MŚ Rosja 2018

​Polska - Litwa 4-0. Bereszyński: Ten mundial to spełnienie marzeń

- Na MŚ czekało się cztery lata i widziałem tam swoje miejsca. Oczywiście było to odległe marzenie, ale wkrótce może się spełnić. Mam nadzieję, że za kilka dni wybiegnę na boisko i będę się cieszył ze zwycięstwa, bo to najważniejsze - podkreśla Bartosz Bereszyński, obrońca reprezentacji Polski.

- Dziś fizycznie czuliśmy się lepiej niż w meczu z Chile. Widać, że forma idzie do góry i przyjdzie w optymalnym momencie, czyli na mecz z Senegalem. Jestem przekonany, że eksploduje właśnie w tym spotkaniu. Mecz z Litwą? Ten sparing fajnie wyglądał - dużo sytuacji, cztery bramki, wszyscy zdrowi, więc wszystko na plus - analizował na gorąco wtorkową potyczkę Bereszyński.

Reklama

W pierwszej połowie Polacy grali trójką obrońców, a po przerwie czwórką. Zawodnik Sampdorii podkreśla, że w obu ustawieniach czuł się dobrze.

- Biegania było sporo, ale ja to lubię i pozycja bocznego obrońcy czy wahadłowego mi pasuje - zapewnia.

Dwa lat temu, przed Euro 2016, Polacy również zmierzyli się z Litwą, ale wówczas rywale grali zdecydowanie ostrzej i spotkanie skończyło się 0-0. Teraz nasi rywale nie mieli już jednak nic do powiedzenia.

- Litwa może nie była tak wymagająca jak Chile czy zespoły na mundialu, ale też nie odstawiali nogi i robili wszystko, co mogli. Choć rzeczywiście to nie był rywal z najwyższej półki... Ale my też zagraliśmy bardzo dobrze i mądrze - zaznacza Bereszyński i dodaje:

- Dwa lata temu też agresywni, ale to piłka nożna i nikt nie będzie odstawiał nogi, bo jedziemy na mundial. To twarda, męska gra. Sam się przekonałem przy faulu Szernasa, który był brutalny. Taka jednak jest piłka. Nie pękliśmy, a najważniejsze, że skończyło się bez kontuzji - zaznacza.

Bereszyński przyznał również, że za kilka dni może spełnić się jedno z jego największych marzeń. Przed laty śnił bowiem o tym, by zagrać na mistrzostwach świata.

- Każdy z chłopaków, który biega po podwórku - a raczej kiedyś biegał, bo dziś już się tego nie robi - wierzy w to, że kiedyś będzie grał na tak wielkim turnieju. Na MŚ zawsze czekałem cztery lata i widziałem tam swoje miejsca. Oczywiście było to odległe marzenie, ale teraz może się spełnić. Mam nadzieję, że za kilka dni wybiegnę na boisko i będę się cieszył ze zwycięstwa na MŚ, bo to najważniejsze - podkreśla.

Takiej możliwości na pewno nie będzie miał Marcin Kamiński, który ostatecznie na mundial nie pojedzie, ponieważ w ekspresowym tempie do zdrowia wraca Kamil Glik i to on wsiądzie do samolotu lecącego do Rosji.

- Marcin to mój przyjaciel i wielkie słowa uznania dla niego, bo był gotowy i trenował na 100 proc. Ale nie ma też co kryć, że Kamil jest ważnym ogniwem i cieszymy się, że wróci - kończy Bereszyński.

Z Warszawy PJ, KO

Dowiedz się więcej na temat: Bartosz Bereszyński | reprezentacja Polski