w liczbie wygranych meczów z rzędu w Premier League i mają ich na koncie 18.

Maszynka do wygrywania w niedzielę wyjdzie na murawę Anfield. W pierwszej rundzie na Etihad Stadium City zbiło Liverpool aż 5-0. To był dopiero początek sezonu i nikt nie przypuszczał, że zespół Guardioli w tak oszałamiającym stylu zdominuje rozgrywki. Juergen Klopp, szkoleniowiec „The Reds”, tłumaczył, że nie doszłoby do pogromu, gdyby nie czerwona kartka dla Sadio Mane przed końcem pierwszej połowy.

"Kiedy myślę o niedzielnym spotkaniu, od razu przypomina mi się pierwsze, które z nimi graliśmy. Ten mecz ustawił sezon City w pozytywnym kierunku, a my musieliśmy się podnosić kilka tygodni po ciosie. Mieliśmy pecha, mecz był otwarty. Nikogo to już teraz nie obchodzi, ale taka jest prawda. Dostaliśmy czerwoną kartkę, a to jest najgorsze miejsce w świecie futbolu, jeśli mowa o grze bez jednego zawodnika. Byliśmy bez szans tamtego dnia" – mówił przed meczem z City trener Klopp.

Czy Liverpool może sprawić, że lider dozna pierwszej porażki w sezonie? Z całą pewnością gospodarze mają potencjał, by to osiągnąć. Choć „The Reds” tracą aż 18 punktów do „The Citizens”, sporo oba zespoły łączy.

Przede wszystkim zamiłowanie do ataku. Podopieczni Juergena Kloppa są drudzy za City pod względem skuteczności w rozgrywkach. Przegrali ledwie dwa mecze i pod tym względem również ustępują miejsca tylko niepokonanemu liderowi. Na zajmowanym obecnie czwartym miejscu głównie zaważyło osiem remisów i znacznie bardziej dziurawa obrona w porównaniu do najbliższego rywala. Tutaj przepaść jest większa. 13 straconych bramek do 25. Ale pomimo tego Liverpool wciąż może pochwalić się obecnie serią 17 meczów bez porażki we wszystkich rozgrywkach.

Minusem są problemy kadrowe. W spotkaniu z Manchesterem City Juergen Klopp nie będzie mógł skorzystać z dwóch ważnych graczy, kontuzjowanego Jordana Hendersona i sprzedanego do FC Barcelona Philippe’a Coutinho. Liverpool odrzucił zakusy hiszpańskiego giganta latem, ale w styczniu przyjął ogromne pieniądze i sprzedał Brazylijczyka.

Dla Kloppa to bez wątpienia problem. Coutinho w dużym stopniu kierował grą zespołu, asystował kolegom i sam strzelał. Niemiecki trener był wielokrotnie pytany o ruchy transferowe. Przy jednej okazji stwierdził, że w przeciwieństwie do poprzednich lat (np. transfer Luisa Suareza do Barcelony) drużyna nie może oddawać mocniejszym klubom swoich najlepszych graczy, jeśli chce walczyć o najwyższe cele. Wydawało się w letnim oknie, że szefowie Liverpoolu będą się trzymać tej zasady i będą potrafili przekonać brazylijskiego pomocnika do pozostania. Nic z tego. Coutinho jest najlepszym przykładem, że „The Reds” wspaniałą historią nie skuszą czołowych zawodników do pozostania. Zresztą gdyby do transferu nie doszło to Brazylijczyk najpewniej i tak by nie zagrał, bo okazało się, że kontuzja, jaką niedawno odniósł, wymaga trzytygodniowego leczenia.

Ale nawet bez Coutinho Klopp ma z przodu znakomitych zawodników, którzy mogą skrzywdzić defensywę City. A w tyłach wzmocnił dopiero co obronę sprowadzeniem Virgila van Dijka, czyli w teorii w kulejącej grze defensywnej powinna nastąpić jednak pozytywna odmiana. Z przodu City straszyć mają Sadio Mane, Mohamed Salah i Roberto Firmino.

Klopp zapowiedział, że nikt nie zamierza płakać po stracie jednego zawodnika, a do tego potrzeba będzie wymyślić nowe sposoby akcji, co może być dla rywali mniej przewidywalne.

"Nie gramy futbolu na bohatera. Nie jest tak, że gra jeden bohater i inni starają się pomóc. Zdążyliśmy już do tej pory rozłożyć odpowiedzialność na wiele ramion. Taka jest sytuacja i jesteśmy do niej przyzwyczajeni" – przekonywał i nie ukrywał, że drużyna marzy o rewanżu za porażkę z jesieni.

"To nie był za miły dzień i mamy teraz okazję, żeby coś naprawić. Musimy spróbować odmalować inny obrazek. Tamte wydarzenia są częścią motywacji, ale gdyby chodziło tylko o to, to byśmy nie mieli szans na zwycięstwo" – stwierdził.

Kiepska seria Manchesteru City na Anfield to nie tylko piętnaście ostatnich lat, o czym wspomniał Guardiola.

"Nie wierzę w tego typu sprawy, ale w wciągu ostatnich 45 lat Manchester City wygrał tam dwa razy. Ostatni raz 15 lat temu. To pokazuje, jak trudno się tam gra. Jeśli jednak chcesz coś osiągnąć, zdobywać trofea, to musisz takie mecze wygrywać. W tym sezonie potrafiliśmy tego dokonać na Stamford Bridge, ale poza Anfield wciąż czekają nas wyjazdy do Arsenalu i Tottenhamu" – mówił.

"To jest dobry test dla nas. Kiedy przyjdzie do gry w fazie pucharowej wielkich rozgrywek, to jak się zachowamy?" – zapytał Guardiola.

Piotr Kwiatkowski

Wyniki, terminarz i tabela Premier League

Dowiedz się więcej na temat: Pep Guardiola | Juergen Klopp | Manchester City | Liverpool FC

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje