Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018: Minął kac po Senegalu. Sytuacja wraca do normy

​Kibice krytykują, dziennikarze śledzą każdy krok, z nieba leje się żar, ale trenować trzeba. Piłkarze reprezentacji Polski w późne czwartkowe popołudnie odbyli pierwsze zajęcia w pełnym składzie po przegranym meczu z Senegalem.

W środę kadra odbyła jedynie trening wyrównawczy. Ćwiczyli tylko piłkarze, którzy nie zagrali w spotkaniu otwierającym mundial. Pozostali zawodnicy dostali czas wolny na regenerację, który wykorzystali m.in. na wizytę na basenie. Zajęcia w komplecie zaplanowano dopiero na późne, czwartkowe popołudnie. 

Reklama

28 stopni ciepła, bezchmurne niebo i 76 procent wilgotności powietrza. Takie warunki panowały, gdy "Biało-Czerwoni" wychodzili na trening w ośrodku Sputnik Sport. Pierwsza część zajęć była tradycyjnie otwarta, co pozwoliło na pewne obserwacje odnośnie kondycji fizycznej i psychicznej przed decydującym o naszym być albo nie być na mundialu meczu z Kolumbią.

Na początek treningu oczy zgromadzonych dziennikarzy i fotoreporterów zwróciły się w stronę Kuby Błaszczykowskiego i Kamila Glika. I tutaj mamy dobre wieści - obaj trenowali normalnie, bez taryfy ulgowej, uczestnicząc od samego początku w zajęciach.  

Ci, którzy szukali Roberta Lewandowskiego, nie odnaleźli go z początku w żadnej z dwóch trenujących grup. Początkowe minuty rozgrzewki napastnik Bayernu Monachium spędził na rozmowie z selekcjonerem Adamem Nawałką. Rozmowa była poważna, panowie żywo gestykulowali i mieli skupione wyrazy twarzy. Wszystkiemu przyglądał się ćwiczący nieopodal na rowerku stacjonarnym prezes PZPN - Zbigniew Boniek.

O czym rozmawiał kapitan reprezentacji z selekcjonerem? Tego zapewne się nie dowiemy. Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że Lewandowski ma wiele do powiedzenia w drużynie i z jego zdaniem liczy się nawet sam Nawałka. Być może była to tylko luźna pogawędka, a może byliśmy świadkami ustalania pierwszych wytycznych na niedzielny mecz z Kolumbią...

Po około dziesięciu minutach dyskusji, "Lewy" dołączył do kolegów. Z Grzegorzem Krychowiakiem, Sławomirem Peszką, Kamilem Grosickim, Kamilem Glikiem, Łukaszem Teodorczykiem, Kubą Błaszczykowskim, Thiago Cionkiem, Maciejem Rybusem, Łukaszem Piszczkiem i Dawidem Kownackim uformowali drużynę do gry w "dziada". 

"Gramy na raz", "Piła chodzi panowie!" - pokrzykiwali piłkarze. "Dawaj, idziemy na rekord. Raz, dwa, trzy..." - liczyli wymienione podania. Nie brakowało żartów i docinków. Robert Lewandowski długo zagrywał wyłącznie celne piłki. W końcu jedną zepsuł i musiał wejść do środka, jako "dziad". "Brawo Lewy" - śmiali się koledzy.

Oddzielnie trenowali bramkarze. Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański i Bartosz Białkowski po rozciąganiu od razu wzięci zostali w obroty przez Jarosława Tkocza. "Patrz, Wojtek nie mija się z żadną piłką" - rzucił dla odmiany żartem jeden z dziennikarzy.

Kwadrans otwartych zajęć przerodził się w niemal pół godziny. To miły ukłon dla pracujących z kadrą w Soczi, bo atmosfera po meczu z Senegalem była bardziej, niż gęsta, a dostęp do piłkarzy i trenerów utrudniony. W czwartek wszystko powoli zaczęło wracać do normy. 

Oby spokojna praca i wnioski wyciągnięte po katastrofie z Senegalem przełożyły się na dobry wynik meczu z Kolumbią. Afrykański kac minął, teraz wszystkie nogi na pokład - trzeba zadbać, by po kolejnym meczu kaca leczyli nasi rywale...

Z Soczi Rafał Walerowski, Michał Białoński, Remigiusz Półtorak

Wyniki, terminarz i tabela "polskiej" grupy mundialu w Rosji