Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018, czyli sprawiedliwości stało się zadość

Konia z rzędem temu, kto byłby w stanie przewidzieć nie tylko wynik finału mundialu, ale też natłok przeróżnych dramatycznych historii, jakie miały miejsce na Łużnikach. Francuzi pokonali w finale Chorwację i zostali mistrzami świata, bo po prostu musieli. Oto analiza finałowego meczu w wykonaniu redakcji Eurosportu.

Wygrała matematyka

"Ta drużyna jest idealnie zbalansowana" - ileż razy podczas ostatniego miesiąca mogliśmy usłyszeć tę właśnie wyświechtaną opinię na temat drużyny prowadzonej przez Didiera Deschampsa? Ale banały mają ten swój niepowtarzalny urok polegający na tym, że przede wszystkim perfekcyjnie oddają prawdę. Bo i prawdą jest to, że Francuzi przywieźli do Rosji drużynę najlepszą, najlepszą jedenastkę, najlepszych rezerwowych. Też zdecydowanie najlepszych zawodników pozostawili w domu. Czyli zadziałała tu bezwzględna matematyka - tak skomasowana mieszanka talentu musiała zamienić się w złotą miksturę. I nawet jeśli "Trójkolorowi" mieli swoje zakręty, zdarzały się im błędy, taki jak ten Hugo Llorisa przy ostatnim z finałowych trafień, to i tak ten tytuł im się należał jak psu buda. Im po prostu było to zapisane w gwiazdach. I algorytmach.

Piękny dwudziestoletni

Reklama

Już przed mistrzostwami wszyscy wiedzieli, z jakiego pokroju piłkarzem mamy tu do czynienia, ale w Rosji Kylian Mbappe wkroczył na największą scenę już w pełni. Wejście to zwieńczył świetnym występem i pięknym golem w finale. Podobnego mundialu w wykonaniu piłkarza nastoletniego, także z golem w meczu o złoto, nie mieliśmy od 1958 roku i wyczynów 17-letniego Pelego. O poważniejszą symbolikę więc niezmiernie trudno. Mbappe w grudniu osiągnie już dwadzieścia wiosen, naturalnym zatem skojarzeniem, jakie przychodzi na myśl, gdy ogląda się go w akcji, jest tytuł autobiografii Marka Hłaski. Francuz to piękny dwudziestoletni. Tej lekkości w grze w piłkę nie ma chyba nikt na tej planecie. I w niedalekiej przyszłości nikt od niego w tym sporcie lepszy nie będzie.

Finał turniejem w pigułce

Jeżeli podczas mistrzostw można było doszukiwać się kilku dominujących trendów, to wszystkie otrzymaliśmy w meczu decydującym jak na tacy. Bardzo dużo bramek padało w Rosji po stałych fragmentach gry? W finale zwycięzcy strzelili gola po rzucie rożnym i karnym. Turniej samobójów? Pierwszego gola w niedzielę na Łużnikach strzelił Mario Mandżukić, z tym, że trafił wówczas do własnej bramki. Ewolucja technologiczna zaczęła się zmieniać w rewolucję i na mundialu wiele meczów rozstrzygało się dzięki VAR-owi? Bramka na 2-1 - najważniejsza, dziesięć minut po wyrównaniu Chorwatów i tylko siedem minut przed zejściem do szatni - to dzieło wideoweryfikacji. Gdyby nie ta technologia, to Nestor Pitana nie dopatrzyłby się zagrania ręką Ivana Periszicia i gra poszłaby dalej, mecz potoczył się inaczej. A tak tylko potwierdziło się, że wieczór w Moskwie to podsumowanie tego, co na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy działo się w Rosji. Mundial w pigułce.

(Nie)posiadanie piłki

Pomimo kwestii, na które zwróciliśmy uwagę w poprzednim akapicie, dominantą tych mistrzostw była zmiana w spoglądaniu na futbol. Czasy hiszpańskiej tiki taki i wypieszczania akcji dziesiątkami marzeń minęły bezpowrotnie. Teraz nie wygrywa się meczów posiadaniem piłki. Francuzi w finale byli przy niej przez jedynie 39 procent czasu gry. W fazie pucharowej nie ustępowali rywalom w tej statystyce tylko w meczu z Urugwajem. Poza tym za każdym razem oddawali pole gry przeciwnikom, nie kreowali dziesiątek sytuacji, ale i tak wygrywali. Bo wiedzieli, co zrobić z piłką przez ten krótszy okres, gdy przy niej byli. Bo mieli swój pomysł i egzekwowali go na boisku szybciej od rywali.

Chorwackie sinusoidy

I na koniec jeszcze słowo o przegranych. Tę drużynę pogrążyli ich właśni bohaterowie. Co z tego, że Mandżukić pod koniec meczu przypomniał, jak walecznym jest napastnikiem i zmusił do błędu Llorisa, skoro wcześniej strzelił samobója. Wyrównujące trafienie na 1-1 Periszicia było niezwykłej urody i miało ogromny ciężar gatunkowy, ale zdało się na nic przez to, co ten sam piłkarz dokonał dziesięć minut później, gdy dotknął piłki ręką w szesnastce. Chorwackim liderom sinusoidy zdarzały się stanowczo za często. Być może wyżyny bardziej poszły w świat, ale to dołki decydowały o losach tego spotkania.

Dowiedz się więcej na temat: MŚ 2018