Orest Lenczyk przed finałem Pucharu Polski: Na przekór sukinsynom

- Kiedyś trzech sukinsynów próbowało w Bełchatowie zrobić ze mnie rasistę. Dziś nie ma ich w futbolu, ja dalej jestem. Na Stadionie Narodowym wystąpię po raz pierwszy i chcę zdobyć Puchar Polski - powiedział na konferencji przed finałem z Zawiszą Bydgoszcz Orest Lenczyk, trener Zagłębia Lubin. Początek meczu w piątek o godz. 18.30 na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Szkoleniowiec lubinian przyznał, że w ciągu ostatnich poświęcił na to, aby odpowiednio przygotować swoich piłkarzy od strony mentalnej. Zagłębie ostatnio nie radzi sobie najlepiej. Przegrało dwa poprzednie mecze i jest już w strefie spadkowej. Czy piłkarzom uda się zapomnieć o walce o utrzymanie i skupić się tylko na walce o krajowy puchar?

Reklama

- Staraliśmy się nie rozmawiać, o tym, co się stało w dwóch ostatnich meczach. Nawet ich nie omawiałem z  drużyną. Zorganizowałem wyjazd do Spały, aby piłkarze mogli myśleć tylko o jutrzejszym finale. Gdybym był trenerem tenisa, to mógłbym powiedzieć, czy mi się to udało czy nie. Tutaj jednak chodzi o jedenastu ludzi. Nie jestem w stanie przewidzieć ich reakcji - dodał Lenczyk.

Lenczyk niedawno zaskoczył wszystkich wystawiając Adama Banasia na pozycji defensywnego pomocnika. Jutro o niespodzianki będzie trudno. Banasia w ogóle zabraknie na boisku z powodu kontuzji, a zdaniem trenera obie drużyny grały ostatnio ze sobą tyle razy, że ciężko będzie o zaskoczenie. - Najważniejsze to nie zaskoczyć samego siebie. Gdybyśmy grali przeciwko sobie w Pucharze Europy po raz pierwszy, to można by było coś wymyślić. Nie chcę powiedzieć, że znamy się jak łyse konie, ale naprawdę nie ma tu kogo czym zaskoczyć - barwnie opowiadał.

Trener lubinian bardzo komplementował Zawiszę. - Pamiętam jak rok temu oglądałem ich jeszcze jako pierwszoligowca. Widać było, że są tam zawodnicy, którzy mają wiele meczów w Ekstraklasie. Pomogli oni nie tylko zrobić awans, ale jeszcze zaskoczyć w lidze. Jestem pod wrażeniem gry Hermesa. Jest starszy od wielu naszych oldbojów, a i tak zasuwa od szesnastki do szesnastki. Do tego są inni jak Wójcicki i Geworgian. No i Dudek. Fajnie, że gra, bo potrafi to robić. Szkoda tylko, że myśli, że to Lenczyk wyrzucił go ze Śląska. Nie zauważa, że drużyna miała wtedy w środku pola Cetnarskiego, Milę, Stevanovicia - skomentował.

Dla Lenczyka to pierwsza wizyta na Stadionie Narodowym. - Kiedy dziś po raz pierwszy wchodziłem, to przypomniały mi się czasy, gdy prowadziłem Cracovię. Wówczas co tydzień powtarzałem, że trzeba klub utrzymać w elicie, bo od nowego sezonu będzie grać na nowym stadionie. Udało mi się to, ale gdy Cracovia przeprowadziła się na wyremontowany obiekt, mnie już w klubie nie było. Na Stadionie Narodowym zadebiutuję jako trener, ale już kiedyś byłem w tym miejscu.

Trener lubinian wspominał towarzyski mecz Polska-Francja z 1960 roku. - Przyjechałem tutaj z Sanoka 500 km z juniorami z Stali. Polska prowadziła 2-0, ale w końcówce kierownik zarządził, żebyśmy opuścili stadion wcześniej, bo nie zdążymy na autobus. Do domów wróciliśmy przekonani, że mecz zakończył się zwycięstwem Polaków. Tymczasem Francuzi zdobyli w końcówce dwie bramki i było 2-2.

Lenczyk jeszcze nigdy nie zdobył Pucharu Polski. - No i co z tego? - od razu odburknął na pytanie, czy w związku z tym, mecz z Zawiszą traktuje bardziej prestiżowo. - Dla mnie liczy się praca. W Bełchatowie nazywano mnie rasistą, że odsunąłem zawodnika z Peru, trzech sukinsynów to wykorzystało przeciwko mnie, ich już nie ma w futbolu, ja jestem - zakończył "Oro Profesoro".

Autor: Krzysztof Oliwa

Tutaj znajdziesz relację na urządzenia mobilne - początek w piątek o 18.30

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo - początek w piątek o godz. 18.30

Reklama

Reklama

Reklama