MŚ Rosja 2018

Wybór Orła wszech czasów. Stanisław Oślizło, prawdziwy kapitan - sylwetka

Stanisław Oślizło jest strzelcem jedynej bramki, jaką polski klub zdobył w finale europejskich pucharów. Z Górnikiem po mistrzostwo Polski sięgał osiem razy, a po Puchar Polski - sześć. Był prawdziwym dżentelmenem na boisku i poza nim. Wieloletni kapitan klubu z Zabrza i reprezentacji Polski. Jeden z najlepszych środkowych obrońców w historii naszej piłki. To kolejny kandydat w plebiscycie eurosport.interia.pl i RMF FM na polskiego piłkarza wszech czasów.

Stanisław Oślizło zaczynał swoją wspaniałą piłkarską przygodę w Kolejarzu Wodzisław. Potem był Kolejarz Katowice, a następnie ekstraklasowy Górnik Radlin. To stamtąd w wieku 23 lat trafił do rodzącego się wówczas wielkiego Górnika Zabrze, którego potem przez kilkanaście sezonów był podporą. Do dziś jest jedną z głównych twarzy jednego z najwspanialszych i najwybitniejszych zespołów w historii polskiej piłki.

Wygrana z wielkim Manchesterem

Reklama

Co ciekawe niewiele brakowało, a trafiłby nie do Górnika, a... Ruchu. To na Cichą skierował pierwsze kroki, kiedy pod koniec 1959 roku postanowił zmienić klub. Pojechał nawet do Chorzowa, ale w klubie nie zastał nikogo. Ostatecznie w listopadzie 1959 roku zadebiutował w "swoim" Górniku, którego faktycznie reprezentuje do dzisiaj.

Jego gra w klubie z Zabrza, to niekończące się pasmo sukcesów. Stoper nie do przejścia skutecznie powstrzymywał ataki rywala, a że w drużynie były tak wybitne postacie, jak Ernest Pohl, Hubert Kostka, Zygfryd Szołtysik czy później Włodzimierz Lubański, to nic dziwnego, że "Górnicy" zdobywali mistrzostwo za mistrzostwem i seryjnie Puchar Polski. Klub z Zabrza, dowodzony przez wysokiego środkowego obrońcę, liczył się też na arenie międzynarodowej. Meczami Górnika w europejskich pucharach z takimi rywalami, jak Tottenham, Austria Wiedeń, Dukla Praga, Dynamo Kijów czy Manchester United, żyła w latach 60. cała Polska.

Jedenastka z Górnego Śląska, ze świetnie grającym z tyłu Oślizłą, dotarła w 1968 roku do ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych (rozgrywki poprzedzające Ligę Mistrzów), gdzie lepszy okazał się dopiero Manchester United z Bobby Charltonem i Georgem Bestem w składzie, a prowadzony przez legendarnego Matta Busby'ego. Zabrzanie przegrali wtedy pierwszy mecz 0-2, ale w rewanżu okazali się lepsi, wygrywając, po trafieniu Lubańskiego, 1-0. Jak się potem okazało, była to jedyna porażka "Czerwonych Diabłów" w sezonie, który zakończył się ich pierwszym klubowym mistrzostwem Europy.

Szczęśliwe losowanie

Jeszcze lepiej górnośląskiej ekipie poszło dwa lata później. W edycji 1969/70 Pucharu Europy Zdobywców Pucharów zabrzanie najpierw wyeliminowali grecki Olympiakos (5-0, 2-2), potem szkocki Glasgow Rangers (3-1, 3-1) oraz bułgarskiego Lewskiego Sofia (2-1, 2-3), żeby w półfinale stoczyć dramatyczne boje z AS Roma. Pierwsze dwa mecze zakończyły się remisami (2-2, 1-1) i w myśl obowiązujących wówczas przepisów potrzebny był trzeci mecz. Ten odbył się na neutralnym stadionie w Strasburgu. Po 120 minutach było 1-1. O awansie do wielkiego finału decydowało więc losowanie - rzut monetą. Stanisław Oślizło, jako kapitan, podszedł do sędziego na środek boiska. W swojej biograficznej książce "Stanisław Oślizło. Droga do legendy" (Zbigniew Cieńciała, Dariusz Leśnikowski, Zabrze 2012), tak wspomina tamten dramatyczny moment:

- Właściwie nie była to moneta, a żeton - zielony z jednej, czerwony z drugiej strony. Sędzia nie wskazał wówczas, który z nas ma pierwszeństwo wyboru koloru. Szybko się więc wyrwałem i pokazałam na "zieleń". "Kolor nadziei" - pomyślałem sobie. A poza tym czerwonego to ja bardzo nie lubiłem... Sędzia podrzucił żeton. Te sekundy, kiedy pofrunął w powietrze, były straszne. W końcu arbiter pozwolił upaść mu na ziemię. I wtedy zobaczyłem ten mój kolor na wierzchu! Wyrzuciłem w górę ręce z radości - wspomina tamten moment. W finale PEZP pod koniec kwietnia 1970 roku, rywalem Górnika na wiedeńskim stadionie Prater był Manchester City. "Wyspiarze" już do przerwy zdobyli dwa gole. Po przerwie do siatki trafił niezawodny Oślizło, ale strat nie udało się już odrobić. Jak się okazało, to trafienie środkowego obrońcy przeszło do historii polskiego futbolu. Był to jak dotąd pierwszy i ostatni występ naszego klubu w finale piłkarskich pucharów, no i pierwsza i jak na razie ostatnia bramka na takim szczeblu.

Pucharowy rekordzista

Oślizło dzierży jeszcze jeden swoisty rekord. Aż sześć razy jako kapitan Górnika wznosił w górę Puchar Polski. Było to w latach 1965, 68, 69, 70, 71, i 1972. Wynik trudny do pobicia. Jak pisze w jego biogramie znany śląski wydawca Andrzej Gowarzewski, "wszyscy o nim mówili z uznaniem - piłkarze, trenerzy, działacze i kibice". Tak zostało zresztą do dziś. W listopadzie zeszłego roku pan Stanisław skończył 80 lat, ale dalej jest bardzo aktywny. Jest obecny na każdym ligowym meczu Górnika na stadionie im. Ernesta Pohla. W zabrzańskim klubie pełni zresztą rolę doradcy zarządu.

Stanisław Oślizło

(urodzony 13 listopada 1937 r. w Jedłowniku koło Wodzisławia Śl.)

Kariera: 1953-54 Kolejarz Wodzisław

1954-55 Kolejarz Katowice

1956-59 Górnik Radlin

1960-72 Górnik Zabrze

Reprezentacja Polski:  57 meczów, w tym 21 w roli kapitana/1 bramka   

Sukcesy: 8-krotne mistrzostwo Polski z Górnikiem, 6-krotny zdobywca Pucharu Polski z klubem z Zabrza. Ćwierćfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych (1968), finał Pucharu Europy Zdobywców Pucharów (1970).  

Opr. Michał Zichlarz

Dowiedz się więcej na temat: Stanisław Oślizło | Orzeł wczech czasów
Najlepsze tematy