Pjongczang 2018. Rozczarowany Ligety wraca do Europy po "ciężkim dniu w biurze"

Dwukrotny mistrz olimpijski Amerykanin Ted Ligety powiedział po niedzielnym gigancie, że raczej nie wystartuje w pozostałych zawodach igrzysk w Pjongczangu i wróci do Europy, by przygotowywać się do końcówki Pucharu Świata. Alpejczycy w czwartek będą rywalizować w slalomie, a na sobotę przewidziano zawody drużynowe.

- Zanosi się na to, że dla mnie to finisz na tych igrzyskach - stwierdził 33-latek, który w niedzielny gigancie zajął 15. miejsce.

Reklama

- Myślałem o tym, żeby pojechać w slalomie, ale sprawdziliśmy, że startowałbym z odległego miejsca i to odbierałoby szanse na dobry przejazd. Najprawdopodobniej wrócę do Europy i przygotuję się do reszty startów w Pucharze Świata - tłumaczył.

Ligety to mistrz olimpijski w superkombinacji z 2006 roku w Turynie. W Pjongczangu poradził sobie obiecująco w tej konkurencji i był piąty. W Soczi wywalczył złoty medal w gigancie, ale w niedzielnym starcie w Korei Południowej nie zbliżył się do sukcesu sprzed czterech lat.

- To był ciężki dzień w biurze. Nie miałem dziś szybkości. Niestety przytrafił mi się zły dzień - mówił rozczarowany, ale z wielkim uznaniem wypowiedział się o triumfatorze Marcelu Hirscherze. Austriak wywalczył w niedzielę drugie złoto w Pjongczangu po sukcesie w superkombinacji.

- W każdych zawodach jest z przodu i to jest fenomenalne w takim sporcie, w którym przeważnie większość nie prezentuje takiej formy każdego kolejnego dnia, a on potrafi za każdym razem zaprezentować się z najlepszej strony - ocenił Ted Ligetty.

kip

Oglądaj igrzyska na żywo!

Dowiedz się więcej na temat: Ted Ligety | Pjongczang 2018