Pjongczang 2018. Maciej Kot: FIS zastosował metodę kary, a nie nagrody

Maciej Kot, w rozmowie z Interią, krytykuje zmianę przepisów w skokach narciarskich, polegającą na likwidacji automatycznej kwalifikacji do konkursów dla dziesięciu najlepszych zawodników Pucharu Świata. - Zawodnicy będą skakać, bo będą musieli, ale bez rywalizacji, w treningowych kombinezonach - powiedział na sto dni przed igrzyskami w Pjongczangu drużynowy mistrz świata z tego roku z Lahti.

Tegoroczna decyzja o zmianie przepisów testowana była podczas letniej Grand Prix. Później zatwierdzono ją także na sezon zimowy. Czwarty skoczek LGP nie dał się przekonać, że to zmiana na lepsze. - Nie zmieniłem zdania po lecie, nadal jestem negatywnie nastawiony. Miało to swój urok, to była tradycja - powiedział Kot o poprzedniej wersji regulaminu.

Reklama

- Uczyniono kwalifikacje może bardziej emocjonującymi dla widza. Sprzedaż transmisji, zwiększenie liczby widzów na trybunach to oczywiście plusy, ale zastosowano złą metodę. Zawodnicy będą skakać w kwalifikacjach, bo będą musieli, ale będą nadal skakać w treningowych kombinezonach. Nie będą traktować tego jako rywalizacji, ale oddadzą skok treningowy, jedynie z myślą, że muszą przejść kontrolę - ocenił 26-letni skoczek.

Zdaniem Kota, "FIS zastosował metodę kary, a nie nagrody. Kto nie pójdzie na kwalifikacje, nie wystartuje w konkursie".

Zakopiańczyk ma swoje pomysły, jak można było, likwidując wspomniany przepis o automatycznej kwalifikacji, jednocześnie bardziej uatrakcyjnić skoczkom nowe rozwiązanie.

- Myślę, że lepiej zadziałałaby zasada nagrody, np. za zwycięstwo w kwalifikacjach można by przyznawać dodatkowe punkty Pucharu Świata albo bonifikatę pieniężną - mówił Kot.

Znany z zamiłowania do motoryzacji skoczek proponuje też przeniesienie zasady z Formuły 1. - Dlaczego, tak jak w F1, nie ułożyć listy startowej konkursu na podstawie wyników kwalifikacji? Zwycięzca skakałby jako ostatni. Wtedy nikt z czołówki nie traktowałby kwalifikacji aż tak ulgowo - podkreślił.

- A tak obraz kwalifikacji się nie zmieni. Może czasem zdarzy się jakaś wielka sensacja, że ktoś z czołówki nie dostanie się do konkursu, ale to może zdarzyć się właściwie tylko wtedy, gdy na skoczni będą panować bardzo złe warunki. Przywilejem dziesiątki było to, że zawodnicy o te loteryjne warunki nie musieli się martwić - zaznaczył Kot.

Największy dreszczyk emocji będzie towarzyszył skoczkom podczas wielkich imprez, jak choćby zbliżających się igrzysk olimpijskich. Wpadka w kwalifikacjach może oznaczać brak udziału w konkursie, na który czekało się cztery lata.

- Brak kwalifikacji dla najlepszej dziesiątki był przywilejem, o który się walczyło. Często przed ważnymi imprezami nie odpuszczało się Pucharu Świata, żeby dostać się do dziesiątki, mieć jak najlepszą pozycję startową i nie musieć kwalifikować się do konkursu - zauważył piąty zawodnik klasyfikacji Pucharu Świata w ubiegłym sezonie.

- Biorąc pod uwagę wielkie imprezy, jak Turniej Czterech Skoczni, czy Raw Air, nagle tych skoków robi się dużo. Do tej pory można było taktycznie opuścić kwalifikacje, choćby w TCS. Teraz nie będzie już w konkursie tak emocjonujących par, na przykład zwycięzcy kwalifikacji z liderem PŚ, który kwalifikacje na TCS odpuścił - narzeka zakopiańczyk.

Zdaniem Kota, "trzeba będzie odpowiednio rozgrywać sezon". - Może odpuszczać niektóre skoki treningowe, żeby dobrze zarządzać siłami - powiedział.

Sezon Pucharu Świata rozpocznie się w dniach 17-19 listopada w Wiśle. Imprezą sezonu będą, zaplanowane na luty, igrzyska olimpijskie w Pjongczangu.

Waldemar Stelmach

Najlepsze tematy