Marek Leśniak: Czapki z głów przed trenerem Nawałką

- Serce mówi, iż wygramy z Niemcami 2:1, ale rozum, że niestety przegramy z mistrzami świata 0-1 - stwierdził były napastnik piłkarskiej reprezentacji Polski Marek Leśniak. Piłkarz nie ukrywał jednak podziwu dla szkoleniowca reprezentacji Polski - Adama Nawałki. W czwartek (16 czerwca) biało-czerwoni zagrają z Niemcami w mistrzostwach Europy.

Na inaugurację turnieju obie drużyny odniosły zwycięstwa - Polacy wygrali z Irlandią Północną 1:0 po bramce Arkadiusza Milika, zaś Niemcy pokonali Ukrainę 2:0, a autorami goli byli Shkodran Mustafi i Bastian Schweinsteiger.

Reklama

- Czapki z głów przed trenerem Adamem Nawałką, któremu udało się zbudować prawdziwy zespół. Nie ma znaczenia, czy na boisku są występujący w mocnych zagranicznych klubach Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Grzegorz Krychowiak czy 19-letni Bartek Kapustka z Cracovii. Każdy pracuje aż miło dla dobra drużyny, nie ma czegoś takiego, że jestem gwiazdą, a ktoś będzie za mnie biegał i walczył. Spójrzmy na takiego Lewandowskiego z Bayernu Monachium. Świetny piłkarz pod bramką rywali, lecz również bardzo zaangażowany w grę obronną, nie odpuszczający - powiedział mieszkający od prawie 30 lat w Niemczech Leśniak.

Były napastnik m.in. Bayernu Leverkusen i TSV 1860 Monachium jest przekonany, że biało-czerwoni są w stanie stoczyć kolejny bardzo wyrównany pojedynek z mistrzami świata. Spotkanie odbędzie się w czwartek o godz. 21 w Saint-Denis.

- Wygraliśmy z Niemcami w eliminacjach 2:0, ale też przegraliśmy z nimi na wyjeździe 1:3. Choć oczywiście pamiętamy, że po bramce Lewandowskiego na 1:2 Robert przed przerwą mógł doprowadzić do remisu. Tym razem znów powalczymy i serce mówi, iż wygramy z Niemcami 2:1, ale rozum, że niestety przegramy z mistrzami świata 0:1. Wiem, że wielu kibiców nie będzie zadowolonych z takiego stwierdzenia, ale niestety takie są realia. Na 10 meczów z Niemcami oni wygrają pewnie sześć, a my cztery, może trzy i jeden zremisujemy. Ale i tak jest postęp, bo jeszcze niedawno mówilibyśmy, że bilans takich spotkań byłby zdecydowanie bardziej korzystny dla Niemców - dodał.

W barwach Pogoni Szczecin, w sezonie 1986/1987 Marek Leśnik został królem strzelców. Dziś pracuje jako szkoleniowiec w zespole niższej ligi w Westfalii. W reprezentacji, na przełomie lat 80. i 90., rozegrał 20 meczów i strzelił 10 goli. Ciekawych nazwisk wówczas nie brakowało, jak np. Roman Kosecki, Jan Furtok itd., ale kadra sukcesów nie odnosiła.

- To były inne czasy, najlepsi zawodnicy zaczęli wyjeżdżać do klubów zagranicznych, jedni do lepszych, drudzy do słabszych. To już nie było tak jak w przypadku pamiętnych drużyn z 1974, 1978 i 1982 roku, które tworzyli piłkarze grający w kraju i wspólnie długo szykujący się do najważniejszych turniejów. Naszej generacji nie udało się osiągnąć znaczących wyników, a teraz cieszą mnie dokonania obecnej reprezentacji. U trenera Nawałki widać, że liczy się zespół. To jest największy atut. Nie ma zawodników, którzy patrzą tylko na siebie - ocenił Leśniak.

Były kadrowicz uważa, że biało-czerwonych stać nie tylko na wyjście z grupy C.

- Gdybyśmy uplasowali się na drugim miejscu, trafimy wówczas na drugi zespół z grupy A i, jeśli to nie będzie Francja (rywalami gospodarzy są też m.in. Szwajcaria i Rumunia), jesteśmy w stanie z nim wygrać, podobnie jak później mecz 1/8 finału. A jak dojdziemy do ćwierćfinału, to... zobaczymy co dalej - przyznał.