Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy 31. kolejki Ekstraklasy

Na jednym biegunie Marek Saganowski i Legia Warszawa, a na drugim Piotr Brożek i jego Wisła Kraków - zapraszamy do wyboru największych Asów i Cieniasów 31. kolejki T

ASY:

Dani Quintana (Jagiellonia Białystok)

Reklama

Hiszpan rozegrał świetne spotkanie przeciw Piastowi. Był najaktywniejszym zawodnikiem na boisku, miał udział przy wszystkich trafieniach dla "Jagi", a sam pokonał Dariusza Trelę dwukrotnie.

Marco Paixao (Śląsk Wrocław)

Kapitan Śląska przez cały mecz z Zagłębiem Lubin stanowił poważne zagrożenie dla bramki strzeżonej przez Silvio Rodicia. Wreszcie w końcówce spotkania po centrze Sebastiana Mili zdobył gola na wagę trzech punktów. To było już 17 trafienie Portugalczyka w tym sezonie.

Michał Żyro (Legia Warszawa)

Strzelił najważniejszego gola w meczu z Zawiszą, na 1-0, a przy trafieniu Marka Saganowskiego asystował. Dzięki takim piłkarzom Legia jest na prostej po mistrzostwo kraju!

Marek Saganowski (Legia Warszawa)

Zaliczył prawdziwe "Wejście Smoka". Niespełna dwie minuty na boisku i gol! Pierwszy od września. Piłkarz, który tyle przeszedł w związku z kontuzjami i chorobą serca, jest wzorem profesjonalizmu i hartu ducha. Najpierw musiał wyleczyć serce, a od września ubiegłego roku przechodził gigantyczne perypetie związane z dochodzeniem do formy po zerwanych więzadłach kolanowych. Przetrwał wszystko i znowu strzela, jakby miał 18, a nie 36 lat!

Kasper Hamalainen (Lech Poznań)

Jeśli jest w takiej formie, jak ostatnio, nie ma sobie równych nie tylko w Lechu, ale i w całej T-Mobile Ekstraklasie. Zresztą najlepiej to ujął Tomasz Wieszczycki, ekspert Canal+Sport: "Na tym naszym podwórku Hamalainen robi za wirtuoza." Faktycznie, sposób, w jaki zdobył gola na 3-0, większości naszych piłkarzy nie przyszedłby nawet do głowy!

Fabian Pawela (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

We wzorowy sposób wykończył kontrę "Górali", oddalając ich od strefy spadkowej, co jeszcze dwa miesiące temu wielu ekspertom wydawało się nierealne.

Ivica Vrdoljak (Legia Warszawa)

Nie jesteśmy entuzjastami stylu gry, jaki na co dzień prezentuje Ivica, ale za ofiarny wślizg, którym rozpoczął akcję zakończoną golem na 2-0, należy mu się wyróżnienie. Na dodatek miał to szczęście, że działo się to metr przed Heningiem Bergiem, więc uznanie w oczach trenera go nie minie!

Bartosz Bereszyński (Legia Warszawa)

Niby grał przeciętnie, ale jednak to jego agresywny doskok i odbiór piłki Luisowi Carlosowi zainicjował akcję, po której Legia wyszła na prowadzenie 1-0 w starciu z Zawiszą. Do tego momentu wynik spokojnie mógł oscylować wokół 0-1, 0-2.

Marcin Robak (Pogoń Szczecin)

W spotkaniu z Górnikiem Zabrze mógł mieć przynajmniej hat-tricka, ale i tak dwoma golami zapewnił "Portowcom" punkt, a sobie przodownictwo na liście ligowych strzelców.

Radosław Sobolewski (Górnik Zabrze)

Mecz w Szczecinie zaczął niefortunnie - złamał linię spalonego, dzięki czemu gospodarze wyszli na prowadzenie, ale później "Sobol" zaczął koncert. Strzelił gola na 2-2, a także w wielu ofiarnych interwencjach, często walcząc z bólem, powstrzymywał rywali na czele z Robakiem.

Anton Sloboda (Podbeskidzie)

Jeden z więcej biegających piłkarzy w Ekstraklasie. W spotkaniu z Cracovią wykazał się aktywnością, a także ładną asystą przy trafieniu Paweli. Podanie było perfekcyjne.

Michał Buchalik (Ruch Chorzów)

Mocny punkt Ruchu w starciu z Lechią. Uratował remis, wygrywając w sytuacji  sam na sam z Sadajewem.

Ruben Jurado (Piast Gliwice)

"Piastunki" nie dały rady w Białymstoku, ale to m.in. dzięki dwóm trafieniom Rubena trener zwycięskiej ekipy - Michał Probierz zrobił w szatni "suszarkę" swoim chłopakom, mając pretensje o to, że zamiast spokojnie wygrać 4-1, dopuścili do nerwowej końcówki.

CIENIASY:

Mateusz Matras (Piast Gliwice)

Obrońca "Piastunek" rozegrał fatalną pierwszą połowę w meczu z Jagiellonią. Przy wyrównującym golu Adama Dźwigały tak niefortunnie wybił piłkę z własnego pola karnego, że właściwie wyłożył ją pomocnikowi "Jagi". Zawinił także przy drugim trafieniu piłkarzy Michała Probierza, gdy Giorgi Popchadze minął go jak chorągiewkę. Słabego występu nie wymazuje nawet asysta przy golu Wojciecha Kędziory.

Piotr Brożek (Wisła Kraków)

Wisła wyglądała w Poznaniu dobrze do momentu, w którym "Pietia" - przy próbie wybicia piłki, nie będąc atakowanym - podał rywalowi prosto pod nogi. Poszła centra i główka Teodorczyka dała "Kolejorzowi" prowadzenie 1-0.

Tomasz Wajda (sędzia meczu Legia - Zawisza)

Gubił się często, popełniał sporo błędów, krzywdzących obydwa zespoły. Najbardziej jaskrawą pomyłkę zaliczył jeszcze przy stanie 0-0, gdy przymknął oko na faul (pchnięcie od tyłu) Dudy na Luisie Carlosie. - Panie sędzio, jak Boga kocham, to był faul, trochę w piłkę grałem, więc wiem - daremnie apelował trener bydgoszczan Ryszard Tarasiewicz. Nie dość, że nie było żółtej, albo nawet czerwonej kartki, to jeszcze nie było rzutu wolnego z 18 m.

Rok Sztraus (Cracovia)

Od jego straty zaczęła się zabójcza kontra Podbeskidzia. Cracovia przegrała i wpadła w bagno po kolana. Teraz musi rozpaczliwie walczyć o utrzymanie.

Mateusz Żytko (Cracovia)

Pilnował Pawelę, po czym postanowił pobiec do środka, gdzie nie było żadnego rywala. Efekt był taki, że nieobstawiony Pawela dostał podanie i strzelił gola na wagę trzech pkt dla Podbeskidzia.

Marcin Malinowski (Ruch Chorzów)

Za sposób, w jaki dał się ograć młokosowi z Lechii Frankowskiemu. Kapitan Ruchu miał przewagę, ale dziwnym trafem rywal wyszedł sam na bramkarza.

Donald Guerrier (Wisła Kraków)

Trudno się czepiać piłkarza, który po raz ostatni wypłatę widział trzy miesiące temu, ale Donald w Poznaniu wyglądał blado nawet na tle wyjątkowo bladej Wisły.

Ochroniarz meczu Śląsk - Zagłębie
Za przypadkowe, ale jednak podpalenie człowieka (kibica Zagłębia, który odpalił racę).

Aleksander Kwiek (Zagłębie Lubin)
Za żółtą kartkę i bardzo słabą postawę w derbach Dolnego Śląska.