Euro 2016. Jak z organizacją imprezy radzą sobie Francuzi?

Dotychczas w Polsce funkcjonowało powiedzenie "Francja-elegancja" na określenie czegoś szykownego, ładnego. Po pierwszych doświadczeniach wyniesionych z Euro 2016 zapomnijcie o nim. Teraz to "Francja-bałagancja", albo "Francja-chaosja".

Nawet "L'Equipe" we wczorajszym wydaniu zamieściła zdjęcie fury niewywiezionych z ulicy Paryża śmieci i opatrzyła tytułem: "Wizerunek Francji został zniszczony".

Reklama

Śmieci to stosunkowo mały problem, choć po nadejściu upałów mogą grozić epidemią, ale w komunikacji panuje chaos kompletny. Dziesiątki poodwoływanych pociągów i samolotów sprawiły, że kibice oraz pracujący na Euro dziennikarze muszą awaryjnie zmieniać plany. Lotów Air France trzeba unikać jak ognia, bo z uwagi na strajki są odwoływane, przesuwane.

Nazajutrz po meczu Polska - Irlandia Północna wielu naszych kolegów chciało się przenieść z Nicei do odległego o 1250 km La Baule, lecąc do pobliskiego Nantes. Nic z tego! Wielu spośród nich musiało czekać do następnego dnia.

Paliwo bez wyboru

"Bonjour" - jakie nam powiedziała Francja po przyjeździe samochodem z Włoch to był brak benzyny 95-oktanowej na stacjach w Nicei. Całe szczęście, że była chociaż "98-ka".

Jeżeli mieliście zarezerwowany hotel, nie macie żadnej pewności, że w nim będziecie nocować. Właśnie taką przygodę mieliśmy w nocy z wczoraj na dziś pod Saint-Denis.

Przedstawiamy recepcjoniście dokument z poczynionej ponad miesiąc temu rezerwacji, zabezpieczonej kartą kredytową z opcją ściągnięcia całych kosztów noclegu, na wypadek nieskorzystania z niego.

- Wasza rezerwacja została anulowana - poinformował nas pan.

- Z jakiej okazji? - dopytaliśmy.

- Nie odzywaliście się, że faktycznie przyjedziecie, a poza tym wiecie, teraz jest to całe Euro 2016 i panuje zamieszanie, wszyscy potrzebują noclegów - tłumaczył pokrętnie.

Nie trafiła do nas ta argumentacja. Zrobiliśmy z dużym wyprzedzeniem rezerwację i mieliśmy jeszcze co drugi dzień mailować, bądź dzwonić do hotelu z informacją: "Na pewno przyjedziemy!"

Pan odesłał nas do innego, odległego o 6 km hotelu. Zapewnił, że tam będziemy mieli bliżej na Stade de France i że ten hotel przejmie naszą - opłaconą już - rezerwację.

Po przyjeździe na nowe miejsce okazało się, że:

- recepcjonista ledwie mówi po angielsku, choć stara się ciebie zrozumieć, wypatrując w twe usta z dużym wytężeniem,

- owszem, ma dla nas dwa pokoje, ale nie dość, że nic nie wie, że ma nam zwrócić nadpłatę (ten hotel był dużo tańszy od pierwotnie zarezerwowanego), to jeszcze oczekuje, że to my mu zapłacimy.

Wszelkie próby telefonicznego porozumienia z przyjemniaczkiem, który nas władował w tę kabałę spełzły na niczym. Nie odbierał. Gdy wróciliśmy do nieuczciwego pana, śladu po nim już nie było, zamknął drzwi wejściowe i recepcję. Była już północ, a my padaliśmy z nóg po całodziennej pracy i pokonaniu 500 km z La Baule do Paryża. Nie odpuściliśmy. Dobijaliśmy się do skutku. Wyszedł ochroniarz i ... jakby nigdy nic - bez spoglądania na jeden choćby dokument - wydał nam klucze do pokojów.

Francja - ignorancja

Dlaczego? Wjeżdżamy na podziemny parking Stade de France dzień przed meczem Polska - Niemcy. Na arenę, przed którą w listopadzie 2015 roku doszło do zamachu terrorystycznego.  Samochód mamy duży, poważnie załadowany bagażami. Myślicie, że ktoś choćby kuknął do środka, żeby sprawdzić, czy nie wieziemy środków pirotechnicznych, czy wybuchowych.

Ochroniarze sprawdzili tylko, czy mamy wjazdówkę na parking i nas wpuścili. Dlaczego nie sprawdzili, co przewozimy? Bo nam z oczu dobrze patrzyło? Trudno powiedzieć. Nie zastosowali znanej z Euro 2012 zasady: "ufaj i kontroluj".

Zresztą nawet teraz, przed każdym wjazdem na Stadion Narodowy w Warszawie każdy samochód jest sprawdzany, prześwietla się jego podwozie, by zapewnić bezpieczeństwo.

Pamiętam burzę medialną przed naszymi ME, wokół rzekomo źle ulokowanych stadionów we Wrocławiu i Gdańsku. "Jak ludzie tam dojadą?" - dziwiły się nasze media, choć obydwa obiekty są dobrze skomunikowane siecią tramwajową, a ten wrocławski także koleją miejską.

W Nicei, gdy minęła godzina 20:30, ze Stade de Nice mogłeś jechać do odległego o osiem kilometrów centrum miasta tylko taksówką. I nikt wokół tego nie robi tu żadnej afery. Owszem, stadion jest ulokowany przy wyjeździe z autostrady, ale przecież nie każdy podróżuje samochodem.

Z Paryża Michał Białoński

Partnerem relacji jest Murapol, ogólnopolski deweloper mieszkaniowy
Dowiedz się więcej na temat: Euro 2016 | Francja