Mistrzostwa świata 2014

Od dwóch piłek w finale do buntu piłkarzy

Historia piłkarskich mistrzostw świata datuje się od 1930 roku. Na każdym z turniejów działo się bardzo wiele - od wspaniałych boiskowych wyczynów do zachowań niegodnych widowiska sportowego. Oto przegląd najważniejszych wydarzeń z 19 mistrzostw świata autorstwa Pawła Pieprzycy.

Pierwszy mundial był wyjątkowy, bo... pierwszy. Wzięło w nim udział zaledwie 13 drużyn, w tym dziewięć z Ameryki Południowej, gdzie został rozegrany. Gospodarzem był Urugwaj, który wykorzystał ten atut  i zdobył główne trofeum.

Reklama

W finale w Montevideo Urugwajczycy pokonali Argentynę 4-2 w meczu rozegranym... dwiema piłkami. Gdy w pierwszej połowie grano argentyńską, drużyna ta prowadziła 2-1, a gdy po przewie zmieniono piłkę na urugwajską, to zwycięzcą okazał się zespół z tego właśnie kraju.

Cztery lata później znowu triumfowali gospodarze, którymi tym razem były rządzone przez faszystów Włochy. Przed imprezą ich wódz Benito Mussolini miał powiedzieć selekcjonerowi swojej reprezentacji: "Zwycięż albo nie waż się żyć!".

I Vittorio Pozzo zwyciężył, choć nie bez dużej pomocy sędziów. Zarówno w ćwierćfinale z Hiszpanią, jak i półfinale z Austrią gospodarzom pomagali arbitrzy.

Spotkanie ćwierćfinałowe rozegrano dwa razy w ciągu 24 godzin. Pierwsze zakończyło się bowiem mimo dogrywki remisem 1-1, a ponieważ regulamin nie przewidywał rzutów karnych, potrzebna była powtórka. Włosi zwyciężyli w niej 1-0, ale strzelec gola, słynny Giuseppe Meazza, którego imieniem nazwano stadion w Mediolanie, w decydującej akcji ewidentnie faulował. Sędzia, Szwajcar Roland Mercet, został dożywotnio zdyskwalifikowany, ale to Italia grała dalej.

Z kolei w półfinale, w którym Włosi zagrali z legendarnym austriackim Wunderteamem, również padła tylko jedna bramka - zdobył ją Enrique Guaita wpychając bramkarza Petera Platzera z piłką za linię. Nie raczył tego zauważyć arbiter, Szwed Ivan Eklind, który w nagrodę... poprowadził finał, ucinając sobie wcześniej pogawędkę z Mussolinim. Włosi pokonali w nim Czechosłowację 2-1.

Rekord Wilimowskiego

Kolejne mistrzostwa świata jeszcze bardziej nacechowane były polityką. Rok po nich miała się zacząć II wojna światowa, a Niemcy dokonywali już przejęć terytorialnych w Europie. We Francji nie zagrała reprezentacja Austrii, choć zakwalifikowała się do turnieju, ponieważ kilka miesięcy przed imprezą, w marcu 1938 roku, została wcielona do III Rzeszy. Kilku jej piłkarzy wystąpiło w niemieckich barwach.

Tym razem gospodarze nie zostali mistrzami świata. “Trójkolorowi" odpadli w ćwierćfinale, po porażce z Włochami 1-3, natomiast reprezentacja Italii jako pierwsza w historii obroniła tytuł. Dla nas wydarzeniem był premierowy występ Polski, która zagrała tylko jeden mecz, ale za to jaki! "Biało-czerwoni" przegrali z Brazylią 5-6 po dogrywce, ale cztery gole strzelił Ernest Wilimowski i przez 56 lat dzierżył rekord w liczbie trafień w jednym meczu na mistrzostwach świata.  Więcej o tym spotkaniu, jak i samym piłkarzu, przeczytasz tutaj.

II wojna światowa spowodowała, że następny czempionat globu rozegrano dopiero 12 lat później. Mistrzostwa ponownie odbywały się w Ameryce Południowej i podobnie jak w Urugwaju wystąpiło w nich zaledwie 13 drużyn. Gospodarzem imprezy była Brazylia.

Zmieniono format turnieju. Nie było fazy pucharowej, tylko grupowa. Po raz pierwszy na mundialu wystąpili Anglicy, czyli ojcowie współczesnego futbolu. I zanotowali falstart. W trzech meczach odnieśli tylko jedno zwycięstwo i musieli wracać do domu. Przegrali m.in. z reprezentacją USA. Przed spotkaniem tych zespołów jedna z angielskich gazet napisała, że w piłkę nie potrafią grać tylko Eskimosi i Amerykanie. Dlatego w Anglii nie wierzono w ten rezultat, myślano, że podając wynik zgubiono jedynkę przed zerem...

Jednak to nie Anglicy okazali się największymi przegranymi brazylijskich mistrzostw. W drugiej fazie grupowej grały ze sobą cztery drużyny, systemem każda z każdą, i ta z największą liczbą punktów zostawała mistrzem świata. Tak się złożyło, że o pierwszym miejscu decydował mecz Brazylii z Urugwajem, którego piłkarze pojawili się na turnieju po dwudziestoletniej przerwie. Gospodarzom wystarczał remis, rywale musieli wygrać.

Brazylijczycy byli pewni triumfu. Jedna z gazet jeszcze przed meczem namaściła “Canarinhos" na tronie. Ten fakt wykorzystał trener “Urusów" Juan Lopez, który w hotelowej łazience rozwiesił płachty tego dziennika. To zmobilizowało Urugwajczyków, którzy wygrali 2-1, a wypełniona i głośna Maracana, na której było ok. 200 tys. kibiców, zamilkła. "Tylko trzy osoby potrafiły uciszyć Maracanę jednym gestem, czynem: Frank Sinatra, papież Jan Paweł II i ja" - powiedział wiele lat później Alcides Ghiggia, który strzelił decydującego gola.

Czempionat w 1954 roku miał należeć do Węgrów. Zespół, który nazwano “Złotą Jedenastką" (po wygranych igrzyskach w Helsinkach), mający w składzie takie gwiazdy, jak Ferenc Pusaks, Nandor Hidegkuti, Jozsef Bozsik czy Sandor Kocsis, nie przegrał meczu od maja 1950 roku, w 31 spotkaniach zaledwie cztery razy remisując.

Sensacyjna porażka "Złotej Jedenastki"

I początkowo na rozgrywanym w Szwajcarii turnieju wszystko szło po myśli podopiecznych Gustava Sebesa. Po kolei gromili rywali: Koreę Południową 9-0 i RFN 8-3 w grupie, Brazylię 4-2 w ćwierćfinale i obrońców tytułu 4-2, po dogrywce, w półfinale.

Jedynym problemem była kontuzja Puskasa, której doznał w meczu z RFN-em, przez co nie grał w kolejnych spotkaniach.

Na finał z Niemcami jednak wybiegł na boisko. Po dziewięciu minutach wydawało się, że mecz zakończy się zgodnie z oczekiwaniami - Węgrzy prowadzili bowiem 2-0. Potem jednak nastąpiło coś, czego nikt się nie spodziewał. Grający praktycznie w dziesiątkę “Madziarzy" - Puskasowi odnowiła się kontuzja, a wtedy nie można było dokonywać zmian - stracili trzy gole i jedna z największych sensacji w historii futbolu stała się faktem. Węgrzy zdobyli co prawda wyrównującą bramkę, ale nie została uznana. Na pocieszenie królem strzelców MŚ został Kocsis (11 trafień).

Trzy lata później Puskas oskarżył podopiecznych Seppa Herbergera o stosowanie dopingu. Wtedy nic nie wyjaśniono, ale sprawa wróciła po pół wieku. Znaleźli się tacy, którzy widzieli, jak przed meczem do niemieckiej szatni dostarczano opakowania zawierające strzykawki. Mówiono, że to witaminy, ale ponoć były to jednak pochodne amfetaminy... Faktem jest, że po turnieju większość triumfatorów zachorowała na żółtaczkę, a dwóch zmarło na dolegliwości związane z wątrobą...