Asy i Cieniasy

Asy i Cieniasy sezonu 2013/14 T-Mobile Ekstraklasy

Za nami rozgrywki T-Mobile Ekstraklasy w sezonie 2013/14. Oto bohaterowie, a także najwięksi przegrani zakończonych zmagań w subiektywnej ocenie Interia.pl.

Asy:

Paweł Olkowski (Górnik Zabrze)

Reklama

Obrońca Górnika był jednym z największych wygranych zakończonego sezonu. W zespole klubowym grał na dobrym poziomie, strzelił co prawda tylko dwa gole, ale jakże piękne - oba w meczu Legią Warszawa. W listopadzie ubiegłego roku zadebiutował w reprezentacji Polski, a od nowych rozgrywek będzie zawodnikiem beniaminka Bundesligi 1.FC Koeln.

Radosław Sobolewski (Górnik Zabrze)

37-letni pomocnik był niechciany w Wiśle Kraków, a w Zabrzu rozegrał sezon życia. Przynajmniej pod względem zdobytych bramek. Strzelił ich siedem, a jego poprzedni rekord ustanowiony w sezonie 2000/01, kiedy grał jeszcze w Orlenie Płock, był gorszy o jedno trafienie. Nic dziwnego, że Górnik przedłużył kontrakt z "Sobolem" o kolejne dwa lata.

Daniel Quintana (Jagiellonia Białystok)

Do Polski trafił z trzeciej ligi hiszpańskiej i był jednym z najlepszych piłkarzy w T-Mobile Ekstraklasie. Momentami potrafił zagrać na poziomie, który był poza zasięgiem nie tylko jego kolegów z Jagiellonii, ale i większości rywali. W minionym sezonie zdobył 15 bramek i zaliczył osiem asyst.

Paweł Golański (Korona Kielce)

Jeden z najlepszych asystentów (10) w naszej lidze. Do tego dorobku trzeba doliczyć trzy strzelone gole, a także najrówniejszą postawę w bloku obronnym Korony, który nie zawsze stawał na wysokości zadania.

Kasper Haemaelaeinen (Lech Poznań)

Fiński pomocnik rozegrał bardzo dobry sezon w barwach "Kolejorza". Czasami ustawiany przez trenera Mariusza Rumaka na "szpicy" praktycznie nie zawodził. Jego dorobek to dziewięć bramek i osiem asyst.

Łukasz Teodorczyk (Lech Poznań)

Trafił 20 razy w T-Mobile Ekstraklasie. W stosunku do poprzedniego sezonu poprawił się aż o 14 goli. Nie tylko strzela, ale też nie odpuszcza żadnej piłki, przez co jest niewygodny dla obrońców. Minusem - duża nieskuteczność. Gdyby nie to, to kto wie, czy to nie on zostałby królem strzelców.

Stojan Vranjesz (Lechia Gdańsk)

Na polskich boiskach spędził tylko pół roku, ale to nie przeszkodziło mu odcisnąć piętna na grze Lechii. Jak on grał dobrze, to i cała drużyna tak się spisywała. Jeden z najlepszych transferów w zimowym oknie transferowym.

Mateusz Bąk (Lechia Gdańsk)

Bardzo dobry sezon w wykonaniu bramkarza biało-zielonych. Wystąpił w 27 spotkaniach Lechii, 12 razy zachowując czyste konto. W końcu został pierwszym golkiperem tego klubu, w której spędził 11 sezonów. Być może jednak nie na długo, gdańszczanie kupili już bowiem Dariusza Trelę z Piasta Gliwice.

Miroslav Radović (Legia Warszawa)

Najlepszy piłkarz mistrza Polski. Trudno sobie wyobrazić obronę tytułu przez Legię bez wydatnej pomocy serbskiego pomocnika, który w tym roku odebrał też polskie obywatelstwo. 14 goli zawodnika, który pod okiem Henninga Berga był wystawiany przede wszystkim w ataku, mówi samo za siebie.

Tomasz Jodłowiec (Legia Warszawa)

Jak był zdrowy, to zawsze miał miejsce w podstawowej jedenastce Legii. Potrafił zabezpieczać tyły, ale wiele dawał też w ofensywie. Zdobył sześć bramek, głównie po stałych fragmentach.

Michał Żyro (Legia Warszawa)

Kolejna młoda "perełka" z warszawskiej akademii. Gdyby nie kontuzja w środku sezonu, jego statystyki byłyby jeszcze lepsze, ale i tak strzelił cztery gole i zaliczył 11 asyst. 21-latek wygrał tę drugą klasyfikację razem ze swoim klubowym kolegą Tomaszem Brzyskim, Takafumim Akahoshim z Pogoni Szczecin i Gergoe Lovrencsicsem z Lecha Poznań (statystyki za "Przeglądem Sportowym").

Ruben Jurado (Piast Gliwice)

As atutowy Piasta. Gdzie byliby gliwiczanami bez trafień Hiszpana? Zaliczył ich 14, z czego sześć w grupie spadkowej.

Radosław Janukiewicz (Pogoń Szczecin)

Był jednym z podstawowych elementów w układance Dariusza Wdowczyka. W tym sezonie nie wystąpił tylko w jednym meczu, a jego dobre interwencje na pewno pomogły "Portowcom" zakwalifikować się do grupy mistrzowskiej i zapewniły spokój po podziale ligi.

Marcin Robak (Pogoń Szczecin)

Drugim ważnym ogniwem w ekipie Wdowczyka był 31-letni napastnik. Bez jego goli Pogoń na pewno nie grałaby w grupie mistrzowskiej. W sumie zakończył sezon z 22 bramkami na koncie, po raz pierwszy zostając królem strzelców.

Jan Kocian (Ruch Chorzów)

Gdy Słowak przychodził na Cichą we wrześniu ubiegłego roku, "Niebiescy" balansowali na granicy strefy spadkowej, zajmowali 14. miejsce i właśnie byli po klęsce 0-6 w Białymstoku. Kocian potrafił na tyle odmienić drużynę, że ta nie przegrała kolejnych ośmiu meczów, a sezon zakończyła na najniższym stopniu podium.

Filip Starzyński (Ruch Chorzów)

Najlepszy, a na pewno najbardziej obiecujący, piłkarz Ruchu. Biorąc pod uwagę statystki (10 goli i osiem asyst) numer jeden wśród środkowych pomocników w naszej lidze. Ma dopiero 23 lata.

Marco Paixao (Śląsk Wrocław)

Zabrakło mu tylko jednego trafienia, by zostać królem strzelców, tak więc pierwszy i, być może ostatni, sezon w T-Mobile Ekstraklasie może uznać za udany. Jego rola nie ograniczała się tylko do strzelania goli, choć w tym elemencie była bezcenna. Gdy do Wrocławia trafił nowy trener Tadeusz Pawłowski, Portugalczyk został nawet kapitanem drużyny.

Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków)

Podpora defensywy "Białej Gwiazdy". W drugiej części sezonu wiślaków dotknęła plaga kontuzji, która spowodowała, iż zespół grał gorzej niż to miało miejsce na początku, ale największą stratą dla Franciszka Smudy była z pewnością nieobecność 35-letniego obrońcy. Bez niego krakowianie z 12 spotkań przegrali siedem i wypadli z gry o europejskie puchary.

Michał Masłowski (Zawisza Bydgoszcz)

Zespół beniaminka osiągnął w tym sezonie największy sukces w swojej historii, zdobywając Puchar Polski. Jak na ironię w finale nie wystąpił Masłowki, który leczył wtedy kontuzję. Patrząc jednak na przekrój całego sezonu to 24-letni pomocnik był najrówniej grającym piłkarzem Zawiszy, a pełnię swoich możliwości pokazał w spotkaniu z Piastem Gliwice, w którym strzelił cztery gole.

Cieniasy:

Pseudokibice KGHM Zagłębie Lubin

"Miedziowi" w tym sezonie spisywali się słabo, z pewnością poniżej oczekiwań, ale na to, co zrobili ich pseudokibice w grudniu ubiegłego roku, nie ma żadnego wytłumaczenia. Nieznani sprawcy pobili pomocnika Roberta Jeża i obrzucili cegłami auto bramkarzowi Michałowi Gliwie. Obaj rozwiązali kontrakty z klubem. Atak potępiło stowarzyszenie kibiców Zagłębia i władze klubu.

Z kolei ostatni mecz sezonu, pomiędzy Zagłębiem a Widzewem Łódź, został zweryfikowany jako walkower dla gości z powodu zachowania pseudokibiców. Fani obu drużyn rzucali race, w pierwszej połowie został on nawet przerwany przez postępowanie kibiców gości, ale gdy w końcówce spotkania z sektorów kibiców Zagłębia race poleciały w pole karne Widzewa i o mały nie trafiły bramkarza Patryka Wolańskiego, sędzia zakończył mecz. Na murawie padł wynik 3-3.

Pseudokibice Wisły Kraków

Podczas wiosennych derbów z Cracovią przy Reymonta rzucili na murawę race. Gdy Komisja Ligi zamknęła za ten incydent trybunę, to niewpuszczeni fani wystrzelili race spoza stadionu, spadły one na dach, murawę i trybuny. Władze klubu z prezesem Jackiem Bednarzem zareagowały stanowczo, sytuacja się zaogniła i ostatecznie stowarzyszenie kibiców ogłosiło bojkot meczów własnej drużyny, który trwał do końca sezonu.

Sędzia Hubert Siejewicz

Jeszcze przed sezonem pojawiło się nagranie, na którym Hubert Siejewicz obstawia w zakładzie bukmacherskim. Chociaż arbiter tłumaczył, że nie stawiał na piłkę nożną, tylko na tenisowy pojedynek Agnieszki Radwańskiej, za złamanie zakazu obowiązującego sędziów został zawieszony i nie mógł prowadzić zawodów w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Sędzia Paweł Pskit

1 kwietnia został wykluczony z grona zawodowych arbitrów i to nie był żart primaaprilisowy. Zdecydował o tym Zbigniew Przesmycki, szef Polskiego Kolegium Sędziów. "Popełniał zbyt wiele błędów. Wszystko wskazuje na to, że w swoim życiu będzie musiał się utrzymywać z czegoś innego niż sędziowanie" - stwierdził Przesmycki.

Sebastian Steblecki (Cracovia)

Podobno jest utalentowany, podobno są przed nim wielkie perspektywy, ale niestety nie potwierdza tego na boisku. Najlepszym tego przykładem mecz ostatniej kolejki przeciwko Jagiellonii. 22-letni pomocnik strzelił wtedy swojego pierwszego gola w sezonie, ale potem zmarnował wyśmienite okazje, a pojedynek zakończył się wynikiem 2-2.

Vanja Marković (Korona Kielce)

To na pewno nie był jego sezon. Młody pomocnik pojawił się 20 razy na boisku w Ekstraklasie, ale swoją postawą nie mógł zaimponować. Dodatkowo zobaczył dwie czerwone kartki.

Władimir Dwaliszwili (Legia Warszawa)

To jest szczególny przypadek. Niby strzelił 10 goli w sezonie, ale bardziej pamięta mu się niewykorzystane sytuacje, a od końca marca nie zagrał już żadnego spotkania. Po jego transferze z Polonii Warszawa kibice przy Łazienkowskiej spodziewali się po nim na pewno więcej.

Rabiola (Piast Gliwice)

Pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, konkretnie jest Portugalczykiem. Gra w ataku, w tym sezonie wystąpił w 16 meczach Ekstraklasy, ale jego licznik bramkowy zatrzymał się na cyfrze zero. Bardzo wstydliwej jak na napastnika.

Odet Gavish (Śląsk Wrocław)

To nie był dobry transfer. Izraelski obrońca na pewno nie był wzmocnieniem Śląska Wrocław i choć podpisał trzyletni kontrakt, to został on rozwiązany za porozumieniem stron zaledwie po roku.

Alen Melunović, Xhevdet Gela, Jani Urdinow (Widzew Łódź)

Widzew nie utrzymał się w tym sezonie w Ekstraklasie, ale biorąc pod uwagę finanse i skład, to było marzenie ściętej głowy. Łodzianie mając skromne środki finansowe kontraktowali wielu bezimiennych piłkarzy. Wspomniana trójka jest tylko przykładem, że zagraniczny zaciąg nie zawsze się sprawdza.

Michal Papadopulos (KGHM Zagłębie Lubin)

Kolejny napastnik w tym zestawieniu, który ma problemy ze strzelaniem goli. W 24 meczach tego sezonu zdobył zaledwie jedną bramkę. Z takim snajperem, który był jednym z najlepiej opłacanych zawodników w Lubinie, Zagłębie nie mogło się utrzymać w Ekstraklasie, ale zajęcie ostatniego miejsca jest po prostu kompromitacją.

Elvedin Dżinić (KGHM Zagłębie Lubin)

On jest z kolei przykładem słabości "Miedziowych" w obronie. Jak nie strzela się goli, to trzeba ich przynajmniej nie tracić, a Zagłębie bez strat grało w Pucharze Polski, natomiast w lidze było już z tym gorzej.

Orest Lenczyk (KGHM Zagłębie Lubin)

Przychodził do Zagłębia w trudnym momencie, ale wierzono, że wydźwignie klub z marazmu. Nie udało się. Pod wodzą Lenczyka zespół w 24 meczach zdobył 22 punkty, więcej tylko od Widzewa Łódź. Trenerowi nie pomógł nawet awans do finału Pucharu Polski, zwolniono go przed końcem sezonu, a lubinianie i tak spadli.

Michał Czekaj (Wisła Kraków)

Nie grał za wiele, ale gdy pojawiał się na boisku, to zaliczał spektakularne wpadki. Największym echem odbiła się chyba ta z meczu z Górnikiem Zabrze, kiedy w polu karnym ośmieszył go obrońca rywali Adam Danch.

Autor: Paweł Pieprzyca