MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Argentyna - Islandia 1-1

Wielkie emocje, zacięty mecz i spora niespodzianka w Moskwie! Na stadionie Spartaka w pierwszym meczu grupy D. Argentyna zaledwie zremisowała z Islandią 1-1. Bohaterem spotkania - bramkarz Halldorsson. Antybohaterem - Messi, który zmarnował rzut karny i raził nieskutecznością.

Kliknij, aby przejść do zapisu relacji na żywo z meczu Argentyna - Islandia

Reklama

Zapis relacji na żywo dla urządzeń mobilnych

Trudno uwierzyć w to, jak wielkie emocje wywoływał w Moskwie otwierający zmagania w grupie D mecz Argentyny z Islandią. Za małe by pomieścić dziennikarzy były sale prasowe na oficjalnych konferencjach, za mały okazał się również stadion Spartaka. Zapotrzebowanie na bilety na ten mecz było tak ogromne, że chyba lepiej byłoby go zorganizować na Łużnikach. Ale to nie ranga spotkania była magnesem - wszak to dopiero faza grupowa - większość kibiców chciała zobaczyć na żywo w akcji podnoszonego tu do rangi boga futbolu Lionela Messiego.

Messi na koszulkach, na flagach, bannerach. Tam głównie w roli Chrystusa, zbawiciela argentyńskiego narodu. Obok papieża i Diego Maradony. To już nie piłkarskie szaleństwo. Moskwę ogarnęła prawdziwa ekstaza.

Gromkie "Argentina! Argentina" słychać było zewsząd. Roześmiany operator telewizji zatrzymał się dłużej przy kibicach z Japonii, którzy odziani w barwy "Albiceleste" skakali i śpiewali, niczym najwierniejsi fani rodem z Buenos Aires. Islandczyków też było sporo, lecz jak przystało na chłodnych Skandynawów zachowywali spokój. Albo zbierali siły na mecz...

Ostatnie pół godziny przed gwizdkiem sędziego Szymona Marciniaka to nerwowe oczekiwanie wypełnionych po samiutkie brzegi trybun. Czekali nie tylko fani. Przed tunelem zgromadziły się też chmary fotoreporterów, czekających, aż drużyny wyjdą na murawę.

W końcu odliczanie dobiegło końca i na murawę wyszły drużyny z dwóch różnych futbolowych krain. Wicemistrzowie świata i absolutni mundialowi nowicjusze. Rozpoczęła się walka Dawida z Goliatem.

Obraz meczu od początku nie zaskakiwał. Obie drużyny grały dokładnie to, co potrafią najlepiej. Podopieczni Jorge Sampaoliego cierpliwie, technicznie rozgrywali piłkę, szukając szansy na strzał i dośrodkowanie, gdy tylko zobaczyli wyrwę w szeregach defensywnych rywala.

Islandczycy szukali zaś czego innego - możliwości do kontry i pojedynków główkowych, czy też fizycznych starć. Argentyna górowała co prawda w aspekcie kultury gry, finezji i taktyki, lecz widać było respekt przed rosłymi "wikingami".

I to właśnie oni stworzyli pierwszą groźną sytuację w tym meczu. W 9. minucie blisko było sensacji, gdy najpierw Finbogasson uderzał obok bramki, a po chwili Bjarnason po fatalnym nieporozumieniu w defensywie (Rojo niecelnie podawał do Caballero) dostawił nogę do piłki, lecz ta przeleciała koło słupka. To było pierwsze ostrzeżenie i pierwsza oznaka chaosu w obronie Argentyny.

Argentyna przeważała, ale zyskiwała głównie rzuty rożne, bądź wolne. Jeśli były strzały, to lekkie albo niecelne. Dopiero w 17. minucie Messi w swoim stylu przyspieszył wzdłuż linii pola karnego, odszedł obrońcy i huknął z lewej nogi. Halldorsson był jednak czujny i wypiąstkował piłkę do boku.

Dwie minuty później był już bezradny, a gola celebrował niewidoczny dotąd na boisku Sergio Aguero. Napastnik Manchesteru City otrzymał piłkę w polu karnym będąc tyłem do bramki, ale mimo to zdołał odwrócić się i celnie uderzyć lewą nogą niemal w samo okienko. Latynoska część trybun eksplodowała, rozpoczęła się fiesta. O wiele jednak za wcześnie...

Zaledwie cztery minuty później dzielni Islandczycy przypuścili kolejny szturm na bramkę Caballero. Bramkarz Argentyny co prawda najpierw dobrym wyjściem uprzedził napastnika rywali, ale chwilę później musiał wyciągać piłkę z siatki po tym, jak strzał Sigurssona na gola zamienił Finnbogason. Na trybunach pomruk konsternacji, jakby kibice zaczęli zastanawiać się, kto w tym meczu jest Dawidem, a kto Goliatem.

Czas przed przerwą to ataki Argentyny: strzały głową Tagliafico, próba z dystansu Biglii i właściwie nic poza tym. Przed gwizdkiem raz postraszyli jeszcze Islandczycy. Po ręce Messiego szybko rozegrali rzut wolny i akcję strzałem z woleja skończył Sigurdsson. Jego soczyste uderzenie było jednak niecelne.

Po zmianie stron długo czekaliśmy na konkretny atak Argentyny. Z posiadania przez nią piłki niewiele wynikało. Szybko zareagował Sampaoli korygując ustawienie pomocy. Za bezproduktywnego Biglię wszedł Ever Banega. I to właśnie on postraszył w 59. minucie strzałem, w ostatniej chwili zablokowanym ofiarnym wślizgiem.

Obraz gry długo wyglądał podobnie: Argentyńczycy próbowali grać po obwodzie, szybko wymieniać piłkę i szukać dośrodkowań, podczas gdy gracze Islandii repertuar mieli prosty. Wybijali piłkę głową, bądź nogą. Czasem musieli uciekać się jednak do fauli, powstrzymując szybszych od siebie piłkarzy Albiceleste.

Tak było, gdy niby od niechcenia w pole karne dośrodkował Messi, a wbiegający tam Meza został powalony przez Magnussona. Marciniak nie wahał się ani przez chwilę. Krótki gwizdek i wskazanie na "wapno". Rzut karny!

Do piłki na 11. metrze nie mógł podejść nikt inny, jak Messi. Wziął krótki rozbieg, strzelił jednak fatalnie! Jego półgórny, niezbyt celny strzał sparował Halldorsson i nadal mieliśmy remis. Kibice Islandii rzucali się sobie w ramiona z euforii, a fani Argentyny zamiast złorzeczyć, podnosili na duchu swojego kapitana. "Messi! Messi!" znów rozległo się z trybun.

Niebawem znów Messi był na ustach wszystkich, gdy sfaulowany, sam wymierzał sprawiedliwość strzelając z rzutu wolnego. Ci, którzy liczyli, że nawiąże korespondencyjny pojedynek z Cristiano Ronaldo - zawiedli się. Strzał minął spojenie słupka z poprzeczką.

W 71. minucie pokazał się ponownie Banega, który wykończył kontrę drużyny celnym, acz przewidywalnym strzałem zza pola karnego. Dziesięć minut później fani widzieli już piłkę w siatce po "firmowym" strzale Messiego, lecz znów zawiodła precyzja. 

Niezrażony niepowodzeniami napastnik Barcy nadal próbował. W 84. minucie po raz kolejny huknął zza pola karnego, ale ustrzelił jedynie swojego kolegę z drużyny.

Sampaoli, który zapowiadał, że będzie podejmował spokojne i celne decyzje wpuścił w końcu rosłego napastnika. W miejsce Mezy wszedł Gonzalo Higuain. Do końca meczu pozostawało jednak tylko 5 minut gry.

Nie Higuain, a inny zmiennik był jednak bliski gola. Pavon z prawego skrzydła chytrze wstrzelił piłkę w światło bramki, lecz czujny Halldorsson był na posterunku! Podobnie jak chwilę później, gdy strzelał z dystansu Mascherano. 

W doliczonym czasie gry Argentyna próbowała skomasowanego ataku, ale nadal wszystkie piłki wędrowały do Messiego. Ten po dryblingu próbował strzału prawą nogą, ale obok bramki. Chwilę później swoją uległość Messiemu zademonstrował Otamendi. Mając idealną okazję na strzał zza pola karnego, wrzucał piłkę, szukając w "szesnastce" zawodnika z numerem dziesięć.

Jeszcze w ostatnich sekundach spotkania Marciniak dał Argentynie rzut wolny za faul na Messim, ale i tym razem się nie powiodło. Gracz z numerem dziesięć trafił w mur i polski arbiter zakończył spotkanie.

Patrząc na wynik można powiedzieć - sensacja! Jednak z samej gry to już tylko niespodzianka. Argentyna nie odrobiła zadania domowego, a trener wbrew zapowiedziom, wcale nie reagował dobrze na boiskowe sytuacje. Zbyt późno wpuścił Higuaina, do końca na murawie trzymał bezproduktywnego Aguero. Z pewnością nie spodziewał się też, że swojego dnia nie będzie miał Messi, ale mając taki gwiazdozbiór w składzie, powinien lepiej wykorzystać potencjał drużyny.

A Islandia? Znów odebrała punkty faworytom, dopisując Argentynę do listy rozbrojonych potęg. Po remisie na Euro z Portugalią, gdy do ich bramki nie mógł trafić Cristiano Ronaldo, tym razem zęby na drużynie selekcjonera - dentysty połamał sobie Lionel Messi...

Z Moskwy Rafał Walerowski

Argentyna - Islandia 1-1 (1-1).

Bramki: 1-0 Sergio Aguero (19.), 1-1 Alfred Finnbogason (23.).

Niewykorzystany rzut karny: Lionel Messi (Argentyna, 64).

Sędzia: Szymon Marciniak (Polska). Widzów 44 190.

Argentyna: Wilfredo Caballero - Eduardo Salvio, Nicolas Otamendi, Marcos Rojo, Nicolas Tagliafico - Maximiliano Meza (84. Gonzalo Higuain), Javier Mascherano, Lucas Biglia (54. Ever Banega), Angel di María (75. Cristian Pavon) - Lionel Messi, Sergio Aguero.

Islandia: Hannes Thor Halldorsson - Birkir Mar Saevarsson, Kari Arnason, Ragnar Sigurdsson, Hordur Magnusson - Johann Berg Gudmundsson (63. Rurik Gislason), Aron Gunnarsson (76. Ari Freyr Skulason), Emil Hallfredsson, Birkir Bjarnason - Gylfi Sigurdsson, Alfred Finnbogason (89. Bjorn Bergmann Sigurdarson).

Powiedzieli po meczu:

Jorge Sampaoli (trener Argentyny): "Trudno jest ocenić występ Messiego, bo to był dla niego bardzo niewygodny mecz. Islandia była skupiona na własnej połowie, a Messi był cały czas otoczony. Uczucie, kiedy prowadzisz, ale nie wygrywasz, jest frustrujące. To dopiero początek. Wyciągniemy wnioski z tego, co się stało i na pewno nas to wzmocni przed następnym spotkaniem".

Heimir Hallgrimsson (trener Islandii): "To ogromny sukces Islandii. Wciąż jestem przekonany, że Argentyna daleko zajdzie w tych mistrzostwach, więc to dla nas tym bardziej fantastyczny rezultat. Wiedzieliśmy, że nie możemy zostawić rywalom dużo miejsca, bo właśnie wtedy ujawniłby się ich talent. Sami też chcieliśmy wykorzystać wolne przestrzenie, ale to jest trudno, kiedy się prawie wcale nie ma piłki".

Hannes Halldorsson (bramkarz Islandii, obronił rzut karny): "Oglądałem wiele razy, jak Messi wykonuje karne. Przypomniałem sobie też +jedenastki+, które ja sam wcześniej obroniłem i pomyślałem, że on też może to wiedzieć. Miałem silne przeczucie, że strzeli właśnie w tą stronę. Obrona tego strzału była spełnieniem marzeń, szczególnie, że pomogło nam to zdobyć punkt. Może się on okazać bardzo cenny w walce o awans do 1/8 finału".