MŚ Rosja 2018

Karol Linetty: Są tylko 23 miejsca i każdy walczy o swoje

Karol Linetty uważa, że rywalizacja o miejsce w reprezentacji na mistrzostwa świata w Rosji zaczęła się już podczas zgrupowania w Juracie. "Każdy walczy o swoje. W kadrze jest 32 zawodników, a trener Nawałka może zabrać tylko 23" - zauważył piłkarz Sampdorii Genua.

Przed mistrzostwami świata reprezentacja Polski ma w planie dwa zgrupowania. Od poniedziałku do soboty kadrowicze przebywać będą w Juracie, natomiast w poniedziałek spotkają się w Arłamowie. Pierwszy obóz ma jednak luźniejszy, regeneracyjny charakter. Właściwa praca rozpocznie się dopiero w Bieszczadach.

"Na Półwyspie Helskim mamy świetne warunki do odpoczynku. Super pomysłem było także to, że możemy ten czas spędzić z najbliższymi, bo na co dzień nie mamy takich okazji za wiele. W kadrze panuje świetna atmosfera, ale swoją pracę na treningu trzeba wykonać. Kiedy można to się uśmiechamy, ale kiedy trzeba, zaciskamy zęby, żeby jak najlepiej przygotować się do mistrzostw" - podkreślił.

W środę, w pierwszym treningu w pobliskiej w Jastarni, wzięło udział tylko 14 zawodników. Kilku piłkarzy, w tym Linetty, dojechało w trakcie zajęć na boisko. "Selekcjoner zaplanował tak, że grupa, która ostatnio mniej grała, miała trening, natomiast pozostali, w tym także ja, ćwiczyła na siłowni, uczestniczyła również w zajęciach korekcyjnych. Specjalnie przyjechaliśmy jednak do Jastarni, aby się spotkań z kibicami" - wyjaśnił.

23-letni pomocnik uważa, że rywalizacja o miejsca w reprezentacji na mistrzostwa świata zaczęła się już podczas zgrupowania w Juracie. "Każdy z nas walczy o swoje. W kadrze jest 32 zawodników, a trener Nawałka może zabrać do Rosji tylko 23. Poza treningami wszyscy się trzymamy, ale na boisku jest rywalizacja" - dodał.

Reklama


I jest również pierwsza "ofiara" tej konkurencji. Podczas środowego treningu w starciu z Pawłem Dawidowiczem urazu barku nabawił się Jacek Góralski. Ci zawodnicy, podobnie jak piłkarz Sampdorii, pretendują do gry w drugiej linii.

"Szkoda mi Jacka i mam nadzieję, że nic poważnego mu się nie stało. Jesteśmy w bardzo dobrych relacjach, także z tego względu, że pochodzimy z miast położnych blisko siebie. On z Bydgoszczy, a ja ze Żnina. Naprawdę trzymam za niego kciuki" - zapewnił.

Były zawodnik Lecha Poznań nie chce jednak analizować szans polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata.

"Nie ulega wątpliwości, że trafiliśmy do bardzo silnej grupy, ale nie powinniśmy za daleko wybiegać w przyszłość. Najważniejszy jest mecz z Senegalem. Najważniejszy, bo jest pierwszy" - podsumował Linetty.

Dowiedz się więcej na temat: Karol Linetty