Dziennik Barcy i Realu

Wiceprezydent Realu: Nie mamy nic wspólnego z karą dla Barcelony

Wiceprezydent Realu Madryt Pedro Lopez Jimenez zapewnił, że klub z Santiago Bernabeu nie maczał palców w nałożeniu przez FIFA na FC Barcelona zakazu transferów. Ostatnio falę spekulacji na ten temat wywołały słowa prezydenta katalońskiego giganta.

W środę Międzynarodowa Federacja Piłkarska poinformowała, że nałożyła na Barcelonę zakaz transferów obejmujący dwa najbliższe okienka. Powodem decyzji są nieprawidłowości przy pozyskiwaniu niepełnoletnich zawodników. Klub już złożył apelację apelację. 

Reklama

Kara obejmie najbliższy letni i zimowy okres transferowy, w związku z czym mistrz Hiszpanii nowych graczy będzie mógł zakontraktować dopiero latem 2015.

Jak napisano w komunikacie FIFA, komisja dyscyplinarna dopatrzyła się złamania przepisów przy dokonywaniu transakcji i rejestrowaniu piłkarzy, którzy nie ukończyli jeszcze 18. roku życia. Chodzi o co najmniej 10 przypadków, w latach 2009-13, kiedy hiszpański klub wobec niepełnoletnich zawodników stosował regulacje przeznaczone dla dorosłych.

Poza tym FIFA nałożyła na Barcelonę grzywnę w wysokości 450 tys. franków szwajcarskich (ok. 510 tys. euro) i wyznaczyła 90-dniowy termin do uregulowania sytuacji "wszystkich zainteresowanych zawodników".

W czwartek prezydent FC Barcelona Josep Bartomeu powiedział, że FIFA nałożyła karę na jego klub po "anonimowej skardze", złożonej przez "anonimowy klub". Te słowa wywołały falę spekulacji, jakoby miał w tym wziąć udział odwieczny rywal Barcy - Real Madryt.

- Ani Real Madryt, ani ja jako członek FIFA nie mamy nic wspólnego z sankcjami nałożonymi na Barcelonę - powiedział gazecie "AS" wiceprezydent Realu.

- Chcę wyjaśnić, że Komisja ds. Statusu Zawodników, w której zasiadam, nie ma prawa nakładać żadnych sankcji. Wszystko, co robimy, to studiowanie dokumentów, które otrzymujemy - dodał Jimenez.

Dowiedz się więcej na temat: FC Barcelona | Real Madryt | Primera Division | FIFA | Neymar