Mistrzostwa Europy siatkarzy 2017 w Polsce

ME siatkarzy. Polska - Serbia 0:3. Bartosz Kurek: Może teraz wylać się fala hejtu

- Mimo że długimi fragmentami graliśmy jak równy z równym z Serbami, to pokazali nam w kluczowych momentach, że na dzień dzisiejszy są zespołem lepszym - powiedział przyjmujący reprezentacji Polski siatkarzy Bartosz Kurek. W meczu otwarcia mistrzostw Europy "Biało-czerwoni" przegrali z podopiecznymi Nikoli Grbicia 0:3.

Zwycięstwo w pojedynku z Serbami miało otworzyć Polakom drogę do ćwierćfinału, a potem do wymarzonego podium. Porażka sytuację Orłów skomplikowała, ale nie przekreśla szans na podium. - Chciałbym wiedzieć, jak to się wszystko skończy. Zaczęło się średnio. Mam nadzieję, że będzie okazja znów się z nimi spotkać, bo to by oznaczało, że zajdziemy wysoko. Ten zespół na pewno nie skończy swojej przygody na ćwierćfinale, czy wcześniej - skomentował Kurek, który w starciu z Serbami zdobył sześć punktów. Skuteczność w ataku pozostawiała wiele do życzenia. Nasz zawodnik, który 29 sierpnia będzie obchodził 29. urodziny, na 15 prób skończył pięć.

- Były też pozytywne rzeczy o których trzeba pamiętać i zwrócimy na to uwagę, ale było też dużo błędów, dużo pomyłek, trochę niepewności. Mam nadzieję, że w następnych meczach będzie lepiej - zaznaczył Kurek. Serbowie byli lepsi niemal w każdym elemencie: ataku, bloku, zagrywce. - Dobrze zagraliśmy w obronie, a słabo blokiem. W ogóle nie nałożyliśmy na nich presji blokiem. Przy takiej grze w tym elemencie i tak wyciągnęliśmy parę piłek. Mieliśmy swoje okazje w kontrataku, więc myślę, że kombinacja tych dwóch elementów na pewno do poprawy, bo jak poprawimy blok, to na pewno będziemy "wyciągać" jeszcze więcej piłek - zaznaczył przyjmujący "Biało-czerwonych".

Polacy i Serbowie kolejne spotkania fazy grupowej z Finlandią i Estonią rozegrają w Gdańsku. Serbowie mają teraz znakomitą sytuację, żeby wygrać grupę i uniknąć barażów. "Biało-czerwoni" muszą z Finami wygrać w sobotę, żeby jeszcze bardziej nie skomplikować sobie sytuacji. - Ci którzy po tym pierwszym meczu "ustawili" naszą grupę muszą wziąć na wstrzymanie. Te dwa pozostałe zespoły (Finlandia i Estonia - przyp. red) naprawdę potrafią zagrać dobrą siatkówkę. Trzeba być bardzo uważnym i przygotowanym na ciężkie spotkania. Mam nadzieję, że uda nam się wygrać. Czy jedziemy do Gdańska z podniesioną głową? Myślę, że tak. Ciężko pracowaliśmy, żeby tu być, reprezentować Polskę. Dajemy z siebie wszystko. W meczu z Serbią to nie wystarczyło, ale jestem zbudowany tym, że walczyliśmy, trzymaliśmy się do końca - zaznaczył Kurek.

Ponad 60 tysięcy kibiców stworzyło niesamowitą atmosferę. Podobnie jak trzy lata temu, kiedy również graliśmy z Serbią na Narodowym, ale w meczu otwarcia mistrzostw świata. Wtedy Polacy wygrali gładko 3:0 i rozpoczęli marsz po złoto. W tamtej drużynie nie było Kurka, więc po raz pierwszy miał okazję zagrać na Narodowym.

- Nie było mnie tutaj trzy lata temu i może teraz wylać się fala hejtu, że po tak przegranym meczu jestem zadowolony, że to przeżyłem. To było naprawdę wyzwanie mentalne, sportowe. Widok kibiców, kiedy się wychodzi na taki stadion, to coś pięknego i coś co zostanie ze mną do końca życia - zakończył Kurek.

Z Warszawy Robert Kopeć i Anna Zając