MŚ Rosja 2018

Wybór Orła wszech czasów. Kołtoń: Boniek przed Deyną i Latą

Kazimierz Deyna i Włodzimierz Lubański idą łeb w łeb w plebiscycie eurosport.interia.pl i RMF FM na najlepszego polskiego piłkarza wszech czasów. Za nimi są Robert Lewandowski i Zbigniew Boniek. Weź udział w zabawie i oddaj swój głos!

Zbigniew Boniek przed Kazimierzem Deyną i Grzegorzem Latą - takie trio z kolei na czele "dziesiątki" najlepszych polskich piłkarzy wszech czasów widzi red. Roman Kołtoń z Polsatu Sport, zastępca naczelnego polsatsport.pl.

Reklama

- Zawsze w tego typu wyborach pojawia się pytanie, czy ocena jest obiektywna czy subiektywna. Oczywiście staram się być obiektywny, ale na koniec moja młodość, pasja do piłki, oparte są na przeżyciach z mistrzostw świata i one  ważą na mojej ocenie. Dlatego moja "10" jest subiektywna - zaznacza Kołtoń.

- Klasę wszystkich piłkarzy mierzę mundialami. To jest wyraz wielkości piłkarza, jak gra na MŚ. Mundiale wykreowały największe nazwiska -  Pelego i Maradonę - wskazuje.

- Z pełnym przekonaniem najlepszym polskim piłkarzem wszech czasów był Zbigniew Boniek, który grał na trzech mundialach. W 1978 r., w Argentynie, jego forma eksplodowała. Cztery lata później, w Hiszpanii był kluczem do sukcesu. Bez niego nie bylibyśmy na trzecim miejscu na świecie - nie ma złudzeń Kołtoń. 

Świetną grą odparł zarzut "nie chce mu się grać"

Przypomina, że po dwóch bezbramkowych remisach tamtego turnieju (z Włochami i Kamerunem) ciążyła na "Zibim" ogromna presja. 

- Boniek był już wówczas w Juventusie i był posądzany o to, że dla Polski już nie chce mu się grać. Pokazał, że jest dokładnie odwrotnie. W meczu z Peru miał udział w czterech golach na pięć - jednego strzelił, przy dwóch asystował, a przy kolejnym miał asystę drugiego stopnia (podał do asystenta). W spotkaniu z Belgią zdobył wszystkie trzy bramki, później było 0-0 ze Związkiem Radzieckim, a Sowieci bali się nas zaatakować właśnie z uwagi na Bońka. Do końca świata będziemy się zastanawiać, dlaczego został wykluczony z udziału w półfinale z Włochami i co by było, gdyby mógł wystąpić - twierdzi Kołtoń.

Wskazuje na fakt, że w meczu z Francją o trzecie miejsce Andrzej Szarmach wyrównał po podaniu Bońka, a Janusz Kupcewicz zapewnił Orłom zwycięstwo strzałem z wolnego podyktowanym po faulu na "Zibim".

- MŚ w Meksyku nam nie wyszły, ale Boniek nie grał źle. Mieliśmy morderczą grupę, Boniek zaliczył trzy mundiale i chwała mu za to. Boniek był też wielki w wielkim Widzewie, który błyszczał w polskiej lidze i w Europie, gdzie eliminował takie potęgi jak Manchester United, Manchester City i Juventus - podkreśla ekspert Polsatu Sport.

- Boniek w "Juve" wygrał wszystko i w najważniejszych meczach strzelał, bądź wypracowywał decydujące gole. Mówi się "Platini", ale za jego mocą stała moc Bońka, on był wielki wielkością Bońka - akcentuje.

Zobacz, co mówił nam o Zbigniewie Bońku Antoni Piechniczek

Najlepsza dziesiątka według Tomasza Frankowskiego

Najlepsza dziesiątka według Andrzeja Gowarzewskiego

"Deyna to postać mityczna"

Roman Kołtoń zastanawiał się, czy na drugim miejscu ulokować Kazimierza Deynę czy Grzegorza Latę. Zdecydował się na tego pierwszego.

- Deyna to postać mityczna. Jego mit jest nie do podważenia. Umiejętności też są niepodważalne. Był generałem środka pola. Tylko on i Boniek byli jedynymi Polakami, którzy zajęli trzecie miejsca w plebiscycie France Footballu "Złota Piłka". Tylko dwóch Polaków docenionych przez elektorów w trójce najlepszych na świecie.

Przypomina, że "Kaka" poprowadził Legię do półfinału Pucharu Europy, był wielki na IO 1972 r., gdzie zdobył dziewięć  bramek. - Jak na piłkarza środka pola był to imponujący wynik. Na mundialu w Niemczech strzelił trzy gole, świetnie rozgrywał i  nie ma przypadku w tym, że na wyborze najlepszego piłkarza świata stał obok Cruyffa i Beckenbauera - zaznacza Kołtoń.

- Z Deyną nie wiążą się negatywne emocje, jakie czasem budzi Lato. Ale jak na spokojnie spojrzy się na to, co Lato zdziałał jako piłkarz, to wyjdzie nam gigant - oznajmia znany redaktor! 

Wskazuje na fakty, że pan Grzegorz był na trzech turniejach MŚ, przywiózł z nich dwa medale, a w 1974 r. został królem strzelców.
- Lato był niezastąpiony u Gmocha w 1978 r. i harował jako pomocnik jak wół u Piechniczka w 1982 r. Był inteligenty w grze. Wiem, że nie sprawdził się jako prezes, ale to nie może przesłaniać wspaniałej roli, jaką odegrał jako piłkarz. W latach 70. XX wieku liczyło się tylko trzech napastników na świecie: Gerd Mueller, Mario Kempes i Grzegorz Lato - punktuje Kołtoń.

Wśród boiskowych zalet Laty wymienia też pracowitość i zespołowość, fakt, że pan Grzegorz nie starał się strzelać za wszelką cenę, ale z chęcią też asystował przy bramkach kolegów.

"Lewy" - heros współczesności

Na czwartym miejscu wśród piłkarzy wszech czasów umieścił Roberta Lewandowskiego.

- Heros współczesności, kariera fantastyczna, ale nie wiem czy dorówna Bońkowi, Młynarczykowi, czy Dudkowi, którzy zdobyli Puchar Europy, a dla Roberta pozostaje to w sferze marzeń. Na razie fakty są takie, że "Lewy" na Euro 2016 nie zaistniał, a na MŚ dopiero jedzie. Nie zmienia to faktu, że Robert jest jak terminator, maszyna do strzelania goli, zdobywania tytułów. Dlatego widzę go w klasyfikacji przed Lubańskim i Wilimowskim - opowiada Kołtoń. - Trójka nie jest jednak dla niego, tak samo, jak ma kłopoty, by przebić się do niej w wyborach na piłkarza roku prowadzonych przez FIFA czy "France Football".

Ekspert Polsatu Sport jest gotów zweryfikować swą klasyfikację i wstawić "Lewego" do pierwszej trójki, o ile Robert strzeli kilka bramek na MŚ czy ME.

Za plecami Lewandowskiego Kołtoń umieścił Włodzimierza Lubańskiego.

- Lubański jest trochę zapomniany i niedoceniany, a przecież "Lewy" dopiero niedawno go przeskoczył w liczbie zdobytych bramek dla Polski. Pamiętajmy, że dorobek Lubańskiego mógł być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie kontuzja, która zabrała mu trzy i pół roku. Jakie mógłby mieć bilanse i czy zaistniałby Szarmach w 1974 r., gdy Lubański mógł grać - zastanawia się głośno Kołtoń.

Lubańskiego ceni też za fantastyczną technikę, osobowość i dojście do finału Pucharu Zdobywców Pucharów z Górnikiem Zabrze, w 1970 r., a także za dokonania w Lokeren, po kontuzji.

- Na szóstym miejscu, i stawiam sobie pytanie czy nie za nisko, stawiam piłkarza sprzed ery telewizyjnej, czyli Ernesta Wilimowskiego. Jest trochę zapomniany, grał dla Polski i III Rzeszy, co niektórzy mu zarzucają. Na Śląsku wielu ludzi podpisywało volkslisty. Dla Niemców zdobył w ośmiu meczach 13 bramek i takiej średniej nie ma do dziś żaden ich piłkarz - podkreśla Kołtoń.

- Wilimowski był wielki w meczu Polska - Brazylia na MŚ w Strasburgu. Leonidas był gwiazdą pierwszej wielkości na tym turnieju, a jego Brazylia awansowała dalej. Kto wie, czy Wilimowski by go nie przyćmił, gdyby to Polska przeszła dalej na tym turnieju - zastanawia się red. Polsatu Sport i przypomina, że wielki Ernest, reprezentując Niemcy, silnej Szwajcarii strzelił cztery bramki.

- Wilimowski był magikiem futbolu. Tu przed wojną pokonaliśmy Węgrów 4-2 i on wtedy dał koncert. Pytanie - jaką karierę wojna mu zabrała - głośno myśli Kołtoń.

"Młynarz", który zamurował bramkę

Na siódmym miejscu Kołtoń ulokował bramkarza Józefa Młynarczyka.

- Zbigniew Boniek ma teorię, że bez wartościowego bramkarza klub ani reprezentacja nie mają szans na sukces. "Młynarz" jest ucieleśnieniem tej tezy, a błyszczał zarówno w Widzewie, reprezentacji i w FC Porto, gdzie wygrał Puchar Europy, Superpuchar i Puchar Interkontynentalny, którego nie udało się zdobyć nawet Bońkowi z Juventusem - zaznacza ekspert.

Młynarczyka chwali za charyzmę i konsekwencję w dążeniu do celu. - Wszyscy skazywali go na zapomnienie, bo raz czy drugi się zapomniał. Jest dla mnie najwybitniejszym bramkarzem w historii polskiego futbolu. Był dwa razy na MŚ, a z tych rozgrywanych w Hiszpanii przywiózł medal - przypomina Kołtoń. 

Ósma pozycja, jego zdaniem, należy się Włodzimierzowi Smolarkowi za ambicję i pracowitość na skrzydle reprezentacji Polski. 

- Włodek symbolizował jak wiele serce w piłce nożnej znaczy. Gdy ja byłem młodym chłopakiem, on strzelał bardzo ważne bramki dla reprezentacji Polski: w walce o wyjazd na MŚ dwa razy pokonał bramkarza NRD, a w Hiszpanii, na mundialu zaczął strzelanie w meczu z Peru, a na MŚ 1986 r. po jego golu pokonaliśmy Portugalię - wylicza Kołtoń. - Smolarek był legendą i poradził sobie na Zachodzie, zarówno w Eintrachcie Frankfurt, jak i w w Feyenoordzie Rotterdam.

Na dziewiątej lokacie w zestawieniu Kołtonia znalazł się Jan Tomaszewski.

- Można się śmiać z jego wypowiedzi, ale jako bramkarza bardzo go cenię. To przecież pierwszy bramkarz w historii mistrzostw świata, który obronił dwa rzuty karne - Szweda Staffana Tappera i Ulego Hoenessa. Do tego dochodzi chwała bohatera Wembley, a zapomina się też o jego wyczynach z ciężkiego meczu eliminacji do MŚ, przeciwko Portugalii. Tomaszewski był w nim herosem! To był wielki bramkarz, wielkich meczów Polaków - uważa.

Wielką "10" zamyka Władysław Żmuda, czyli uczestnik czterech turniejów finałowych MŚ, zdobywca dwóch medali na nich. 

- Doceniłem dwóch bramkarzy, a obrońców mniej, pewnie dlatego, że ich gra jest mniej spektakularna. Tymczasem Żmuda był wielkim bohaterem reprezentacji Polski - zaznacza Roman Kołtoń.

Dziesięciu najlepszych polskich piłkarzy w historii zdaniem red. Romana Kołtonia:

1. Zbigniew Boniek

2. Kazimierz Deyna

3. Grzegorz Lato

4. Robert Lewandowski

5. Włodzimierz Lubański

6. Ernest Wilimowski

7. Józef Młynarczyk

8. Włodzimierz Smolarek

9. Jan Tomaszewski

10. Władysław Żmuda

Autor: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Boniek | Kazimierz Deyna | Grzegorz Lato
Najlepsze tematy