Pjongczang 2018. Matthias Plachta po awansie do finału IO hokeistów

- Muszę ci powiedzieć, że jak takie coś wygrasz, to nic nie czujesz, żadnego zmęczenia! Nic nie czuję: nie jestem chory, ani śpiący - triumfował w rozmowie z nami, prowadzonej czystą polszczyzną hokeista reprezentacji Niemiec Matthiast Plachta, którego ojciec Jacek był gwiazdą i trenerem Polski.

Niemcy wygrywają na turnieju hokeistów charakterem i defensywną taktyką. Mieli szalone pięć dni, w których o włos wygrali cztery mecze:

Reklama

- 18 lutego po rzutach karnych 2-1 z Norwegią,

- 20 lutego po dogrywce 2-1 ze Szwajcarią,

- 21 lutego po dogrywce 4-3 ze Szwecją i dzisiaj, już bez dogrywki 4-3 z Kanadą!

Michał Białoński, eurosport.interia.pl: Tata pewnie pęka z dumy, bo oto syn przeszedł do historii! Jesteś finalistą igrzysk olimpijskich!

Matthias Plachta: No ja wiem, mam nadzieję, że tata w domu się cieszy. Nie wiem, co mam powiedzieć.

Jak to wytrzymaliście fizycznie? Maraton czterech meczów w pięć dni z dogrywkami, karnymi!

- Po prostu jesteśmy dobrą drużyną. Ufff... Proszę poczekać, aż odetchnę. Wszyscy graliśmy dobrze w defensywie. Jak z Kanadą grasz, to nie masz innego wyjścia - musisz postawić na defensywę.

Strzeliłeś gola, wypracowałeś drugiego. Jesteś jednym z bohaterów!

- Udało się.

Zawsze stosujecie taki manewr, że ty jako napastnik wchodzisz na miejsce obrońcy, by strzałami z niebieskiej linii siać zagrożenie?

- Mamy taki plan i się udało!

Dlaczego nie wybrałeś gry dla reprezentacji Polski?

- Nie wiem, nie mogę powiedzieć (śmiech).

Gdy pytałem o to twojego tatę Jacka, stwierdził, że ciężko mu było ciebie ciągnąć do naszej kadry, skoro wyrosłeś w Niemczech, tam byli twoi koledzy.

- Tak to było, ja się przecież w Niemczech urodziłem i całe życie tam spędzam. Dobrze, że tata w Polsce coś tam przy hokeju robi. To znaczy robił (prowadził reprezentację - przyp. red.).

Jak widzisz finał z Rosjanami? Są wielkimi faworytami, ale wy nie pękliście ani przed Szwecją, ani przed Kanadą.

- Już przed turniejem Rosjanie byli faworytami do złota. Zobaczymy, co się stanie w niedzielę. My będziemy grać tak jak dotychczas, spróbujemy wygrać!

Co by się nie stało, wy i tak jesteście największymi bohaterami tego turnieju!

- Tak to jest, cieszy mnie to.

To najlepsza chwila w twoim życiu, czy debiut w NHL był ważniejszy?

- Nie, awans do finału IO jest lepszy!

Czy jest szansa, że w Niemczech, dzięki waszej grze, hokej stanie się ważniejszy niż "fussball"?

- Mam nadzieję! Będzie ciężko, ale mam nadzieję.

Z Wojtkiem Wolskim porozmawiałeś po polsku?

- Nawet nie wiedziałem, że też mówi po polsku. Przechodził już? Nie wiem, czy teraz będzie chciał rozmawiać.

Myślisz, że polscy kibice hokeja będą trzymać kciuki za ciebie w finale?

- Nie wiem. Nie wiem, co mam powiedzieć.

Zaczynacie dobrze mecze, jako pierwszy strzelacie, prowadziliście ze Szwedami, tak samo z Kanadą. To klucz do sukcesu?

- Przede wszystkim jest nim defensywna gra. Jak porównasz Szwedów i Kanadyjczyków do nas, to widzisz lepsze drużyny, ale my się trzymamy swojej taktyki, swoich schematów. Próbujemy bronić i tak się wygrywa. Nie wpuszczamy ich do tercji.

Cud na lodzie?

- Jak najbardziej!

Nie wyglądasz na zmęczonego. Jak to robisz?

- Muszę ci powiedzieć, że jak takie coś wygrasz, to nic nie czujesz, żadnego zmęczenia! Nic nie czuję: nie jestem chory, ani śpiący!

Śledziłeś rywalizację skoczków między Kamilem Stochem a Andreasem Wellingerem?

- Byłem na skoczni, oglądałem treningi. Wtedy mieliśmy czas, bo jeszcze turniej się nie zaczął.

W Gangneung Hockey Centre rozmawiał Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Matthias Plachta | Pjongczang 2018