Reklama

MŚ Rosja 2018

Tajemnice mundialu. Dzień, w którym wszystko się zaczęło. Ilu ojców mają mistrzostwa świata?

Do mundialu w Rosji zostało już tylko 48 dni. Do tego czasu będziemy codziennie przypominać dzieje piłkarskich mistrzostw świata. Te najstarsze, ale też całkiem nowe. Napiszemy o sensacjach, których nikt się nie spodziewał, o dramatach, które wpływały na życie całych narodów i o wydarzeniach ważnych, choć niemal nieznanych. Również z Polakami w roli bohaterów. O tym, co działo się na boisku, ale także poza nim. Bo to naprawdę pasjonująca historia!

Na początek wypada uściślić pewien mit. Nie obalić, bo byłoby to niesprawiedliwe, ale właśnie doprecyzować. Za ojca założyciela piłkarskich mistrzostw świata jest powszechnie uznawany Jules Rimet, szef FIFA od początku lat 20. poprzedniego wieku, ale ideę, w bardzo konkretnej formie, przedstawił inny Francuz Henri Delaunay, późniejszy twórca mistrzostw Starego Kontynentu. Jego zasługi są znacznie mniej znane. Niesłusznie.

Reklama

Gdy niedługo po paryskich igrzyskach w 1924 roku, coraz silniej zaczęła pojawiać się tendencja, że futbol powinien jednak mieć osobne rozgrywki - głównie ze względu na nieprzejednanie władz olimpijskich, aby dopuszczać do turnieju jedynie amatorów - FIFA zaczęła poważne prace nad organizacją własnego turnieju. Podstawowy punkt sporu dotyczył bowiem tego, kto w takich zawodach mógłby występować. Międzynarodowa Federacja Piłkarska, choć mająca nieporównanie mniejsze znaczenie niż obecnie, od początku optowała za tym, by światowy czempionat był otwarty dla wszystkich, także dla szybko rozwijającego się w tamtych latach zawodowstwa. To była kwestia uniwersalności, ale też - co tu ukrywać - pieniędzy.

Kiedy w lutym 1927 roku w Zurichu zaczęła prace specjalna komisja, mająca wyłonić najlepszą propozycję, pomysł Delauneya zyskał największe poparcie i został przyjęty ponad rok później na kongresie w Amsterdamie, zyskując 23 głosy za, przy pięciu przeciwnych. Przewidywał "mistrzostwa świata co cztery lata, otwarte dla drużyn reprezentacyjnych ze wszystkich federacji należących do FIFA". Data? Rok 1930.

Kluczowe w tych pierwszych latach wydają się zatem dwie kwestie. Po pierwsze, idea mundialu piłkarskiego mogła ziścić się ze względu na całkowicie odmienne wizje, kto powinien brać w nim udział, czy tylko amatorzy czy również zawodowcy, prezentowane przez władze FIFA i MKOl. Władze piłkarskie uważały, że ograniczenie do amatorstwa jest w rzeczywistości hamulcem dla rozwoju tej dyscypliny. Po drugie, jeśli Rimetowi nie można odebrać zasług, w końcu to jego imieniem nazwano nawet Puchar Świata, działanie szefa FIFA było przede wszystkim "polityczne". Polegało na budowaniu wspólnego frontu i szukaniu szerokiego poparcia dla nowej idei. Delauney wymyślił jej "techniczną" stronę. Kto zatem jest "ojcem" mundialu? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć.

Pewnie rozmowy o organizacji pierwszego turnieju byłyby znacznie trudniejsze, gdyby Jules Rimet, chrześcijański demokrata i prezydent FIFA od 1921 roku, nie spotkał na swojej drodze urugwajskiego dyplomaty Enrique Buero urzędującego w Genewie. Warto pamiętać, jaki był kontekst polityczno-ekonomiczny tamtych lat. W czasie wielkiego kryzysu zapoczątkowanego w roku 1929 Europa miała na głowie inne priorytety, choć kilka kandydatur się pojawiło - z Hiszpanii, Włoch, Węgier, a nawet Szwecji i Holandii, które się jednak wycofały.

Tymczasem Urugwaj, obchodzący w 1928 roku 100-lecie niepodległości, nie tylko dawał gwarancję klasy sportowej jako mistrz dwóch ostatnich igrzysk olimpijskich (1924 i 1928), ale przede wszystkim zobowiązał się do pokrycia kosztów nietaniej, bądź co bądź, wyprawy. Chodziło zarówno o podróż statkiem, pełne zakwaterowanie w dobrych warunkach, jak i o diety dla każdego uczestnika - w czasie podróży przez ocean i już na miejscu, podczas turnieju.

A jednak udało się nakłonić jedynie cztery drużyny europejskie - Francję, Rumunię, Belgię i Jugosławię. I to dzięki nielichym zabiegom politycznym. Gdyby Rimet, oprócz pucharu wykonanego specjalnie przez Abla Lafleura, nie zabrał ze sobą ekipy francuskiej, byłaby to na pewno prestiżowa porażka. W wysłanie zespołu rumuńskiego osobiście zaangażował się król Karol I.

Francuzi, Rumuni i Belgowie płynęli razem przez dwa tygodnie słynnym Conte Verde (w Rio dosiadła się jeszcze Brazylia), przeżywając prawdopodobnie przygodę życia, bo oprócz dość osobliwych treningów, a w takich warunkach nie mogły być inne, było dużo zabawy, gry w karty, sjesty i cowieczornych dancingów.

Jules Rimet wspomina w swoim dzienniku, że nie udało się tylko jedno - namówić wielkiego artysty tamtych lat, rosyjskiego śpiewaka Fiedora Szaliapina, który również podróżował na pokładzie Conte Verde, aby dał koncert. Tym bardziej, że okazja była szczególna - przekroczenie Równika. Marthe Nespoulous, również znana artystka operowa, zgodziła się na występ bez zmrużenia okiem, Szaliapin cenił się znacznie bardziej i stwierdził, że występował nie będzie! W takich okolicznościach zrezygnowała też Nespoulous.

Dla porządku, Jugosłowianie dopłynęli do Urugwaju na statku o wdzięcznej nazwie Florida, na którym mieli trochę mniej atrakcji.


Z dzisiejszego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną rzecz. Paradoksem jest, że już przed pierwszym mundialem ujawnił się spór - między światową federacją a klubami (bądź zakładami pracy) zatrudniającymi piłkarzy - o to, kto i w jakim stopniu ma ponosić koszty ich występu na mundialu. Niektórzy musieli przez to zostać w domu, jak francuski trener (!) Gaston Barreau, zatrzymany przez obowiązki w Akademii muzycznej albo Henri Pavillard, pierwszy kapitan. Na jego wyjazd pracodawca nie wyraził zgody i na nic zdały się jakiekolwiek argumenty.

Inne czasy, inne obyczaje.

Remigiusz Półtorak