Pjongczang 2018. Jessica Diggins: medal w drużynie znaczy dużo więcej

Reprezentantki Stanów Zjednoczonych Kikkan Randall i Jessica Diggins wygrały środowy sprint drużynowy kobiet w Pjongczangu. Na ostatniej prostej Amerykanki wyprzedziły ekipy Szwecji i Norwegii. Dla USA jest to pierwszy medal olimpijski w biegach narciarskich od 1976 roku i srebra Billa Kocha w Innsbrucku.

- To nierealne. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Przez całe igrzyska czułyśmy się tak dobrze, a medal w konkurencji drużynowej jest czymś absolutnie wyjątkowym i znaczącym dużo więcej niż medal indywidualny – powiedziała 26-letnia Diggins. – Na ostatniej prostej myślałam tylko "jedź, jedź, jedź", dawałam z siebie absolutnie wszystko. Mam kogoś, kogo kocham i kto czekał na mnie na mecie. Chciałam, by była dumna – dodała.

Reklama

Dla 35-letniej Randall to był dopiero pierwszy medal olimpijski. Złoto jest spełnieniem jej marzeń i zwieńczeniem wspaniałej kariery, podczas której odniosła 13 zwycięstw w Pucharze Świata i wywalczyła z Diggins tytuł mistrzyni świata w sprincie drużynowym w Val di Fiemme w 2013 roku.

- Pracowałam na tę chwilę 20 lat, a z tym zespołem ostatnich pięć. Fajnie, że w końcu udało się nam wszystko dopiąć. Już w 2013 roku zauważyłam, że medal w drużynie jest dużo cenniejszy niż indywidualne osiągnięcia. To właśnie tamten wynik sprawił, że tak mocno pracowałam przez ostatnie cztery lata – przyznała Randall.

– W półfinale czułam się niesamowicie mocna, ale chciałam zachować siły na finał. W decydującym biegu z każdą zmianą czułam się lepiej. Za wszelką cenę chciałam utrzymać się z czołówką, by Jessie miała szansę załatwić sprawę na ostatnim okrążeniu – zakończyła.

Polki (Justyna Kowalczyk, Sylwia Jaśkowiec) ukończyły finał na bardzo dobry, siódmym miejscu.

Oglądaj igrzyska na żywo!

Dowiedz się więcej na temat: Kikkan Randall | Jessica Diggins | Pjongczang 2018