MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Rosja - Egipt 3-1. Salah to za mało

Mocno krytykowany od czasu objęcia rosyjskiej kadry Stanisław Czerczesow w końcu może odetchnąć. Zespół "Sbornej" nie tylko praktycznie awansował już do fazy pucharowej, ale też uczynił to w zaskakująco dobrym stylu. Pakowanie bagaży po porażce 1-3 mogą za to rozpocząć Egipcjanie, którym nie pomógł powrót do zdrowia Mohameda Salaha.

W przypadku gospodarzy sporo można pisać o znakomitym losowaniu i wynikającej z tego niskiej jakości rywali. To jednak trzeba umieć wykorzystać, a osiem goli strzelonych i tylko jeden stracony pokazują, że to się na pewno Rosjanom i Czerczesowowi udało.

Wszystko kręciło się wokół Dziuby

Reklama

Chociaż mundial w pełni, to w "Sbornej" wciąż nierozstrzygnięta została sprawa wyboru podstawowego środkowego napastnika drużyny. Przeciwko Arabii Saudyjskiej od pierwszej minuty zagrał Fiodor Smołow i na tle swoich kolegów z zespołu zaprezentował się raczej przeciętnie. To skłoniło Stanisława Czerczesowa do wypróbowania w meczu z Egiptem Artioma Dziuby, który z ławki strzelił jedną z bramek w meczu otwarcia. Również przeciwko "Faraonom" ten rosły napastnik okazał się bardzo przydatny, przez całe spotkanie toczył zacięte walki z egipskimi środkowymi obrońcami, a w 62. minucie ze spokojem wykorzystał szansę, którą stworzyło mu zagranie Ilji Kutiepowa.

Salah zdrowy, ale bezsilny

Szans swojej drużyny kibice Egiptu upatrywali oczywiście w powrocie do wyjściowego składu Mohameda Salaha. Lider zespołu wyglądał przez 90 minut na w pełni zdrowego i zaprezentował w Sankt Petersburgu niezłą formę, którą w 73. minucie potwierdził skutecznie egzekwując rzut karny. Salah, gdy tylko otrzymywał piłkę na polu ataku, szukał podobnej gry do tej co w Liverpoolu. Ponieważ jednak partnerzy z reprezentacji nie prezentują poziomu Sadio Mane czy Roberto Firmino, to rosyjska obrona dobrze sobie z próbami kombinacyjnych akcji poradziła. W efekcie Egipt wciąż czeka na premierowe zwycięstwo w historii swoich startów na mundialu.

Brazylijska samba pod rosyjską flagą

Kibice nie doczekali się oczekiwanych fajerwerków w niedzielnym meczu Brazylii ze Szwajcarią. Zabrakło elementów piłkarskiej samby, o co zadbali doskonale zorganizowani i bezwzględnie przerywający akcje Neymara i spółki "Helweci". Pokazał ją za to we wtorkowy wieczór Mario Fernandes, też Brazylijczyk, ale od ubiegłego roku występujący w reprezentacji Rosji. 27-latek w 59. minucie znakomicie podłączył się do akcji ofensywnej, zdublował pozycję skrzydłowego, a zanim dokładnie wycofał piłkę do Denisa Czeryszewa, to wspaniałym balansem ciała zgubił egipskiego obrońcę.

Dwa łyki statystyki

Rzut karny wykonany skutecznie w 73. minucie przez Salaha był już dziesiątym podyktowanym na tegorocznych mistrzostwach świata. Przed czterema laty taką samą liczbę podyktowano w całej fazie grupowej.

Wojciech Malinowski

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Rosji