Reklama

MŚ Rosja 2018

MŚ Rosja 2018. Szymon Marciniak: Jestem już głodny sędziowania

Za miesiąc rozpoczną się piłkarskie mistrzostwa świata w Rosji. W turnieju udział weźmie reprezentacja Polski, ale także polscy sędziowie, na czele z arbitrem głównym Szymonem Marciniakiem. - Wiemy, że jeśli tylko zdrowie pozwoli i forma nie zawiedzie, to możemy do Polski za wcześnie nie wrócić - mówi w rozmowie z Polskim Radiem Marciniak. Nasz czołowy sędzia przyznał się też, że popełnił błąd w spotkaniu Ligi Mistrzów.

- Jesteśmy na ostatniej prostej, co nie znaczy, że już teraz leżymy. Kontuzja wyeliminowała mnie na miesiąc, więc mogę powiedzieć, że złapałem troszkę świeżości. Przygotowywałem się w inny sposób, ale teraz jestem już głodny sędziowania. Codzienna rehabilitacja po parę godzin jest nużąca i ta walka z czasem była męcząca. Półtora tygodnia temu wróciłem do sędziowania, nie jest to może jeszcze sto procent tego na co bym liczył i czego oczekiwał, dlatego też popsuły się troszkę moje plany, jeśli chodzi o występy europejskie, ale cóż - taki jest sport, kontuzje to element tego fachu.

Reklama

- Cieszę się jednak, że jest już na tyle dobrze, że mogę trenować, przygotowywać się i z radością oczekiwać tych ostatnich dni, bo już 3 czerwca lecimy do Moskwy. Tam mamy zaplanowane dość długie zgrupowanie, bo mecz otwarcia jest 14 czerwca, więc 12 dni przygotowań, pracy z VAR, treningów, no i odliczania tych dni, bo myślę, że nie tylko ja, ale wielu innych moich kolegów będzie czekało na ten pierwszy upragniony gwizdek - przyznaje Marciniak, który był wyznaczony do sędziowania półfinału europejskich pucharów, ale ostatecznie będzie arbitrem technicznym podczas finału Ligi Europejskiej.

- Chapeux bas dla komisji Pierluigiego Colliny, że mimo kontuzji obdarzyła mnie takim dużym zaufaniem. Spotkaliśmy się we Florencji w kwietniu na zgrupowaniu, Collina widział, że jeszcze w ogóle nie biegałem, a mimo wszystko za dwa i pół tygodnia wyznaczył mnie na półfinał. Oczywiście, przeszło mi to gdzieś koło nosa i było to przykre. Tym bardziej, że później mówiło się dość głośno o tym, że kiedy Gianluca Rocci, którego wszyscy typowaliśmy na finał, zajmuje miejsce w półfinale, to otwiera się kolejna furtka.

- Ale przyznam szczerze i ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to prawda - cieszyłbym się, i nie cieszył z tego finału dlatego, że ostatnim moim meczem w Europie był ten w Londynie (Tottenham - Juventus - red.), który nie poszedł tak jak bym chciał. Inaczej jest kiedy jedziesz na finał napompowany świetnymi występami europejskimi, a inaczej kiedy z tyłu głowy masz, że w ostatnim meczu popełniłeś błąd. Tak sportowo jak i ambicjonalnie liczę, że w następnych latach ten finał, który - mam nadzieję - nadejdzie po superrundzie to będzie wisienka na torcie, na którą czekasz, wiesz że na nią zasłużyłeś. Na finał pracuje się latami i wiem, że te poprzednie były wspaniałe. W tym roku rzeczywiście zdarzył się błąd, ale cóż, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Złapałem dużo świeżości mentalnie i fizycznie. Jestem już gotowy do mistrzostw - powiedział Marciniak.

Dla Marciniaka nie będzie to pierwszy tak duży turniej - prowadził już mecze podczas mistrzostw Europy przed dwoma laty, ma także duże doświadczenie z europejskich pucharów. - Ktoś powie, że Europa to nie świat i jest w tym troszeczkę prawdy. Często jeździłem na wymiany sędziowskie do krajów azjatyckich, byłem m.in. w Arabii Saudyjskiej i mam nadzieję, że będzie to moja przewaga. Ta kultura jest zbliżona nawet do piłki afrykańskiej. Jest dużo emocji u zawodników i trzeba do tego zupełnie inaczej podchodzić. To nie jest piłka europejska, kiedy zwróci się zawodnikowi uwagę, a on pokornie pokiwa głową i zaakceptuje decyzję, tylko trzeba naprawdę spodziewać się rzeczy, których normalnie człowiek by się na boisku nie spodziewał. Spotkanie na przykład Latynosów np. z zespołem z Afryki, zawodników nigdy nie odstawiających nogi to jest coś, na co sędzia nigdy nie będzie do końca przygotowany, bo każdy gdzieś sędziuje w swojej konfederacji, a tu jest zbicie różnych stylów - zaznaczył nasz sędzia.

Na mundial jedzie także inny polski sędzia Paweł Gil, który będzie arbitrem VAR. - Trudno było z tego nie skorzystać. Kiedy padło pytanie, czy chcę zabrać sędziego VAR z Polski czy kolegę, z którym współpracowałem na dwóch wcześniejszych zgrupowaniach, to bez chwili zawahania powiedziałem, że chciałbym wziąć Pawła. To oczywiste i świetnie, że do niego uśmiechnęło się szczęście. Pracowałem z Pawłem najczęściej w Polsce. Wszystkie mecze do końca też sędziujemy razem i zaraz potem jedziemy na zgrupowanie, by dopracować współpracę do perfekcji. Trzeba też pamiętać, że nie tylko Paweł będzie sędzią VAR, ale także ja. Kilku sędziów z państw, którzy na co dzień korzystają z tego systemu, będą wykorzystywani maksymalnie do granic możliwości - podkreślił Marciniak.

Sędzia z Płocka liczy, że na mundialu pozostanie jak najdłużej. - Bilet mam na 16 lipca (finał odbędzie się dzień wcześniej - red.), ale oczywiście on jest ruchomy. Po doświadczeniu na wielu imprezach, trudno coś zakładać. Dziś mamy VAR, więc nie będzie skandali, ale trzeba też pamiętać, że jeśli używasz VAR, to znaczy, że w meczu popełniłeś błąd. Każdy mecz to walka o życie - każdy dobrze poprowadzony może spowodować, że zostaniesz na turnieju o tydzień bądź dwa dłużej. Na razie chcę usłyszeć od komisji które spotkanie poprowadzę, maksymalnie się do niego przygotować, wyjść i posędziować. A wiemy, że jeśli tylko zdrowie pozwoli i forma nie zawiedzie to możemy do Polski za wcześnie nie wrócić - powiedział Marciniak.

Oprócz Marciniaka i Gila, na mundialu pracować będą także sędziowie asystenci - Paweł Sokolnicki i Tomasz Listkiewicz.

Dowiedz się więcej na temat: Szymon Marciniak | MŚ Rosja 2018