Mecz Ukraina - Polska. "Nie widziałem takiej wiary w reprezentację"

Marsylia. Miasto, które ma swój niesamowity klimat i fanatycznych kibiców. Miasto świeżo po walkach Rosjan z Anglikami, Anglików z policją i lokalnych chuliganów z wszystkimi. Miasto, w którym tysiące rodaków bawiło się wierząc, że przeżywają najwspanialsze chwile polskiej piłki.

Ukraina - Polska. Relacja na żywo - kliknij tutaj! Początek o 18

Reklama

Ukraina - Polska. Relacja mobilna - kliknij tutaj!

Kibice przy restauracyjnym ogródku tańczą i śpiewają, zajmując w euforii część ulicy. Uśmiechnięty policjant, który próbuje ratować sytuację dostaje na szyję szalik z napisem Polska. Wraz z kolegami pozują do zdjęć z Polakami, którzy niesieni patriotycznym duchem właśnie zaczęli śpiewać Rotę. Takich scen dzień przed meczem Polski z Ukrainą było w Marsylii więcej. Pośród biało-czerwonych koszulek, barwy naszego rywala pojawiały się bardzo rzadko. Sporo było za to kibiców angielskich, nie brakowało Niemców, Węgrów i Chorwatów. Fani, którzy przyjechali na Euro bawili się znakomicie, uważać musieli jedynie na fanów miejscowego Olympique. Miasto rządzi się swoimi prawami.

Przez dwie doby sklepy nie sprzedają alkoholu. Piwiarnie i bary są zatem  okupowane przez kibiców, wieczorem skupionych przed telewizorami. Anglicy przeżywają remis ze Słowacją, kilku Walijczyków zyskuje z dumy po dwadzieścia centymetrów wzrostu. Polacy śpiewają swoje a nad wszystkim bezpośrednio czuwa policja i wojsko. Na rowerach, w samochodach, pieszo. Długie szeregi radiowozów i armatka wodna stoją w centrum wydarzeń. Wojskowe patrole z karabinami spacerują leniwie w głównych punktach miasta. Wygląda na to, że po ostatnich awanturach wyciągnięto wnioski i służby są przygotowane.

Nie mam okazji zobaczyć co się dzieje po meczu, bo trzeba montować materiały i noc w Marsylii zostawiam tłumom kibiców. Mam nadzieję, że nie będą wchodzić w boczne uliczki za daleko, a boczne uliczki nie wyjdą za daleko do centrum.

Marsylia swoje piętno na polskich kibicach odcisnęła już na początku na lat 90. W krótkiej migawce z francuskich boisk dwóch chłopaków z Poznania wyłapało kibiców OM, którzy obrócili się tyłem do boiska i podskakiwali. Jacek i Rafał przenieśli to na trybuny Lecha. Ten drugi, przez lata lider kibiców "Kolejorza" zraził poznański "kocioł" okrzykiem: obracamy się i chwytamy się za bary.  Własna wersja, z dodatkami stała się jedną z wizytówek poznańskich kiboli. Za ich przykładem fani Manchesteru City zarazili Europę zabawą "Lets all do the Poznań".  Historia zatoczyła koło.

Polscy kibice byli zachwyceni miastem i atmosferą. - Jest zupełnie inaczej niż w Paryżu, bawimy się, odpoczywamy, czekamy na mecz - mówił starszy pan ubrane w koszulkę z napisem Lewandowski. - Atmosfera jest wspaniała, przecież wygramy 3-0 - cieszy się kolejny fan w towarzystwie przekrzykujących go kolegów. Wszyscy są przekonani, że wygramy... ze Szwajcarią! Ukrainę traktują jako mecz, który wygraliśmy już przed pierwszym gwizdkiem.

Jeszcze nigdy nie widziałem takiej wiary w reprezentację. Takiego entuzjazmu i radości. Takiej dumy, że jest się z Polski i świat jest piękny. - Przyjechałem z Sydney bo wiem, że zajdziemy daleko - mówi łamaną polszczyzną gość w dredach, z hipsterską brodą i piłką plażową w ręce. W kąpielówkach i kibicowskim szaliku, staje przed naszą kamerą i zapewnia, że strzelimy kilka goli Ukraińcom. Na ramieniu ma tatuaż z Orłem na tle biało-czerwonej Polski. Uświadamia mi, że Polacy na całym świecie we wtorkowy wieczór będą śledzić to, co stanie się na nie najlepszej jakości trawniku niesamowitego stadionu w Marsylii. Tam, jak wiadomo, czekają dwie bramki i piłka.

Zobacz wyniki i tabelę grupy C

Piotr Chołdrych, Marsylia

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | reprezentacja Ukrainy | Euro 2016