Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018: Katastrofa Argentyny, wielki dzień Chorwacji

Lionel Messi znowu nie zachwycił... ale krytykowanie lidera argentyńskiej reprezentacji naprawdę tym razem mija się z celem. To przecież Enzo Perez nie trafił do pustej bramki, a Willy Caballero wyłożył piłkę Ante Rebicowi przy golu, który dał prowadzenie Chorwatom. Później gole dodali też Modric i Rakitic, a "Hrvatska" wygrała aż 3:0.

Kończący czwartkową serię spotkań pojedynek zapowiadany był jako hit dnia, a być może nawet całej drugiej kolejki fazy grupowej rosyjskiego mundialu. Kibice nie powinni czuć się rozczarowani, gdyż od początku obejrzeli intensywne i bardzo zacięte spotkanie, w którym w drugiej połowie nie zabrakło również efektownych goli.

Reklama

Krótka kołdra problemem nawet w Argentynie

Szkoleniowiec "Albicelestes" Jorge Sampaoli zdecydował się dokonać kilku zmian w składzie w porównaniu ze zremisowanym 1:1 spotkaniem z Islandią, zmienił również taktykę na system z trójką obrońców. To jednak niewiele zmieniło w grze jego zespołu, gdyż nie udało się oszukać faktu, że Argentyńczycy w tym momencie w wielu sektorach boiska mają piłkarzy poniżej poziomu wymaganego w klasowej drużynie. Co z tego, ze mają kilkunastu graczy znakomitej klasy... skoro wszyscy z nich to napastnicy lub też ofensywni pomocnicy. Kończy się to tym, że Lionel Messi czy Sergio Aguero, też grający poniżej swojego klubowego poziomu, z przerażeniem obserwują postawę swoich kolegów. Tak było na przykład w 30. minucie, gdy Enzo Perez nie trafił do praktycznie pustej bramki, po jedynym w meczu nieporozumieniu Danijela Subasica i Dejana Lovrena.

Caba-strofa rozstrzygnęła o wyniku

O zwycięstwie Chorwatów w dużej mierze zadecydowała z kolei katastrofalna interwencja Willy'ego Caballero z 53. minuty. Argentyński golkiper, który wskoczył do bramki w wyniku odniesionej podczas przygotowań kontuzji Sergio Romero, próbował podciąć piłkę podając ją do kolegi z linii obrony... co okazało się dla niego zdecydowanie zbyt trudnym technicznie zagraniem. W efekcie piłka spadła na nogę ustawionego kilka metrów obok Ante Rebica, a ten efektownym strzałem z woleja umieścił ją pod poprzeczką.

Trener Chorwatów wytrzymał ciśnienie

Wspomniany Rebic był w pierwszej połowie w ogniu większości wydarzeń na murawie. W 39. minucie uzbecki sędzia Rawszan Irmatow ukarał go żółtą kartką za seryjne faulowanie, a w ostatniej akcji przed zejściem do szatni Rebic załamał swoich kolegów na ławce rezerwowych. Najpierw bowiem źle przyjął piłkę w kontrataku wybiegając na sytuację sam na sam, a następnie zamiast podać do nieobstawionego Ivana Perisica, to zdecydował się na bardzo nieudany strzał. Szkoleniowiec Chorwatów Zlatko Dalic nie zdecydował się jednak zdjąć go w przerwie z boiska i w 53. minucie jego nos trenerski otrzymał za to nagrodę. Dla Rebica było to drugie trafienie w kadrze "Hrvatskiej".

Chorwaci i Argentyńczycy nie dali wyboru sędziemu

Mundial w Rosji jest kolejną wielką imprezą, gdzie sędziowie mają wytyczne, by pokazywać jak najmniej żółtych kartek. W rozegranym Niżnym Nowogrodzie spotkaniu nie dało się jednak ich uniknąć. Już w pierwszej połowie piłkarze obu drużyn nie odstawiali nogi, a wślizgi z obu stron latały na lewo i prawo. Po przerwie gra się jeszcze zaostrzyła i ostatecznie uzbecki arbiter pokazał siedem żółtych kartek, chociaż tak naprawdę mógł ich dać jeszcze sporo więcej.

Miny Messiego i Maradony mówiły wszystko

Podczas przedmeczowych hymnów spore zdziwienie mógł wzbudzić widok Lionela Messiego, który... trzymał się w jego czasie za głowę. Podczas samego spotkania kamerzyści z lubością pokazywali za to siedzącego na trybunach Diego Maradonę. Najpierw w miarę spokojnego, potem pobudzającego siedzących rodaków do zwiększonego dopingu, a w drugiej połowie nerwowo obgryzającego paznokcie. Nic dziwnego, "Albicelestes" tak dotkliwej porażki w fazie grupowej mistrzostw świata nie ponieśli od 1958 roku, gdy 1:6 ulegli Czechosłowacji. Teraz los awansu do fazy pucharowej nie zależy już tylko od nich, a duże znaczenie będzie mieć m.in. wynik piątkowego meczu Nigeria - Islandia.

Wojciech Malinowski

Dowiedz się więcej na temat: MŚ 2018