Setna rocznica urodzin śląskiego Pelego. Wilimowski - geniusz czy zdrajca?

Nie ma chyba lepszej okazji do przypomnienia sylwetki Ernesta Wilimowskiego, niż czwartkowy mecz Polska - Niemcy na mistrzostwach Europy. 23 czerwca minie zresztą sto lat od momentu urodzin piłkarskiego geniusza, który podczas mundialu we Francji w 1938 roku strzelił cztery gole Brazylijczykom, a w klasyfikacji Międzynarodowej Federacji Historyków i Statystyków Futbolu jest na 10. miejscu.

- Gdyby doszło do mistrzostw świata w 1942 roku, niewykluczone, że nie mówilibyśmy o Pelem, a mówilibyśmy o Wilimowskim - mówi znany śląski wydawca Andrzej Gowarzewski, który od lat pracuje nad książką o jednym z najlepszych napastników świata w latach 30. i 40.     

Reklama

Wilimowski urodził się 23 czerwca 1916 roku w Katowicach, jako Ernst Otto Pradella. Jego ojciec zmarł na froncie wschodnim. Matka wyszła ponownie za mąż za katowickiego urzędnika Romana Wilimowskiego, który w wieku 13 lat adoptował chłopaka.   

Czołowy strzelec świata 

"Ezi", bo taka była boiskowa ksywka niezwykle utalentowanego chłopaka, piłkarskiego abecadła uczył się w uchodzącym za niemiecki 1.FC Kattowitz. Stamtąd w latach 30. trafił do Ruchu Chorzów i z miejsca stał się wielką gwiazdą najlepszego polskiego zespołu międzywojnia. Z "Niebieskimi" czterokrotnie wywalczył mistrzostwo kraju, dwa razy był królem strzelców Ekstraklasy. 26 goli miał na koncie latem 1939 roku, ale wtedy rozgrywek nie dokończono.  

Strzelał też gola za golem w reprezentacji Polski. W "Biało-czerwonych" barwach, w 22 oficjalnych spotkaniach, zdobył aż 21 bramek, w tym cztery z Brazylią (5-6) w meczu na mundialu we Francji 5 czerwca 1938 roku oraz trzy w spotkaniu z Węgrami (4-2), ówczesnymi wicemistrzami świata, tuż przed wybuchem wojny, 27 sierpnia 1939 roku w Warszawie. 

Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu (RSSSF) zalicza mu 554 gole w oficjalnych meczach, co daje Wilimowskiemu 10 miejsce w ogólnej klasyfikacji, za Josefem Bicanem (805 trafień), Romario (772) czy Pelem (767), ale przed Eusebio (552), Fritzem Walterem (539) oraz choćby Zico (522). 

Jest jedynym napastnikiem w klubie "100", najlepszych ligowych strzelców, który rozegrał mniej niż setkę meczów w Ekstraklasie, a strzelił więcej niż sto goli! W lidze dla Ruchu zdobył 112 bramek w 86 grach, a przecież w chwili wybuchu wojny miał ledwie 23 lata! Niewiele więcej niż teraz ma Arkadiusz Milik.  

Nikogo nie zdradził 

Najlepszy okres zabrała mu wojna. Po jej wybuchu grał w prowadzonej przez słynnego Seppa Herbergera reprezentacji Niemiec, w której w ośmiu grach zdobył 13 bramek. Fritz Walter, kapitan zespołu, który w 1954 roku zdobył mistrzostwo świata, mówił o nim, że "to chyba jedyny piłkarz na świecie, który zdobywał więcej bramek niż miał szans". Po wojnie Wilimowskiemu przypięto łatkę zdrajcy.  

Dzisiaj w Monachium odbędzie się konferencja i panel dyskusyjny poświęcony Wilimowskiemu. Nie bez przyczyny odbędzie się w stolicy Bawarii. W latach 1942-43 pochodzący z Górnego Śląska napastnik występował w TSV 1860 Monachium, z którym wywalczy Puchar Niemiec, strzelając w tamtych rozgrywkach najwięcej goli.   

- Przeciętny kibic w Niemczech nie ma pojęcia kim był Wilimowski. W opracowaniu DFB na stulecie związku, prestiżowego opracowania z pięknymi zdjęciami i ważącego dwa kilogramy, nie ma żadnej wzmianki o Wilimowskim. Ostatnio w "Der Spiegel" ukazał się pierwszy większy artykuł o nim mojego przyjaciela profesora Diethelma Bleckinga - mówi Interii znany niemiecki dziennikarz i pisarz Thomas Urban, autor ciekawej książki "Czarny Orzeł, Biały Orzeł", której polska premiera miała miejsce cztery lata temu, przy okazji Euro 2012.   

Pytam Urbana kim Wilimowski był, Polakiem, Niemcem czy Górnoślązakiem? - Nie ma jasnej odpowiedzi. To otwarta sprawa. Na pewno nikogo nie zdradził, ani Polaków, ani Niemców. Stosunek do jego osoby się zmienia. Ostatnim, który nazwał go zdrajcą, był Bohdan Tomaszewski, to było 10 czy 12 lat temu. Teraz jest już inne postrzeganie jego osoby. Wielu rozumie, że nie miał wielkiego pola manewru. Po prostu chciał grać w piłkę - tłumaczy Urban. 

Wyczekiwana książka  

Sensacyjne informacje na temat "Eziego" ma Andrzej Gowarzewski. W latach 80. kilkakrotnie spotkał się on osobiście z Wilimowskim w Niemczech. To on odkrył, że jego pierwszym nazwiskiem było Pradella. Śląski wydawca prestiżowej Encyklopedii Piłkarskiej Fuji niechętnie dzieli się zdobytymi przez siebie przez lata pracy informacjami o "Ezim". Te znajdą się w książce-biografii o piłkarzu, na którą wielu z niecierpliwością od lat wyczekuje. Osobiście mogą potwierdzić, że zmienią one sposób patrzenia na to, kim i jaką osobą był Wilimowski.     

- Te opowieści o nim są wzięte z tego, co sam mówił, a nie z życia. Wilimowski stworzył swój obraz na potrzeby życia w Niemczech, swojej rodziny i tyle - mówi mi krótko Andrzej Gowarzewski.  

W czwartek w Warszawie, w Centrum Konferencyjnym Zielna, odbędzie się panel z okazji setnej rocznicy urodzin "śląskiego Pelego", jak napisano w zapowiedzi. O genialnym piłkarzu z Górnego Śląska będą rozmawiać chorwacki pisarz Miljenko Jergović, który wydał niedawno książkę pod tytułem "Wilimowski". Będzie też Thomas Urban, znany dziennikarz Stefan Szczepłek, a także dr Marcin Wiatr. Spotkanie poprowadzi Cornelisiu Ochman, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Potem już emocje związane z meczem Polska - Niemcy na Euro 2016. 

Kolejna impreza, podczas której przypomniana zostanie sylwetka piłkarza, odbędzie się w Monachium. Wspólnie mają w niej wziąć udział kibice TSV 1860 i Ruchu Chorzów. Będzie to akurat w dniu urodzin wielkiego gracza czyli 23 czerwca.  

Michał Zicharz

Dowiedz się więcej na temat: Ernest Wilimowski | reprezentacja Polski | Euro 2016