Pjongczang 2018. Stoch skakał krócej od Wellingera, ale wygrał. Polski sędzia wyjaśnia

Kamil Stoch sięgnął w sobotę po złoty medal igrzysk w Pjongczangu na dużej skoczni. Polak triumfował, choć skakał łącznie o sześć metrów krócej od Niemca Andreasa Wellingera. Nasz sędzia przypomina, że w skokach nie wszystko zależy od odległości.

Tadeusz Szostak-Berda, od 1993 roku sędzia Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), oceniając wyniki sobotniego konkursu przypomniał, że uzyskana odległość nie gwarantuje wygranej.  

Reklama

Złoty medal olimpijski zdobył Stoch, którego oba skoki (135 i 136,5 m) były w sumie o sześć metrów krótsze od tych, w wykonaniu Wellingera (135,5 i 142), który był drugi.

- Na łączną notę składa się nie tylko odległość, ale także siła wiatru, wysokość rozbiegu i noty sędziowskie. Faktycznie na pierwszy rzut oka wygląda, że ten kto oddał najdłuższy skok powinien wygrać, tymczasem pozostałe składowe oceny stanowią inaczej - wyjaśnił Szostak-Berda.

Dodał, że pod uwagę trzeba też wziąć fakt, że inaczej ocenia się siedząc w fotelu, inaczej stojąc na wieży.

- Ja na przykład patrząc na telewizyjną relację powiedziałbym, że Stoch i Wellinger powinni otrzymać za ten element jednakową liczbę punktów, jednak z wieży skok naprawdę wygląda zupełnie inaczej. My jako sędziowie orzekający widzimy tylko i wyłącznie styl, czyli lot, lądowanie i odjazd. Nie wiemy jakie przeliczniki zostaną danemu zawodnikowi zapisane za rozbieg i wiatr - tłumaczył.

Stoch wygrał z Niemcem przewagą 3,5 pkt - czy jednakowa ocena za styl zmieniłaby kolejność na podium? - Według mnie nie! Nawet, gdyby np. trzech z pięciu arbitrów obniżyło Kamilowi ocenę o pół punktu, to i tak miałby zapas pozwalający na wygraną w tych zawodach - zapewnił sędzia skoków narciarskich FIS.

Oglądaj igrzyska na żywo!

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Andreas Wellinger | Pjongczang 2018