MŚ Rosja 2018

MŚ Rosja 2018. Dariusz Łapiński o tym, co czeka polskich kibiców na mundialu

Jak zawsze, gdy zbliża się wielki turniej piłkarski, stacja brytyjska BBC straszy fanów: "Strzeżcie się miejscowych chuliganów!" - Trochę śmieję się z tego wszystkiego, dlatego że zawsze przed wielkimi turniejami przeżywam coś w rodzaju "Dnia Świstaka" - mówi dla Interii dr Dariusz Łapiński, Krajowy Koordynator ds. Współpracy z Kibicami PZPN.

Mirosław Ząbkiewicz, Interia: Co jest największym problemem czy wyzwaniem w kontekście wyjazdu naszych kibiców na mundial do Rosji?

Reklama

Dariusz Łapiński: - Przepływ informacji między instytucjami odpowiedzialnymi za organizację mistrzostw, nami - PZPN-em oraz kibicami. Mówię to na bazie moich doświadczeń, które sięgają Euro 2008. Trzeba mieć kanały komunikacji, które są dobre, szybkie, wiarygodne i używane przez osoby, które wybiorą się do Rosji na turniej. Jeśli dzień przed meczem uczestniczymy w odprawie z delegatem dotyczącej spraw związanych z bezpieczeństwem podczas meczu i dowiadujemy się o kilku sprawach, to musimy mieć możliwość dotarcia do jak największej liczby osób. Jeśli ludzie są dobrze poinformowani idąc na stadion, to zazwyczaj 90 procent problemów mamy rozwiązanych.

- Musimy stworzyć takie kanały informacji - to pierwsza sprawa. Druga to znalezienie w Rosji źródeł informacji, które dadzą nam całą niezbędną wiedzę. Czy będziemy grać w Petersburgu, Moskwie czy Soczi, to o tym mieście musimy dowiedzieć się wielu rzeczy: gdzie iść, których miejsc unikać, gdzie zaparkować samochód, co ile kosztuje, gdzie jest strefa kibica, jaką ma pojemność, co robić, jak jest przepełniona, o której rozpoczyna się wpuszczanie na stadion itd. Miliony spraw, ale mamy jeszcze prawie rok, więc będziemy je ogarniać.

Czy PZPN może pomóc podnieść bezpieczeństwo polskich kibiców?

- Jeśli chodzi o działania miękkie, to tak. Poczuwamy się do odpowiedzialności. Nie chodzi tylko o polskie konsulaty, z którymi notabene, bardzo dobrze współpracujemy podczas meczów wyjazdowych. Nie są to tylko miasta-gospodarze. Każde z nich szykuje jakieś atrakcje do kibiców i stara się z nimi do kibiców dotrzeć. Informacji czasami jest aż za dużo. Każdy wciska kibicom do ręki przewodniki, mapki. Dlatego tym ważniejsze, aby skupić się na kilku kanałach komunikacji i wyrobić sobie w środowisku kibicowskim wiarygodności. Muszą wiedzieć, że nie dostają od nas żadnych reklam ani niesprawdzonych informacji tylko, że konkretne, potrzebne i takie, na których można polegać.

Jak pan ocenia, ilu Polaków pojedzie?

- Kilkadziesiąt tysięcy. To ogromna liczba. Oczywiście, trzeba wziąć pod uwagę, że tylko posiadacze biletów automatycznie otrzymają kartę kibica. Reszta będzie musiała przejść całą procedurę wizową, co rzeczywiście może odstraszyć kilka tysięcy chętnych.

- Rosja to kraj, z którym graniczymy, więc nie jest to wyprawa do RPA czy Korei. Są to odległości zarówno kilometrowo, jak i cenowo osiągalne dla dużej rzeszy osób i wydaje mi się, że będzie wielu chętnych, żeby pojechać nawet bez biletu i dopiero na miejscu postarać się o wejściówkę.

Mimo wszystko wyprawa samochodem na mundial do Rosji chyba nie jest najlepszym pomysłem?

- Na chwilę obecną rzeczywiście nie jest to dobry pomysł, dlatego że najwygodniejsze przejście graniczne, pomiędzy Białorusią i Rosją, jest dostępne tylko dla obywateli tych dwóch państw. Byłem na krótkim prerekonesansie w lutym w Moskwie i rozmawiałem z przedstawicielami polskiej dyplomacji, którzy już wtedy nie szczędzili starań, żeby doposażyć to przejście graniczne, by mogło służyć kibicom także z innych państw. W tym momencie droga lądowa prowadzi przez Łotwę.

Trzeba też pamiętać o innych formalnościach, jak choćby o posiadaniu prawa jazdy z tłumaczeniem na język rosyjski.

- Owszem. Ważne, żeby od strony rosyjskiej zdobyć konkretne informacje, jak to ma wyglądać i dostarczyć je ludziom, którzy jednak - mimo wszelkich przeciwności - wybiorą się do Rosji samochodami. 

Przed każdą wielką imprezą piłkarską pojawiają się ostrzeżenia: "Uważajcie, możecie wrócić w plastikowym worku". Tak było przed Euro w Polsce i na Ukrainie, przed mundialem w Brazylii i tak jest teraz. Film dokumentalny na antenie BBC "Armia rosyjskich chuliganów" podgrzał atmosferę.

- Podobny film na BBC mieliśmy też przed Euro 2012. Trochę śmieję się z tego wszystkiego, dlatego że zawsze przed wielkimi turniejami piłkarskimi przeżywam coś w rodzaju "Dnia Świstaka". Zawsze malowane są scenariusze wojenne, lokalna scena chuligańska przedstawiana jest w jak najczarniejszych barwach, a filmiki o tej tematyce na youtubie mają tysiące wyświetleń. Tymczasem "w praniu" okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Tak samo, wydaje mi się, będzie w Rosji.

Mecze ligowe a spotkania reprezentacji, tym bardziej wielkie turnieje, to zupełnie inna specyfika, bo i też nieco inni kibice

- Oczywiście. Ekstremalnie widać to na Stadionie Narodowym, gdzie właściwie w ogóle nie ma polskiej stadionowej kultury znanej z codzienności ligowej. Pewnie, ma to swoje plusy i minusy. Wielkie turnieje zawsze przyciągają nieco inną publiczność. Pamiętam Rosjan w 2008 roku, gdy były wielkie obawy przed tamtejszymi chuliganami, a okazało się, że oglądać turniej przyjechała klasa średnia, którą było stać na pobyt w Szwajcarii i grupa ambitnych studentów, którzy chcieli pooddychać europejskim powietrzem. W sumie wyszło bardzo sympatycznie.

Są jednak ekstremiści, którzy za punkt honoru mają bójkę z Anglikami. Powtórzą się drastyczne sceny z Marsylii z Euro 2016?

- Wydaje mi się, że nie. Pamiętam atmosferę przed wyjazdem do Francji. Był ogromny strach związany z ryzykiem zamachu terrorystycznego. Podczas pobytu we Francji bardzo często miałem wrażenie, że rzeczywiście sto procent sił i środków skierowano na zapobieganie zamachom. Wybryki chuligańskie były dla Francuzów incydentami o znacznie mniejszym stopniu szkodliwości niż ryzyko zamachu terrorystycznego. Wydaje mi się, że Rosja położy większy nacisk na zapobieganie ekscesom chuligańskim. Także dlatego, że po wydarzeniach w Marsylii na rosyjskie mistrzostwa padł cień. Z rozmów z poważnymi ludźmi, które przeprowadziłem w lutym w Moskwie, wynika, że Rosjanie są bardzo mocno zaangażowani w to, żeby zrzucić ciążący na nich wizerunek "białego niedźwiedzia". Podobnie, jak my podczas Euro 2012 chcieliśmy odejść od wizerunku zacofanej Polski. Tak samo oni chcą się pokazać jako normalny, nowoczesny kraj, dlatego z pewnością zwrócą dużą uwagę na bezpieczeństwo.

Z drugiej strony to też sygnał dla naszych kibiców, którzy wybierają się do Rosji nie tylko w poszukiwaniu czysto sportowych emocji.

- Nie odbieram sygnałów, żeby szykował się najazd polskich chuliganów na Rosję. Tym bardziej że nasza scena kibicowska jest podzielona. Powstały grupki, pomiędzy którymi są różne niesnaski.

Czyli nie przewiduje pan, aby doszło do próby odwet za zadymę na Moście Poniatowskiego podczas Euro 2012?

- To pytanie, które warto skierować do rosyjskiej policji. Pamiętam, jak przygotowywaliśmy się do Euro 2012 i w ogromnej tabeli w excelu mieliśmy wyliczone różnego rodzaju ryzyka, które mogą się przydarzyć. Tam było wszystko, a ekscesy chuligańskie stanowiły jeden mały wątek. Byliśmy przygotowani na to, co będzie, jak ktoś odpali brudną bombę w Warszawie, albo na wypadek gradobicia. Rosja przygotowuje się pod tym kątem na pewno bardzo profesjonalnie. My, jako PZPN, też czujemy się częścią tej wielkiej układanki i o tym, co będziemy wnosić, powiedziałem na początku naszej rozmowy. Natomiast nie jesteśmy w stanie przeciwdziałać tym osobom, które rzeczywiście pojadą tam szukać guza.

Jednym zdaniem: trzeba ostrzegać, ale nie można straszyć.

- Przeżyliśmy mistrzostwa świata w Niemczech, Euro w Austrii i Szwajcarii, później u nas i przed rokiem we Francji, więc bagaż doświadczeń i świadomość tego, co się może stać, mamy naprawdę duży. Dotyczy to nie tylko kibiców. Ja też mam przyjemność pracować w PZPN-ie z ludźmi, dla których nie jest to ani pierwszy, ani drugi czy nawet trzeci turniej. To doświadczenie naprawdę procentuje.

- Nie podchodzimy do organizacji takich wydarzeń emocjonalnie. To nie tak, że my się boimy, obawiamy czy cieszymy. My profesjonalnie przygotowujemy się na możliwość wystąpienia różnych zdarzeń. Później jest tylko pytanie, jak głęboko sięgamy do torby z narzędziami i jakie działania są podejmowane.

Można też powiedzieć, że zmienia się też świadomość kibiców.

- Zdecydowanie tak. Ja akurat pracuję z kibicami uchodzącymi za najbardziej zagorzałych, ale nawet w tym przypadku relacje z Rosją są różne. Kibice niektórych polskich klubów są zaprzyjaźnieni z kibicami klubów rosyjskich, spotykają się, czasami są to naprawdę fajne przyjaźnie. Nie wszystko jest tak czarno-białe, tak stereotypowe, jak na pierwszy rzut oka się wydaje.

- Na razie z dużym spokojem podchodzimy do wyjazdu naszych kibiców na mistrzostwa do Rosji. Jako PZPN zrobimy wszystko, żeby czuli się na nich komfortowo, żeby byli dobrze poinformowani i w razie potrzeby, zawsze uzyskali pomoc.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz