MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Polska - Kolumbia 0-3. Kamil Glik: Nie było czego zbierać

- Byłem gotów grać od początku, ale trener zdecydował inaczej. Czy zawiodły przygotowania? Zawiodło wiele elementów, Kolumbia biła nas także fizycznością - żałował po spotkaniu z Kolumbią (0-3) obrońca Orłów Kamil Glik. Po tym meczu Polska straciła szanse na wyjście z grupy MŚ. Kamil wystąpił, choć wielu, po kontuzji, przekreślało jego szanse na wyjazd na MŚ!

Michał Białoński, eurosport.interia.pl: Wszedłeś na boisko dopiero wtedy, gdy było dla nas właściwie po mundialu.

Reklama

Kamil Glik, obrońca reprezentacji Polski: - Tak, brakowało 10 minut do końca i przegrywaliśmy 0-3. Nie miałem za bardzo szans, żeby ten wynik w jakikolwiek sposób odrobić. Michał Pazdan doznał kontuzji, więc wszedłem za niego, ale powtarzam - jestem od dłuższego czasu w treningu i mógłbym grać dłużej.

A byłbyś w stanie grać dzisiaj od początku?

- Jestem od tygodnia w treningu z drużyną. Trenuję jak każdy, normalnie. Skoro byłem w stanie wyjść dzisiaj na 15 minut, to ... Byłem do dyspozycji trenera i tyle. Nie wiem, zdecydowały jakieś inne względy, że dzisiaj przez większość meczu siedziałem na ławce.

Od razu, po twoim wejściu, mieliśmy stały fragment gry, po którym Grzegorz Krychowiak o mały włos nie strzelił gola.

- Można powiedzieć, że to była najlepsza sytuacja, jaką mieliśmy na tym mundialu.

Dlaczego przegraliśmy?

- Wyglądaliśmy słabiej pod każdym względem: fizycznym, technicznym i taktycznym, w operowaniu piłką. Nie mieliśmy czego szukać. Nie zasłużyliśmy na to, aby myśleć o jakimkolwiek pozytywnym rezultacie.

Kolumbia to jedna z najlepszych drużyn, z jaką mieliśmy okazję grać na przestrzeni ostatnich kilku lat

Inaczej wyobrażałem sobie ten mundial. Nic się w moim życiu nie zmieni z tego powodu, że zagrałem tu 10 minut. Walczyłem o to, żeby tu być. Udało się doprowadzić mnie do stanu używalności. Mundial jednak skończył się dla nas i zobaczymy co dalej. Przyjdzie czas na wyciąganie konsekwencji, bo inaczej sobie to wyobrażaliśmy.

Co się dzieje w szatni?

- Cisza, nie ma radości. Nie ma rozmów. Podejrzewam, że ten tydzień też nie będzie wspaniały, hurraoptymistyczny. Za cztery dni kolejny mecz. Miejmy nadzieję, że chociaż mecz o honor (frazę "mecz o honor" Kamil powtórzył trzykrotnie - przyp. red.) zagramy tak jak się do tego przyzwyczailiśmy i chociaż w minimalnym stopniu zmażemy plamę.

Były momentu optymizmu, jeśli idzie o postawę naszej defensywy?

- Przegraliśmy 0-3, więc myśleć, że fajnie wyglądaliśmy z tyłu, to trochę przesada. W żadnym z tych obu meczów nie wyglądaliśmy dobrze.

Czy brakowało sił?

- Pewnie jest kilka elementów, które zawiodły. W meczu z Kolumbią byliśmy słabsi pod każdym względem, także wybiegania, taktyki, piłkarskim. Nie mówiłbym, że zawiodła tylko fizyczność, ale jest to jedna z rzeczy, jaka się dzisiaj rzucała w oczy.

Nie wiem czy przygotowania były złe czy dobre, były na pewno zbliżone do tych sprzed Euro 2016, a tam wyglądaliśmy nieźle. Ja się na tym aspekcie nie znam. Jestem piłkarzem i tyle! My, piłkarze harmonogramów treningów, zgrupowań nie ustalamy.

Podobno wy, jako rada starszych rozmawialiście z zespołem?

- Mobilizowaliśmy się. Nie ma drużyny na świecie, która by tego nie robiła. Przygotowania były jak najlepsze, jak do każdego innego meczu. Czy pomogło? W pierwszej połowie mecz z Kolumbią wyglądał lepiej od tego z Senegalem, natomiast później wypadliśmy słabiej.

Można teraz zacytować klasyka Artura Boruca, który powiedział, że mundial to piękna impreza, która jest raz na cztery lata, a my ją "spieprzyliśmy"?

- No tak, nie powiem przecież, że zagraliśmy świetny mundial. Przegraliśmy dwa mecze. O ile o tym z Senegalem można powiedzieć, że trochę pechowo, o tyle dzisiaj nie było czego zbierać.

Rozmawiał i notował w Kazaniu: Michał Białoński

Wyniki, terminarz i tabela "polskiej" grupy mundialu w Rosji