Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Chorwacja – Anglia 2-1. Kane w cieniu profesora Periszicia

Reprezentacja Chorwacji zagra w finale mistrzostw świata. W drugiej części dogrywki spotkania z Anglią piłkarze Zlatko Dalicia zdobyli bramkę przesądzającą o ich zwycięstwie 2-1 (1-1 po 90 minutach). Gwiazdą spotkania był Ivan Periszić, który strzelił gola i zanotował asystę przy trafieniu Mario Mandżukicia.

Na plus
Dopiero w drugiej połowie spotkania Chorwaci na dobre zaczęli grać w piłkę, a w ich szeregach najbardziej wyróżniał się skrzydłowy Interu Mediolan Ivan Periszić. To właśnie on zdobył wyrównującą bramkę na 1-1, gdy uprzedził Kyle’a Walkera i z bliskiej odległości pokonał Jordana Pickforda. To on mógł strzelić bramkę na 2-1, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek. W końcu, to on zanotował prawdopodobnie najważniejszą asystę w karierze, gdy w 109. minucie podał do Mario Mandżukicia, który uciekł Johnowi Stonesowi i trafił do siatki. Wielki mecz 29-letniego zawodnika, który w kluczowych momentach grał po profesorsku. Po takim mundialu Inter będzie miał ogromne problemy, by zatrzymać go w zespole. W reprezentacji Anglii bardzo dobre zawody rozgrywał Walker, ale tylko do momentu utraty gola... Za pierwszego gola w kadrze można jeszcze pochwalić Kierana Trippiera. Jednak nikt w ekipie ”Synów Albionu” nie zaimponował.

Reklama

Na minus
Harry Kane i John Stones. Pierwszy na dobrą sprawę mógł rozstrzygnąć losy meczu, gdy w 30. minucie Jesse Lingard uruchomił go świetnym podaniem, ale snajper Tottenhamu przegrał pojedynek sam na sam z Danijelem Subasziciem, a po chwili trafił słupek. Poza tym ten mecz Kane’owi wybitnie nie wyszedł, ale panamska lub tunezyjska defensywa nie może się równać z chorwacką. Natomiast Stones kompletnie zawiódł przy drugim straconym golu. To on nie upilnował Mandżukicia, a po straconym golu tylko rozkładał ręce i sugerował pozycję spaloną. Nie tym razem.

Kontrowersja meczu: Pickford, gdzie jesteś?
W drugiej części dogrywki boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Kieran Trippier. Anglicy grali w osłabieniu i musieli gonić wynik. Wydawało się, że w końcowych fragmentach spotkania ich jedyną szansą mogą być stałe fragmenty gry. Już w doliczonym czasie rzut wolny dostali podopieczni Garetha Southgate’a. Pytanie, gdzie był Jordan Pickford? Odpowiedź – w swojej bramce. Bramkarz nie poszedł w pole karne, by ze swoimi warunkami fizycznymi powalczyć o piłkę i jeśli nie strzelić gola, to nawet dograć do jednego z kolegów. Wątpliwe, by taką decyzję podjął Southgate. Zamiast walczyć o gola, który dałby Anglikom remis i szansę na awans do finału Pickford wolał stać w polu karnym i liczyć na kolegów.

Czynniki decydujące
Kondycja i niedoświadczenie. Chorwaci od drugiej połowy wyglądali lepiej fizycznie, biegali więcej od Anglików, grali pressingiem. O ich sukcesie przesądziło również większe doświadczenie – tym razem młody zespół Southgate’a nie potrafił znaleźć odpowiedzi na bardzo mądrze grających rywali. Było to widać zwłaszcza w dogrywce, gdy przegrywając 1-2 w kilku sytuacjach Anglicy dali się sprowokować i faulowali Chorwatów lub wdawali się w przepychanki.

Liczby meczu
1. Po raz pierwszy w swojej historii Chorwacja zagra w finale wielkiego turnieju. Do tej pory największym sukcesem było zajęcie trzeciego miejsca w 1998 roku na mistrzostwach świata we Francji. Tamten zespół miał w swoich szeregach takie gwiazdy, jak Robert Prosinecki, Zvonimir Boban, Robert Jarni i Davor Suker. Teraz ich osiągnięcie przebili Ivan Rakitić, Luka Modrić, Ivan Periszić i Mario Mandżukić.
4. Anglicy pięć razy grali w półfinałach wielkich imprez, ale cztery razy schodzili z boiska pokonani. W ostatnich czterech próbach przegrywali z: Jugosławią (Euro 1965), Niemcami (mistrzostwa świata 1990), ponownie Niemcami (Euro 1996) i teraz z Chorwacją.

Naszym zdaniem
Chorwacja wygrała zasłużenie. W drugiej połowie i dogrywce była zespołem lepszym. Angielski zespół pogubił się, miał problemy ze stwarzaniem sytuacji podbramkowych, popełniał błędy w defensywie i dlatego nie zagra w finale. Finale, który będzie dla Chorwatów prawdziwym świętem. Podopieczni Zlatko Dalicia po raz trzeci musieli wytrzymać na murawie ponad 120 minut i zdołali tego dokonać. Bez względu na wynik spotkania z Francją i tak mogą być z siebie dumni. Przeszli do historii, a mogą znaleźć się w piłkarskim niebie.

po

Dowiedz się więcej na temat: Ivan Periszić | reprezentacja Chorwacji | Mario Mandżukić