Pjongczang 2018. Bjoerndalen nie załapie się do kadry na igrzyska?

- Ole Einar Bjoerndalen nie będzie inaczej traktowany. Nie będzie żadnej taryfy ulgowej, musi normalnie - jak każdy inny zawodnik - zapewnić sobie kwalifikację - mówi szef szkolenia norweskiego biathlonu Per Arne Botnan o legendarnym, 43-letnim zawodniku. Bjoerndalen walczy o wyjazd na igrzyska do Pjongczangu.

Bjoerndalen ma 43 lata, 8 złotych medali olimpijskich i niepewny start w igrzyskach w Pjongczangu. W Norwegii jest uwielbiany. Dziennikarze i kibice nawołują, że powinien pojechać do Korei.

Reklama

Norweg to najbardziej utytułowany zawodnik w historii tej dyscypliny. Sami zawodnicy mówią o nim: "legenda". Ma w dorobku nie tylko 13 medali olimpijskich, ale i 45 krążków mistrzostw świata (w tym 20 złotych).

- Ole nie będzie inaczej traktowany. Nie będzie żadnej taryfy ulgowej, musi normalnie - jak każdy inny zawodnik - zapewnić sobie kwalifikację, jeśli chce uczestniczyć w igrzyskach w Pjongczangu - powiedział szef szkolenia norweskiego biathlonu Per Arne Botnan. 

W trakcie niedzielnej sztafety 4x7,5 km w zawodach Pucharu Świata w Hochfilzen Bjoerndalen poprowadził Norwegów do zwycięstwa. W składzie nie znaleźli się bracia Tarjei i Johannes Thingnes Boe oraz czterokrotny mistrz olimpijski Emil Hegle Svendson. Mimo braku - wydawałoby się najmocniejszych z kadry zawodników - Norwegowie triumfowali.

- To tylko pokazuje, jak ważną postacią dla drużyny jest Ole-Einar. I to też jest wystarczającym powodem, by nominować go do reprezentacji na igrzyska - powiedział komentator telewizyjni Andreas Stabrun Smith.

Ale także trener techniczny norweskiej ekipy Torgeir Bjoern uważa, że Bjoerndalen, dla którego byłyby to siódme igrzyska, jest na właściwej drodze i powinien dostać szansę.

Hochfilzen to szczęśliwe miejsce dla 43-letniego "króla biathlonu". To właśnie w tym ośrodku 19 lat temu wywalczył pierwszy z 20 złotych medali mistrzostw świata.

- Do igrzysk zostało jeszcze trochę czasu i wierzę, że będę w odpowiedniej dyspozycji - zapewnił.

Zdecydowanie lepiej radzi sobie w tym sezonie jego żona Daria Domraczewa. 31-letnia Białorusinka w weekend wygrała rywalizację w sprincie. Po raz pierwszy triumfowała w zawodach Pucharu Świata po urodzeniu córki Xenii. Trzykrotna mistrzyni olimpijska z Soczi jest na dobrej drodze, by i w Pjongczangu zostać jedną z bohaterek rywalizacji.

Niespełna rok temu, zaledwie cztery miesiące po urodzeniu dziecka, Domraczewa wróciła do sportu. W mistrzostwach świata wywalczyła wówczas srebrny medal w biegu na dochodzenie. Przegrała jedynie z Niemką Laurą Dahlmeier.

- Jej powrót do rywalizacji jest fenomenalny - ocenił wówczas Bjoerndalen.

Tym bardziej, że Domraczewa jeszcze przed ciążą walczyła z mononukleozą. - Nigdy nie przyszła mi do głowy myśl, że mogłabym rzucić biathlon. Za bardzo kocham ten sport i zawsze moim celem był powrót - powiedziała.

Do igrzysk przygotowywała się razem ze swoim mężem. W wartym 1,5 mln euro kamperze, w którym jest kuchnia, jadalnia, łazienka, łóżka, a nawet... siłownia oboje spędzają swoje życie poza treningami. Po jednej stronie jest zdjęcie Domraczewej, po drugiej Bjoerndalena. Razem z nimi mieszka urodzona w październiku zeszłego roku córeczka.