Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. W Senegalu krytykują Kasperczaka za to, że powiedział prawdę

Rośnie gorączka przed pierwszym meczem reprezentacji Polski na mundialu z Senegalem 19 czerwca w Moskwie. W kraju naszego rywala głośno o wypowiedziach byłego selekcjonera tamtejszej reprezentacji Henryka Kasperczaka, dotyczących specyfiki pracy z "Lwami Terangi", a konkretnie... czarów.

Były świetny reprezentant Polski, który w biało-czerwonych barwach wystąpił na mundialach w RFN w 1974 i w Argentynie cztery lata później, od lat związany jest z afrykańską piłką, gdzie odnosił niemałe sukcesy. Dwukrotnie był selekcjonerem Tunezji, Mali, a także narodowych jedenastek Wybrzeża Kości Słoniowej, Maroka i wspomnianego Senegalu.

Reklama

Z reprezentacją z Afryki Zachodniej pracował w latach 2006-08. Miał doprowadzić "Lwy Terangi" do historycznego mistrzostwa kontynentu. Tymczasem skończyło się na dramatycznym rozejściu podczas Pucharu Narodów Afryki w Ghanie w 2008 roku. Piłkarze, z takimi asami w składzie, jak El Hadji Diouf, Tony Sylva czy Papa Bouba Diop, nie myśleli o graniu i dobrych wynikach, a raczej o rozrywce. Skończyło się szybkim odpadnięciem i rezygnacją polskiego trenera po drugim przegranym meczu w grupie z Angolą.

Maści z kurczaka i krew przed bramką 

Teraz w mediach w Senegalu jest głośno o wypowiedziach popularnego "Henriego" dla francuskiej gazety "Les Echos", a dotyczących pracy w tym afrykańskim kraju. Co tak oburzyło tamtejszą opinię? Kasperczak powiedział coś, co mocno wiąże się z pracą w tamtym zakątku świata. Chodzi o tzw. czarną magię. "Były selekcjoner naszych lwów ujawnia rewelacje dotyczące pracy u nas. Według niego nasz kraj to głównie mistyczne obrzędy" - pisze portal sesenews.com.

Dalej cytowany jest sam trener Kasperczak. "Czarownicy odgrywają ważną rolę w selekcji graczy. Jednym ze zwyczajów jest to, że smaży się żywego kurczaka, z którego szamani zbierają potem popiół do zrobienie specjalnej maści, którą gracze przed meczami wcierają sobie w kolana i kostki" - opowiada "Henri". To nie wszystko. "Innym razem szaman zabił owcę, a krew zabitego zwierzęcia dostali gracze, żeby dzień przed meczem na stadionie, na którym odbywał się mecz, wykopać dziurę przed jedną z bramek i tam ją wlać. Miejscowy marabu czyli szaman powiedział, że właśnie na tą bramkę strzelimy" - ujawnia Kasperczak.

Szamani na liście płac!  

Polski trener wie, co mówi... Od swojej pierwszej przygody z pracą na Czarnym Kontynencie ma do czynienia z afrykańskimi szamanami. Z książki "Afryka gola! Futbol i codzienność": "Kiedy nasz doświadczony szkoleniowiec latem 1993 roku rozpoczynał pracę na Czarnym Lądzie z ekipą Wybrzeża Kości Słoniowej, doszło do zabawnego zdarzenia. Henri otrzymał listę z wykazem, kto ile zainkasował za mecz. Na liście znalazło się kilka nazwisk, których trener Kasperczak nie znał. Okazało się, że wszyscy byli... szamanami.

A przypomnijmy, że Puchar Narodów Afryki w 1992 roku wywalczyły właśnie Słonie z WKS. Należności względem czarowników nie zostały jednak uregulowane. Kiedy po wygranym turnieju pojawili się oni w siedzibie federacji, wyśmiano ich i przegnano. Po kolejnych niepowodzeniach i porażkach czy to w Pucharze Narodów Afryki, czy w eliminacjach mistrzostw świata, przypomniano sobie o zaległym długu i w końcu do wioski pod Abidżanem udał się sam minister obrony Moise Lida Kouassi. Dwa tysiące dolarów załatwiły sprawę".

Michał Zichlarz